Palikot przebiera się za Janosika

Jarosław KrólakJarosław Królak
opublikowano: 2013-08-07 00:00

Kontrowersyjny polityk chce nałożenia podatku na bogatych Polaków, którzy oszczędności życia przekazują najbliższej rodzinie

Ekstrawagancki liberał, zażarty antypisowiec, antyklerykał, ale też rycerz na białym koniu walczący z prawnymi absurdami. Poznaliśmy już wiele twarzy Janusza Palikota, biznesmena z Biłgoraja. Ostatnio polityk stracił impet, znalazł jednak sposób, by zaistnieć w mediach. Hasła, które znajdzie się na wyborczym sztandarze Ruchu Palikota (RP), nie powstydziłby się Janosik — oskubać bogatych.

MISTRZ CHARAKTERYZACJI:
 Janusz Palikot już na wiele sposobów próbował zwrócić na siebie uwagę. Przywdziewanie szat Janosika, by dobrać się do skóry bogaczom, przebija wszystkie poprzednie wcielenia. [FOT. WM]
MISTRZ CHARAKTERYZACJI: Janusz Palikot już na wiele sposobów próbował zwrócić na siebie uwagę. Przywdziewanie szat Janosika, by dobrać się do skóry bogaczom, przebija wszystkie poprzednie wcielenia. [FOT. WM]
None
None

Pomysł na start

Początek już jest. Kilka dni temu RP skierował do Sejmu projekt nowelizacji ustawy o podatku od spadków i darowizn (jeszcze nie jest oficjalnym dokumentem sejmowym). Jego celem jest opodatkowanie drogich darowizn przekazywanych w ramach najbliższej rodziny. 1-procentowy podatek zapłacą ci, którzy w ciągu 5 lat zostaną obdarowani, np. przez rodziców, majątkiem o wartości powyżej 1 mln zł. Choć stawka wydaje się niewielka, ze względu na bazę w grę wchodzą poważne kwoty. Dziecko obdarowane 1 mln zł musi oddać fiskusowi 10 tys. zł.

— Obecnie z podatku zwolnione są wszelkie darowizny w gronie najbliższej rodziny — niezależnie od ich wartości. Warunkiem jest zawiadomienie o darowiźnie urzędu skarbowego [kto tego nie zrobi, płaci niewielki podatek — red.]. To słuszne rozwiązanie, ponieważ skłania ludzi do inwestowania, oszczędzania i przekazywania majątków następnym pokoleniom. Ten projekt burzy to cywilizacyjne osiągnięcie i zakłada dyskryminację rodzin pomnażających majątek — mówi Monika Marta Dziedzic, partner w firmie doradztwa podatkowego MDDP.

Musi być równo

Pod projektem podpisanych jest 36 posłów RP. Na 26. pozycji widnieje podpis Janusza Palikota, polityk jednak najwyraźniej się z ustawą nie utożsamia.

— Nie wiem, o co chodzi. Nic o takim projekcie nie słyszałem. Muszę zapytać Sławka Kopycińskiego [pilotuje projekt — red.]. Proszę zadzwonić później — taki był pierwszy komentarz Janusza Palikota. Zadzwoniliśmy.

— To nie populizm. Nasz projekt wynika z głębokiego doświadczenia liberalizmu. Wszyscy muszą być równi. Ten, kto dostaje od ojca fortunę, już na starcie ma zagwarantowaną lepszą pozycję niż inni. Brak opodatkowania uzyskiwanych w ten sposób fortun nie ma uzasadnienia i jest społecznie niesprawiedliwy — wyjaśnia Janusz Palikot.

Sięgnęliśmy też do uzasadnienia projektu. A w nim czytamy: „Ustawa traktuje podatek od spadków i darowizn jako swo-

istą karę dla osób, które wypracowały jakiś majątek i chcą się nim podzielić z innymi. Obniżenie stawek podatku [dla osób, które nie zawiadomiły fiskusa o mniejszej darowiźnie — red.] i uproszczenie jego naliczania spowoduje odciążenie aparatu skarbowego i wzrost wpływów z tego podatku.

Ograniczenie zwolnienia z podatku będzie miało znaczenie wyłącznie dla osób bardzo dobrze sytuowanych i nie wywoła sprzeciwów społecznych, bo stanowićbędzie realizację zasady sprawiedliwości społecznej”.

Odbudowa kapitału

Andrzej Blikle, większościowy udziałowiec istniejącej od 1869 r. znanej rodzinnej firmy cukierniczej, inaczej pojmuje sprawiedliwość społeczną.

— Ten pomysł sprowadza się do populistycznego działania w stylu zabrać bogatym, a dać biednym. Janusz Palikot chyba pozazdrościł popularności Janosikowi. Aby bogaciło się społeczeństwo, muszą się bogacić obywatele poprzez akumulację kapitału. Ten projekt zagraża firmom rodzinnym, których zazwyczaj się nie sprzedaje, lecz przekazuje następnemu pokoleniu — mówi Andrzej Blikle.

Gdyby RP przeforsował swój pomysł, co jednak wydaje się mało prawdopodobne, to nowy podatek musiałby zapłacić np. Łukasz Blikle, syn Andrzeja.

— II wojna światowa i PRL-owska nacjonalizacja złamały ciągłość tworzenia rodzinnego kapitału. Teraz w wolnej Polsce należy wspierać budowanie firm rodzinnych i klasy średniej. Pomysł RP idzie w przeciwnym kierunku. Zakładając, że ojciec podarowałby mi udziały w firmie, aby zapłacić podatek, musiałbym część z nich sprzedać. Obawiam się, że wielu obdarowanych nie miałoby z czego uiścić takiego podatku — mówi Łukasz Blikle.