Pamiątka po prezydencie

Kamil Kosiński
opublikowano: 2008-06-30 00:00

Tarnowskie azoty były jednym z modernizacyjnych przedsięwzięć II RP. Komunistyczne inwestycje pchnęły je na skraj bankructwa. Ale odzyskują wigor.

Wyobraźmy sobie obiad gotowany na kuchence gazowej. Ujmując rzecz najprościej, w ten sam sposób rozpoczyna się produkcja tworzyw sztucznych i nawozów w Zakładach Azotowych w Tarnowie-Mościcach. No, może z małym wyjątkiem. Jedna trzecia wykorzystywanego tam metanu pochodzi z lokalnych złóż, o jakości dyskwalifikującej gaz w zastosowaniach domowych.

— Dla nas to interes, bo kupujemy go taniej niż normalny gaz sieciowy. Dla Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa to też interes, bo inaczej nic by z tym gazem nie zrobili, a tak mają stałego odbiorcę, który korzysta z metanu zarówno w zimie, jak i w lecie — zaznacza Jerzy Marciniak, prezes Azotów.

Metan jest spalany, w wyniku czego można z niego wydzielić wodór, a z powietrza atmosferycznego azot. Te dwa związki łączy się ze sobą w tzw. mieszankę syntezową i poprzez zwiększenie ciśnienia robi z niej amoniak. Jego część przetwarza się na siarczan hydroksyloaminy. Po zmieszaniu z benzenem lub fenolem powstaje kaprolaktam — ciecz, która po doprowadzeniu do konsystencji granulatu staje się głównym półproduktem do wytwarzania plastiku wykorzystywanego w przemyśle lotniczym, samochodowym, sprzęcie AGD/RTV i w komputerach.

Jako produkt uboczny przy produkcji kaprolaktamu powstaje siarczan amonu. Nawóz. Zwiększenie produkcji tworzyw sztucznych powoduje więc zwiększenie produkcji nawozów. Ale nawozy w Tarnowie produkuje się też w odrębnym procesie. Amoniak przetwarza się w tym celu w tlenek azotu, który absorbowany w wodzie przechodzi w kwas azotowy. Po zmieszaniu go z kolejną porcją amoniaku powstaje azotan amonu. Jeszcze szczypta węglanu wapnia lub magnezu i mamy saletrę amonową lub saletrzak — w zależności od tego, jak dużo węglanu wapnia lub magnezu dosypiemy.

Historyczne zakręty

Początki zakładu sięgają 1927 r. Wtedy to, z inicjatywy prezydenta Ignacego Mościckiego, powstała Państwowa Fabryka Związków Azotowych w Tarnowie. No, może niezupełnie w Tarnowie, bo w podtarnowskich folwarkach Świerczków i Dąbrówka Infułacka, których 670 hektarów państwo odkupiło za 210 tys. dolarów od księcia Romana Sanguszki.

Nowy zakład — jego dyrektorem w latach 1931-35 był znany z budowy portu w Gdyni Eugeniusz Kwiatkowski — miał przyczynić się do modernizacji polskiego rolnictwa przez dostarczenie mu tanich nawozów. Dodajmy, nawozów powstających dzięki technologii uzyskiwania azotu z powietrza. Pierwszy zastosował ją na skalę przemysłową Ignacy Mościcki — nie tylko polityk, ale także wybitny chemik, którego upamiętniono w nazwie dzielnicy Tarnowa i dzisiejszego giełdowego debiutanta.

— Pomysłów na nazwanie tej części Tarnowa było kilka. Najpierw forsowano Tarnoazot. Potem popularność zyskały Mościki. Nazwę Mościska przypisuje się przedwojennemu lokalnemu tygodnikowi „Hasło” — opowiada Robert Licowała, pracownik biura relacji inwestorskich, a z zamiłowania lokalny historyk.

Tak czy inaczej, po raz pierwszy w nazwie firmy Mościska pojawiły się w 1933 r. Przetrwały okupację niemiecką i pierwsze lata komunizmu. Zniknęły w 1950 r., gdy fabryka otrzymała imię Feliksa Dzierżyńskiego, twórcy komunistycznych szwadronów śmierci.

Tzw. wieże Mościckiego, czyli urządzenia do produkcji amoniaku z powietrza atmosferycznego i pary wodnej uzyskiwanej z gaszenia koksu, funkcjonowały w fabryce jeszcze w latach 70. Dopiero wtedy koks zastąpiono gazem. W dekadzie rządów Edwarda Gierka postawiono też na tzw. chemię acetylenu. W zakładach pobudowano linie do produkcji polichlorku winylu (PCW) na podłogi i profile okienne, wykorzystywanego w przemyśle odzieżowym akrylonitrylu oraz krzemu półprzewodnikowego.

— Zakupione we Włoszech technologie chemii acetylenu były unikatowe. Potem okazało się jednak, że otrzymywanie etylenu z ropy naftowej jest tańsze niż stosowane u nas uzyskiwanie go z gazu. Podobnie było z akrylonitrylem — wyjaśnia Ryszard Świtalski, dyrektor ds. rozwoju.

Kontynuowanie tej produkcji po przemianach ustrojowych postawiło firmę na krawędzi katastrofy. W 2001 r. spółka miała187 mln zł straty netto przy 842 mln zł przychodów ze sprzedaży.

— Banki wypowiedziały nam kredyty, dając trzy miesiące na spłatę. Należało działać natychmiast. Przygotowaliśmy wniosek o postępowanie układowe — mówi Witold Golemo, członek zarządu Azotów.

Wniosek wpłynął do sądu 7 czerwca 2002 r. 12 czerwca postępowanie zostało otwarte, co wstępnie zabezpieczyło firmę roszczeniami. W ostatniej chwili. Analizy wskazywały, że jeśli do tego nie dojdzie, w lipcu może zabraknąć na pensje.

Kogo się dało, wysyłano na wcześniejsze emerytury. Wielu pracowników zostało jednak zwolnionych w ramach zwolnień grupowych.

— Kiedy przychodziłem do firmy, zatrudniała 3604 osoby, kiedy odchodziłem — 2500. Czyli 1100 osób odeszło za mojej bytności. I wszystko bez flag na bramach i taczek przed gabinetem — podkreśla Ryszard Ścigała, prezes spółki w latach 2001-06, obecnie prezydent Tarnowa.

— Determinacja ludzi, by tę firmę uratować, była ogromna. Przez siedem miesięcy 2002 r. wszyscy pracownicy brali po dwa dni bezpłatnego urlopu w miesiącu w celu zmniejszenia obciążeń z tytułu wynagrodzeń — dodaje Witold Golemo.

Obecnie w tarnowskich Azotach pracują 2393 osoby. 215 mln zł zobowiązań pozaukładowych firma spłaciła do 2005 r. i w zasadzie wtedy wyszła z zadłużenia. Z 227,5 mln zł objętych układem umorzone zostało 90,6 mln zł. Resztę spółka spłaca w półrocznych ratach po 15,1 mln zł. Do uregulowania zostały jeszcze trzy — ostatnia we wrześniu 2009 r.

— Spłacamy te raty nawet przed terminem. Po to, by jakieś przypadkowe opóźnienie w systemach rozliczeniowych banków nie sprawiło, że nie wywiążemy się z warunków układu — podkreśla Jerzy Marciniak.

Ku nowym rynkom

Prezes planuje ekspansję zagraniczną dzięki budowie fabryki na zasadach joint venture w którymś z krajów ze złożami taniego gazu.

— Może w Katarze, może w Afryce Południowej, a może w Chinach. Jesteśmy firmą globalną, działamy na mapie gospodarczej, a nie administracyjnej — twierdzi Jerzy Marciniak.

Firma podpisała już wstępne porozumienie z chińskim partnerem. Sprzedaje też tam gotowy kaprolaktam i myśl techniczną w zakresie produkcji polioksymetylenu.

— Do Chin sprzedajemy instalacje niesprawdzone empirycznie. Gdy nasze zdolności produkcyjne wynosiły 7 tys. ton, im sprzedaliśmy projekt instalacji na 10 tys. Teraz mamy u siebie instalację na 14 tys. ton, a do Chin sprzedaliśmy o 6 tys. ton większą. Uwiarygodnia nas to w rozmowach o joint venture — dodaje Jerzy Marciniak.

Czy zatem, po takim przetarciu szlaku, firmie uda się założyć spółkę produkcyjną za granicą? Czas pokaże. Ale już od dziś inwestorzy muszą się zastanawiać, czy dokupić akcji dzisiejszego debiutanta, czy może sprzedać już posiadane? n

Bohater osiedla

Osiedle przyfabryczne zaczęło powstawać kilka miesięcy przed rozpoczęciem budowy zakładu. Potem było rozbudowywane — zarówno przed II wojną światową, jak i po niej. W budynku znajdującym się w części osiedla położonej najbliżej zakładów wychował się Wilhelm Sasnal. W maju 2008 r. jego obraz „Fabryka” został sprzedany na nowojorskiej aukcji za 217 tys. dolarów. A nie było to bynajmniej najdroższe dzieło tego artysty. „Samoloty” poszły rok wcześniej za 396 tys. dolarów. Artysta zgodził się za to na nieodpłatne wykorzystanie reprodukcji obrazu „Mościce 1” na okładce prospektu emisyjnego dzisiejszego debiutanta. Olejne płótno z 2005 r. przedstawia panoramę fabryki, a na co dzień wisi w portugalskim muzeum.

Nawozy ciągle w cenie

Fabryka w Mościcach od zawsze produkowała nawozy. Z czasem uruchomiono produkcję innych chemikaliów. Z nawozów jednak nigdy nie zrezygnowano. Dają one około jednej trzeciej sprzedaży. Trwa też budowa instalacji do wytwarzania saletrosiarczanu amonu — nawozu dla roślin przeznaczonych na biodiesel. Jej rozruch zaplanowano na koniec 2008 r.

Emisja w liczbach

94,5

proc. Tyle akcji znalazło nabywców w ofercie publicznej.

49,6

proc. Taka była stopa redukcji w transzy indywidualnej.

0

proc. Taka była stopa redukcji w transzy instytucjonalnej, ale aż 6,6 mln z 12 mln akcji w tym pakiecie objęły dwie kontrolowane przez państwo spółki.

Poszedł do sądu

W latach 2001-02 działalność Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach finansowało 11 banków. W postępowaniu układowym znalazły się kredyty udzielone przez ING Bank Śląski, BPH, BNP Paribas Bank Polska, DZ Bank i Bank Pekao. Tylko ten ostatni nie mógł się pogodzić z redukcją długu. Dlatego decyzja o zawarciu układu z 10 lipca 2003 r. uprawomocniła się dopiero 19 maja 2005 r. Aby zablokować układ, bank kierowany od 2003 r. przez Jana Bieleckiego odwoływał się aż do Sądu Najwyższego. Dopiero odrzucenie kasacji złożonej przez bank uprawomocniło decyzję o redukcji zobowiązań fabryki, objętych postępowaniem układowym, do 136,9 mln zł. Trzy raty, które zostały jeszcze do spłacenia, opiewają łącznie na 45,3 mln zł.