Pandemia zmodernizowała mieszkaniówkę

Anna GołasaAnna Gołasa
opublikowano: 2020-06-17 22:00

Koronawirus obniżył stawki, zwiększył atrakcyjność inwestowania w nieruchomości, ale przede wszystkim przekonał do cyfryzacji.

Z artykułu dowiesz się: 
  • jak pandemia wpłynęła na rynek mieszkaniowy 
  • co zmieniło się w nastawieniu inwestorów 
  • jak przyszłość widzą eksperci

Pandemia COVID-19 odcisnęła piętno na rynku mieszkań w Polsce. Do zmian doszło m.in. w cenach. Wirus zwiększył bowiem możliwości negocjacyjne kupujących. W I kw. 2020 r. średnia cena ofertowa mieszkań w siedmiu największych miastach wyniosła 9,5 tys. zł za m kw., tymczasem cena transakcyjna tylko 7,9 tys. zł — wynika z danych Otodom.pl.

NOWE WYDANIE:
NOWE WYDANIE:
Kupujący wracają na rynek mieszkań, jednak zasady, jakie na nim panują, są nieco inne niż przed epidemią.
Fot. Marek Wiśniewski

— Ceny rozjadą się jeszcze bardziej — twierdzi Monika Rudnicka, menedżer Otodom.pl.

Mała rewolucja

Epidemia skłoniła też rodaków do wyciągania oszczędności z przysłowiowej skarpety i inwestycji w mieszkania.

— Polacy w pierwszej kolejności zainteresowali się nieruchomościami, następnie antykami i walutą — mówi prof. dr hab. Dariusz Szostek z Uniwersytetu Opolskiego.

Na celowniku kupujących znalazły się przede wszystkim mieszkania w miejscowościach turystycznych.

— Obserwujemy wyścig po nieruchomości wakacyjne na wybrzeżu. Klienci mają dwa argumenty. Po pierwsze — nie chcą trzymać pieniędzy na koncie, a po drugie — chcą mieć dokąd wyjechać. Kupują mieszkania nawet za około 2 mln zł — mówi Sebastian Wielgus, kierownik oddziału White Wood Nieruchomości.

Do największej rewolucji doszło jednak w sposobie zawierania transakcji.

— Część naszych klientów utknęła za granicą. Na szybko organizowaliśmy m.in. tłumaczenia, dokumenty online. Przeprowadzaliśmy transakcje na podstawie pełnomocnictwa. W praktyce wyglądało to tak, że organizowaliśmy wideospotkanie klienta z notariuszem. Klient mógł z nim porozmawiać, zadawać pytania, natomiast pełnomocnik podpisywał za niego umowę — mówi Sebastian Wielgus.

Przyznaje, że pandemia zrewolucjonizowała zakupy nieruchomości.

— Doszło już nawet do tego, że klient nie oglądał mieszkania osobiście. Korzystał wyłącznie z wirtualnego spaceru. W okresie marzec-kwiecień przeprowadziliśmy trzy transakcje, w których kupujący zobaczył nieruchomość na żywo, dopiero przed podpisaniem aktu notarialnego. We wszystkich trzech przypadkach cena nieruchomości przekraczała 1,5 mln zł. Wraz z początkiem pandemii rynek zmienił się diametralnie, prawdopodobnie już na stałe — twierdzi Sebastian Wielgus. O większej otwartości Polaków na nowinki technologiczne mówi także Dariusz Szostek.

— W ciągu dwóch miesięcy Polacy przywykli do zdalnej komunikacji. Wiedzą, co to podpis elektroniczny. Zmienia się także myślenie konserwatywnego notariatu. Dwa miesiące temu, wspólnie z prof. Fryderykiem Zollem i prof. Ewą Rott-Pietrzyk, przygotowaliśmy rekomendacje dla notariuszy. Dotyczyły m.in. możliwości sporządzania aktu notarialnego online na podstawie obecnych przepisów czy ich ewentualnego liftingu. Spotkaliśmy się wtedy z odpowiedzią w stylu: „nie, bo nie”. Jednak po dwóch miesiącach, gdy okazało się, że kancelarie notarialne funkcjonują na pół gwizdka, a niektóre wręcz przez dwa miesiące były zamknięte, diametralnie zmieniło się podejście notariuszy do nowych technologii. Dyskusja została podjęta, a notariat przyznaje, że nie ma innego wyjścia, jak tylko się zreformować — tłumaczy Dariusz Szostek.

Nie tak szybko

Pośrednicy przekonują, że w maju i czerwcu zainteresowanie mieszkaniami wróciło do poziomu sprzed pandemii, a w niektórych przypadkach jest nawet większe.

— W marcu otrzymaliśmy około 70 proc. zapytań mniej niż rok wcześniej. Następnie rynek był przez 2-3 tygodnie mocno zmrożony. Obecnie mamy więcej zapytań niż w tym samym okresie przed rokiem. Rynek jest ponownie rozgrzany — mówi Sebastian Wielgus.

Z badania przeprowadzonego wśród użytkowników serwisu Otodom.pl wynika jednak, że obecna fala sprzedażowa ma charakter „pozamrożeniowy”.

— Maj i czerwiec to pokłosie dwóch miesięcy zawieszenia. Przeprowadzane są te transakcje, do których nie doszło w marcu czy kwietniu. Teraz wszystko zależy od kondycji gospodarki. Realne skutki pandemii będą widoczne na rynku mieszkań najwcześniej jesienią — ocenia Monika Rudnicka.