Na koniec roku przeciętny Polak będzie obarczony 17,7 tys. zł państwowego długu.
Ministerstwo Finansów oficjalnie przyznaje — dług publiczny przekroczy próg 50 proc. w relacji do PKB. Według prognozy resortu wysłanej w czwartek do Komisji Europejskiej, zadłużenie państwa wyniesie na koniec 2009 r. 51,2 proc. PKB, a to będzie oznaczało uruchomienie pierwszej procedury naprawczej finansów publicznych.
— Przekroczenie 50 proc. oznacza, że w 2011 r. budżet państwa będzie musiał być skonstruowany tak, by deficyt w relacji do dochodów nie był wyższy niż w 2009 r. Na szczęście obecne perspektywy gospodarcze sugerują, że taki przymus nie będzie bolesny dla ministra finansów. Gospodarka powinna przyspieszyć, więc dochody wzrosną, co zrobi trochę miejsca dla deficytu. To raczej sygnał alarmowy niż realna sankcja — mówi Remigiusz Grudzień, ekonomista PKO BP.
Zgodnie z prognozą resortu, na koniec roku dług państwa wyniesie 676,6 mld zł (z tego 83,8 mld zł — 6,3 proc. PKB — nowo zaciągniętego zobowiązania w samym 2009 r.). To znaczy, że każdy z nas będzie miał do spłacenia 17,7 tys. zł. Dla porównania: przeciętne prywatne zadłużenie Polaka w bankach wynosi 10,4 tys. zł. Tymczasem dług publiczny ma w przyszłym roku rosnąć.
— Istnieje duże prawdopodobieństwo, że na koniec 2010 r. przekroczymy próg 55 proc. w relacji do PKB. Szanse rozkładają się pół na pół. Jeśli ten negatywny scenariusz się zrealizuje, tym razem konsekwencje będą bardzo dotkliwe dla rządu i całej gospodarki. Będzie to oznaczało gwałtowne zacieśnienie polityki fiskalnej — ostrzega Remigiusz Grudzień.
Główny Urząd Statystyczny zrewidował wczoraj wskaźniki fiskalne za 2008 r. Dług okazał się nieco mniejszy niż szacowano w kwietniu — wyniósł 47,2 proc. PKB a nie 47,1 proc. Deficyty poszedł natomiast w dół — z 3,9 proc. do 3,6 proc.