Czytasz dzięki

Państwo zaraża się od głowy

opublikowano: 25-10-2020, 22:00

Po złapaniu koronawirusa przez Donalda Trumpa, najlepiej chronioną głowę państwa, przypadek Andrzeja Dudy nie wywołał sensacji.

Potwierdził jedynie egalitaryzm epidemii COVID-19, wobec której absolutnie nikt nie może być pewny dnia ani godziny. Naturalne jest ustalanie ścieżek przebijania się niewidzialnej broni biologicznej do zwierzchników sił zbrojnych. W przypadku prezydenta USA nastąpiło to podczas zorganizowanego przez niego samego dla tłumu gości ogłoszenia nominacji sędzi Sądu Najwyższego. U nas mówi się o naturalnej transmisji wirusa od funkcjonariusza SOP. Podpowiadam jednak przeanalizowanie tzw. śladu bułgarskiego, czyli skutku bliskiego kontaktu Andrzeja Dudy z Rumenem Radewem tydzień temu na szczycie Trójmorza w Tallinie. Służby prezydenta Bułgarii dementują, jakoby jego test był dodatni, ale wojujący z nim tamtejszy rząd właśnie tak podejrzewa.

Andrzej Duda chory na COVID-19:
Andrzej Duda chory na COVID-19:
Prezydent RP w sobotę oznajmił Polakom, że wynik jego testu okazał się jednoznacznie dodatni, chociaż takich objawów jak zanik węchu czy smaku nie odczuwa. W piątek, jeszcze bez wiedzy o tym wyniku, Andrzej Duda odwiedził przygotowywany PGE Szpital Narodowy w centrum biznesowym pod trybunami stadionu, w bliskim towarzystwie, bez zachowania dystansu 1,5 metra, szefów:  KPRM, prezydenckiego BBN, tworzonego szpitala oraz stadionu. W Sali Kolumnowej swojego pałacu zaś odznaczył tenisistkę Igę Świątek i jej ojca Tomasza. W sobotę Andrzej Duda przeprosił wszystkich, z którymi się ostatnio stykał, za nieświadome narażenie ich na obowiązkową kwarantannę. Za najbardziej realne źródło zakażenia prezydenta uważane jest zarażenie się koronawirusem od funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa. Fot. Jakub Szymczuk / KPRP.

Zdrowotna niedola głowy państwa zbiegła się z urzędowym potwierdzeniem zapaści samego państwa. Nadające umowny kolor czerwony całemu terytorium RP rozporządzenie Rady Ministrów ukazało się elektronicznie w Dzieniku Ustaw w piątek o godz. 23.10, weszło w życie od soboty, zatem vacatio legis wyniosło… 50 minut. Ze względu na znaczenie restrykcyjnych przepisów to dowód lekceważenia przez władców społeczeństwa, w tym szczególnie przedsiębiorców prowadzących działalność w sparaliżowanych sektorach. Konferencja prasowa premiera i ministrów w piątkowe południe przyniosła jedynie zapowiedzi, diabeł tkwił w szczegółach. Przykład najbardziej jaskrawy to przymusowe zamknięcie gastronomii — w rozporządzeniu nastąpiło „do odwołania”, czyli bezterminowo, a nie na dwa tygodnie. Używanie przez propagandę rządową takiego krótkiego horyzontu w celu uspokojenia załamanej branży to wielka nieuczciwość i kłamstwo w żywe oczy. Za dwa tygodnie zakaz faktycznie może zostać cofnięty, ale wymaga to kolejnego rozporządzenia, natomiast jego przedłużenie nastąpi po cichu z automatu.

Rozporządzenie z 23 października jest trzecią już nowelizacją podstawowego z 9 października. W związku z tym należy się dokładnie wczytywać i porównywać każde słowo z poprzednimi wersjami. Oto przykład — od soboty w pewnym przepisie skreślone zostały słowa „i szkół tańca”. Czy dla tych placówek to dobrze, czy źle? Po prostu strasznie, bo po tygodniu łaskawości władców straciły one prawo funkcjonowania, zachowały je tylko sportowe kluby taneczne. Prowadzący szkoły zaklęli i od soboty zmieniają szyldy na klubowe, ich działalność przecież realnie się nie różni. Generalnie trudno pojąć, czemu rządowe ograniczenia działalności gospodarczej są tak nielogiczne i selektywne. Sztandarowy przykład absurdu to dwoiste potraktowanie takich samych usług basenów, siłowni, klubów i centrów fitness w zależności od... klienteli.

Podczas piątkowej konferencji strona rządowa publicznie kłamała jeszcze w jednym punkcie. Dobrotliwie proszono seniorów w wieku co najmniej 70 lat o niewychodzenie z domów bez potrzeby. W nocy objawił się w Dzienniku Ustaw kij: „Osoby, które ukończyły 70. rok życia, mogą się przemieszczać wyłącznie w celu…”. Niekonstytucyjność takiego zakazu jest oczywistością, ale w państwie tzw. dobrej zmiany nikt tego nie stwierdzi. Na szczęście wśród celów kija znajduje się marchewka: „zaspokajanie niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego”. Pod taki zapis tropiony przez państwo 70-latek może podciągnąć absolutnie wszystko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane