Czytasz dzięki

Papier konkluzji przyjmie wszystko

opublikowano: 04-10-2020, 22:00

Rada Europejska (RE) jako kolegialna głowa Unii Europejskiej (UE) bezdyskusyjnie jest najważniejszym organem wspólnoty.

Jej konkluzje pisane są jednak językiem typowym dla uchwał partyjnych plenów. Ze względu na konieczność przyjęcia w trybie jednomyślnym stanowią zbiór okrągłych wytycznych, a często chciejstwa, które można odczytywać i interpretować jak komu wygodnie. Na zakończenie każdego szczytu RE odbywają się konferencje 27 równych stanem prezydentów/premierów, którzy na użytek krajowy puszą się własną potęgą i chwałą. Jednocześnie idzie 27 rozbieżnych przekazów, a także wersja 28., teoretycznie zobiektywizowana — szefów unijnych instytucji.

Jako wspólnota Białorusi pomożemy, ale warunkiem koniecznym jest odejście Łukaszenki.
Zobacz więcej

Jako wspólnota Białorusi pomożemy, ale warunkiem koniecznym jest odejście Łukaszenki. KPRM

Klasycznym przykładem rozciągliwości ustaleń RE stał się szczyt z 1-2 października. W propagandzie polskiego rządu absolutnie dominuje wątek, że premier Mateusz Morawiecki, wspierając się Grupą Wyszehradzką, przeforsował uruchomienie unijnej pomocy dla Białorusi, nawiązującej do amerykańskiego planu George’a Marshalla z lat 1948-52, dzięki któremu zachodnia Europa szybciej odbudowywała się po wojnie. Tymczasem konkluzje RE nie zawierają żadnego ustalenia decyzyjnego. Potępiają przemoc reżimu Aleksandra Łukaszenki wobec demonstrantów i potwierdzają nieuznanie wyborów prezydenckich, ale zapis pomocowy brzmi ogólnikowo: „RE zachęca też KE do przygotowania kompleksowego planu wsparcia gospodarczego na rzecz demokratycznej Białorusi.” Czyli gdzieś dzwonią, ale na razie daleko. Zachęta dla KE to absolutnie nie zobowiązanie, poza tym wsparcie powiązane zostało z wcześniejszym ustąpieniem/usunięciem satrapy. Oczywiście to dobry sygnał, że w razie porzucenia przez Rosję — takie byłyby nieuchronne konsekwencje demokratyzacji — Białoruś nie zostanie w swojej biedzie osamotniona, ale na razie to abstrakcja. Nikt nie ma pojęcia, w którą pozycję wieloletnich ram finansowych (WRF) 2021-27 zachęcona KE miałaby plan wstawić — może jako element kulejącego od 2009 r. tzw. partnerstwa wschodniego.

Antyłukaszenkowskie zapisy konkluzji RE były długo blokowane przez Cypr. Akurat nie dlatego, że progrecka republika należąca do UE, obejmująca jedynie południową część wyspy, w znacznej części została wykupiona przez Rosję i Rosjan. Cypr chciał w białoruskim pakiecie załatwić swoją sprawę i przeforsować sankcje wobec Turcji. Nic z tego nie wyszło, po długim sporze kompromis zapisano w konkluzjach następująco: „RE zdecydowanie potępia naruszenia suwerennych praw Republiki Cypryjskiej, którym to naruszeniom trzeba położyć kres. RE wzywa Turcję, by powstrzymała się w przyszłości od podobnych działań, stanowiących pogwałcenie prawa międzynarodowego (…) a także apeluje do Turcji, aby przyjęła od Cypru zaproszenie do podjęcia dialogu w celu rozwiązania wszystkich sporów dotyczących morza”. Dalej jest jeszcze pogróżka, że UE „wykorzysta wszelkie dostępne jej instrumenty i opcje unijnych traktatów, aby bronić swoich interesów i interesów swoich państw członkowskich”. Turecki satrapa Recep Tayyip Erdoğan może się śmiać, ponieważ w razie jakichkolwiek restrykcji natychmiast zdejmie w odwecie kordony graniczne i na UE ruszy rzesza imigrantów liczona nie w setkach, jak obecnie, lecz w milionach. Zajmowanej od 1974 r. północnej części wyspy Turcja nie odpuści nigdy, nadal będzie ją zaludniała i umacniała, ostatnio zaś postanowiła wykorzystać także zalany morzem przyległy szelf. UE realnie może zrobić dokładnie tyle, ile w sprawie północnej części wystającej z morza wyspy Cypr, czyli nic.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane