Papież Polak kontra bitcoin

opublikowano: 13-12-2017, 22:00

Ojciec Święty nie uchroni od straty, jeśli jego oblicze będzie zbyt ochoczo bite. Inwestować należy w monety oficjalnych państwowych emitentów — oto trzy przykłady z grudniowej aukcji

Jan Paweł II, ale pierwszy

Whistorii numizmatyki trudno o wizerunek, który wzbudzałby tak szczery popyt jak błogosławiący tłumom Jan Paweł II. Na zaplanowanej na 16 grudnia aukcji Antykwariat Michała Niemczyka wystawi ponad 40 monet prezentujących w różnych ujęciach papieską sylwetkę — od zwyklejszej z progiem 100 zł po złotą i podręcznikowo połyskującą z ceną wywoławczą 20 tys. zł. O różnicach wartości decydują natomiast zaszyfrowane stany zachowania, jak zapis „PF69 Ultra Cameo (Max)” wieńczący notę katalogową papieskiej monety z końca lat 80. o cenie startowej 15 tys. zł. — Dopisek „max” oznacza najwyższą osiągniętą notę gradingową, czyli marzenie kolekcjonerów monet III RP. Grading, a więc ocena stanu zachowania przeprowadzana przez amerykańską Numismatic Guaranty Corporation, wyróżnia dziesięć stanów pierwszych, czyli najlepszych, oznaczonych w skali od 60 do 70. Zgodnie z zasadą, „max” mogłaby mieć moneta z notą PF70. Jednak w przypadku tej monety najwyżej oceniony na świecie grading to 69, co tłumaczy cenę pozycji — komentuje Michał Niemczyk, dodając, że tajemnicze „ultra cameo” to po prostu idealnie lustrzane pole, z którym kontrastują wypukłości papieskiej postaci. Co szczególnie istotne w kontekście inwestycji, we wszystkich czterdziestu paru przypadkach mowa o monetach emitowanych przez Bank Narodowy — nie o niezliczonych seriach najróżniejszego pochodzenia, które można zbierać, ale niekoniecznie z myślą o przyszłym zarobku. Mając wątpliwości co do kuszącego numizmatu bez nominału, warto przypomnieć sobie kawałek książki Józefa Medwida: „Mnogość monet, medali i innych wyrobów zwanych numizmatami o dowolnej tematyce i wysokich nakładach powoduje ich dewaluację. Przekonały się o tym osoby, które kiedyś miały zamiar zebrać kolekcję numizmatów z wizerunkiem Jana Pawła II. Już dziś niektórzy próbują bezskutecznie sprzedać swoje kolekcje w sklepach internetowych. Jeśli się nie uda, pozostają sklepy skupujące złoty i srebrny złom”.

Józef Piłsudski do kwadratu

Gdyby inwestor miał wpaść na najdziwniejszy kształt monety, może wymyśliłby romb, ale raczej nie obrys rozpostartego wachlarza czy wyboiste połączenie ze sobą map Australii i Zambii. Bank tej ostatniej wyemitował tak pomysłowy środek płatniczy z okazji milenijnych igrzysk olimpijskich w Sydney, zaznaczając ideę równości i powiększając w tym zlepku Zambię do rozmiarów Australii. Na tle tak popisowych fantazji przedwojenny numizmat z Józefem Piłsudskim wypada dosyć blado, jednak w przypadku wystawionej klipy — bo tak fachowo określa się kwadratową monetę — słabość jest wyjątkowo pozorna. — Klipy nie są monetami obiegowymi, dlatego kolekcjonerzy bardzo chętnie ten wyróżniający się typ zbierają. Monety w tym kształcie wybijane były w ograniczonych ilościach — po sto, dwieście sztuk — w przeciwieństwie do obiegowych w milionowych nakładach. Egzemplarze próbne zawsze są droższe, bo jest ich o wiele mniej, chociaż zauważam też, że rynek monet obiegowych ostatnio wyraźnie się przebudził. W szczególności dotyczy to numizmatów z II RP — komentuje Michał Niemczyk. Oprócz klipy z ceną startową 8 tys. zł profil Piłsudskiego uwypukla się na dwudziestu pięciu innych okrągłych przykładach z katalogu, których progi zaczynają się już od 40 zł za pięciozłotówkę z 1936 r. Skoro natomiast sama klipa nie ma na tej aukcji silnej konkurencji wśród wymyślnych kształtów, może wejść w starcie na niecodzienne wyrazy — na przykład z ryngrafem, czyli rodzajem medalionu w formie tarczy, który upamiętnia przedwojenny wileński marsz zimowy ku czci marszałka, przedstawiając wywijającego kijami narciarza.

Tadeusz Kościuszko a kryptowaluta

Podobnie jak reszta numizmatycznych superbohaterów, Tadeusz Kościuszko również pojawi się na nadchodzącej aukcji w kilku różnych wydaniach, przy czym najbardziej przystępna z odsłon ma cenę startową 140 zł, a najcenniejsza pozwoli włączyć się do licytacji dopiero od 6,5 tys. zł. Pierwsza to świeży, menniczy egzemplarz zwyczajniejszej dziesięciozłotówki z PRL, druga to złota próba, czyli rzadkość, która nigdy nie trącała się z resztą w portmonetkach. Jak podaje nota katalogu, to jedna z niewielu możliwych do zdobycia prób PRL, w dodatku o niskim nakładzie 300 egzemplarzy — rozpoznamy ją po maleńkim napisie, tuż za falami kościuszkowskich włosów. Patrząc na ten profil, nie można jednak nie spytać, czy w podobne monety inwestuje się również w innych krajach, w których przedstawiony zdołał się wykazać. — Popyt na polskie numizmaty za granicą jest wysoki z kilku powodów. Krajowe monety kolekcjonowane są wszędzie tam, gdzie osiedlili się Polacy, w Stanach Zjednoczonych, Australii, Anglii czy Francji — i to nie tylko z powodów sentymentalnych, ale także jako lokata. Kiedyś za prostą monetę, na przykład talara, trzeba było zapłacić 2 tys. zł, a dzisiaj taki sam kosztuje już 3,5 tys. zł. Nie jest to co prawda przeskok jak w przypadku bitcoina, ale kupując polskie monety, dzisiaj z pewnością nie bylibyśmy stratni — dodaje Michał Niemczyk, przeciwstawiając monetę z Kościuszką kryptowalucie, która dla kolekcjonera byłaby nieporozumieniem z uwagi na całkowity brak połysku. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Papież Polak kontra bitcoin