Parada szalonych automatów

JUDYTA SIERAKOWSKA
opublikowano: 2012-02-24 00:00

Proste w użyciu, coraz modniejsze, a co najważniejsze — nie trzeba im płacić pensji. Maszyny podbijają świat.

Media poinformowały, że Chińczycy zaczęli potencjalnych stawiać uliczne złotomaty. To rezultat złotej kupujących — ubocznego skutku kryzysu finansowego, w czasie którego ludzie szukają bezpiecznych lokat.

Pierwszy złotomat pojawił się w Pekinie. Można w nim kupić niewielkie sztabki lub monety z wizerunkiem misia pandy. Takich automatów ma być 2 tysiące, a w każdym 200 kg złota. Ale Chińczycy nie byli pierwsi. Pierwszy złotomat stanął w maju 2010 r. w hotelu Emirates Palace w Abu Zabi, gdzie bywają najbogatsi ludzie świata. Chętni mają do wyboru 320 form złota, różnej wielkości sztabki i monety.

Trafił się już klient, który kupił po jednym wzorze każdego produktu. Złotomat co minutę uaktualnia cenę złota obowiązującą na światowych rynkach. Maszyna, choć pokryta cienką warstwą prawdziwego złota, jest odporna jak czołg — w jej konstrukcji wykorzystano technologie testowane przez wojsko. Złotomaty ustawiono również w Wielkiej Brytanii i USA.

Prostytutkomat

Z końcem sierpnia 2011 r. wprowadzono w Bonn prostytutkomaty lub, jak kto woli, podatkowe seksautomaty. Przypominają parkometry. Za 6 euro wydają bilety ważne od 20.15 wieczorem do 6.00 rano.

Musi je kupić każda bońska prostytutka przed rozpoczęciem pracy. Prostytutka bez ważnego biletu jest upomniana, a gdy to nie pomaga, grozi jejgrzywna, a nawet nakaz opuszczenia miejsca pracy. Miejski urząd podatkowy wysyła kontrolerów, którzy skrupulatnie sprawdzają, czy kobiety kupują bilety.

Jak tłumaczyła Isabelle Klotz, rzeczniczka miasta, celem prostytutkomatów jest „podatkowa sprawiedliwość”. Bo panie pracujące w domach publicznych płacą podatki. Władze szacują, że dzięki prostytutkomatom dochody miasta wzrosną o 200 tys. euro rocznie. A skoro mowa o seksie, to we Włoszech czy Francji kondomatów jest równie dużo jak bankomatów.W Polsce stoją w większych miastach w klubach i toaletach — a najchętniej kupowane są kondomy owocowe z wypustkami.

Piekarnia przyszłości i mleko

Francuski piekarz Jean-Louis Hecht z Hombourg-Haut zainwestował, bagatela, 50 tys. euro w maszyny do sprzedaży świeżego pieczywa. Wpadł na ten pomysł, bo mieszkał nad piekarnią i codziennie obserwował klientów dobijających się po pieczywo po zamknięciu sklepu. Pierwszą maszynę ustawił w rodzinnym mieście, drugą w Paryżu. Nazwał je piekarniami przyszłości. W styczniu 2011 r., gdy zainstalował maszyny, sprzedał 1600 bagietek, a już w lipcu 4500. Ciepła bagietka z automatu kosztuje 1 euro.

W Polsce natomiast pojawiły się mlekomaty. Pierwszy w lipcu 2010 r. w Cieszynie. To wielka lodówka ze stałą temperaturą 1,5 stopnia. Czteroprocentowe mleko prosto od krowy jest codziennie wymieniane na świeże. Pół litra kosztuje 2 zł, litr — 3 zł. Mlekomaty zaczął rozstawiać Arnold Lapczyk, który zobaczył takie urządzenia w Czechach, Austrii i we Włoszech.

Szybko rozpowszechniły się w Polsce — mają je Częstochowa, Łódź, Lublin, Wrocław, Katowice, Warszawa, a nawet Grudziądz i Nidzica. Rodacy zachwalają mleko z automatu, bo jest naturalne, niepasteryzowane, bez konserwantów i można zrobić sobie z niego śmietanę, masło, kwaśne mleko, kefir lub ser.

Balerinki z maszynki

W 2009 r. firma Alcospot z Piestany ruszyła na Słowacji ze sprzedażą maszyn dystrybuujących testy na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Są ze stali nierdzewnej i aluminium, niewielkie: 30 x 40 x 15 cm, w środku mają do 300 alkotestów, takich jak używane przez policję. Wystarczy wrzucić monetę i dmuchać przez 6 sekund. Słowackim producentom marzy się wejście na polski rynek.

Zapewniają, że inwestycja zwraca się szybko — od 2 do 12 miesięcy. Polecają alkotesty właścicielom restauracji i klubów. Pod klubami tanecznymi w Wielkiej Brytanii porozstawiano natomiast automaty z „poimprezowymi” baletkami: elastycznymi balerinami zwiniętymi w rulon.

Do automatu firmy Rollasole (w Anglii są ich setki) wystarczy wrzucić 7,95 funta (40 zł) i wybrać rozmiar: S, M lub L oraz kolor: srebrny, złoty, czarny, czerwony lub różowy. Gratis dołączony jest gustowny woreczek, w sam raz na niechciane szpilki. Pomysł pojawił się z wycieńczenia — Matt Horan po suto zakrapianej imprezie wracał z partnerką do domu.

Tak jej doskwierały wysokie obcasy, że Matt przez pół drogi musiał ją nieść. Pomysł okazał się trafiony, teraz Horan reklamuje baleriny jako doskonałe do biura, na wakacje, na wesele itd. Pojawiła się konkurencja — firma Afterheels, która chce pokazać swą wyższość przez odwołanie się do ekologii. Jej baletki są ponoć przyjazne dla środowiska, bo z materiałów nadających się w całości do przetworzenia.

Berlinomat

Automat może też posłużyć do reklamy wizerunku miasta. W lutym 2010 r. na dworcu głównym niemieckiej stolicy stanął Berlinomat, potem pojawiły się kolejne. Maszyna sprzedaje upominki, eleganckie części garderoby, torebki itd. Wszystkie artykuły mają cechę wspólną: są produkowane w Niemczech. Berlinomat to komercja, ale też promocja lokalnej przedsiębiorczości.

Atena, Adonis i Achilles

Dwa lata temu amerykańska firma Hercules Networks stworzyła Atenę, Adonisa i Achillesa. Można w nich naładować telefon komórkowy, aparat fotograficzny, odtwarzacze mp3 itp. Wyposażono je w rozmaite końcówki, które pasują niemal do wszystkich urządzeń. Naładowanie telefonu trwa zaledwie 10 minut. Z automatów korzystała Google, a nawet partie polityczne. Magazyn „Business Week” uznał Hercules Networks za jedną z najbardziej innowacyjnych młodych firm.

Inna amerykańska firma, ecoATM, wpadła na pomysł recyklingu telefonów komórkowych. Wystarczy włożyć stary telefon do maszyny, która go wycenia. Jeśli aparat ma jakąkolwiek wartość rynkową, maszyna wydaje kupon na zakupy w sklepie, w którym stoi. W dniu inauguracji automat przyjął aż 25 starych telefonów.

EcoATM już pracuje nad automatami utylizującymi inne gadżety — odtwarzacze MP3 lub DVD, gry, tonery, drukarki, aparaty fotograficzne. Nie dziwią zatem automaty sprzedające telefony komórkowe oraz baterie do nich lub ładowarki. W 2006 r. amerykańska Motorola wprowadziła je na lotniska, dworce, stacje benzynowe i do supermarketów. Za zakupy w nich płaci się kartą kredytową.

Leki bez apteki

Doktor Ken Rosenblum z USA ułatwił życie chorym, ustawiając w szpitalach i przychodniach automaty do sprzedaży leków. Aby pobrać lek, trzeba mieć plastikową receptę z kodem, który podaje lekarz. W lekomacie należy wprowadzić numer recepty i datę urodzenia. Płaci się gotówką lub kartą kredytową. W automatach znajduje się około stu najczęściej używanych leków. Pomysł przyjął się w Europie. Lekomaty pojawiły się w Wielkiej Brytanii w sieci supermarketów Sainsbury’s.

Roweromat

W Amsterdamie zamontowano roweromaty, w których za 3 euro można wypożyczyć rower. Znajdują się w różnych częściach miasta i dzięki temu rower można zwrócić tam, dokąd się na nim dojechało. Każdy rower ma specjalny czytnik RFID (Radio frequency identification), czyli namierzanie radiowe. Dlatego w razie kradzieży łatwo go zlokalizować.

A jak się coś zepsuje? Niektóre sieci rowerowe w USA wprowadziły automaty z częściami na wymianę. Pierwszy zainstalowała firma Trek. Można w nim kupić dętkę, łatkę, łańcuchy, oleje, suporty, a nawet gaz do nabijania amortyzatorów. Aby ułatwić naprawę, automat jest wyposażony w podnośnik rowerowy i kompresor z powietrzem. Dla rowerzysty są też chłodne napoje i słodycze.

Kraj tysięcy parasolomatów

W południowej i wschodniej Azji z powodu klimatu popularne stały się parasolomaty. W Singapurzeparasol z maszyny kosztuje 4 dolary (12 zł). Najwięcej parasolomatów stoi w Japonii. A to dlatego, że ten kraj stał się rekordzistą w liczbie automatów. Ich całkowitą liczbę szacuje się na 5 405 300, czyli na jeden automat przypada około 23 Japończyków. Automaty — jidō-hanbaiki — są wszędzie i sprzedają wszystko: papier toaletowy, popcorn, baterie, T-shirty, kwiaty, pizzę, jajka, aparaty cyfrowe, iPody, a nawet używaną bieliznę nastolatek. Są też ryżomaty z wieloma rodzajami tego przysmaku, wędkomaty z akcesoriami dla wędkarzy, no i maszyny z alkoholem. Cóż, automaty nie mają wychodnego, pracują 24 godziny na dobę, są zawsze dostępne. Czasy, gdy o każdy produkt trzeba było prosić sprzedawcę, powoli odchodzą do lamusa.