Parlament działa w trybie jałowym

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-02-06 20:00

Piąte posiedzenie Sejmu zaplanowane jest aż na trzy dni 7-9 lutego, ale jego urobek legislacyjny będzie niemal zerowy.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Myślę o produkcji ustawowej, która trafia do Dziennika Ustaw i jest konstytucyjnym źródłem prawa powszechnie obowiązującego. Uchwały nawet najbardziej szczytne mają znaczenie jedynie proceduralne, stąd publikowane są czysto informacyjnie w Monitorze Polskim. Porządek obrad koncentruje się na pierwszych czytaniach aż sześciu obywatelskich projektów ze sfery raczej społeczno-ideologicznej. Notabene zaliczenie pierwszego czytania absolutnie nie wyklucza utknięcia ustawy w komisji na… całą kadencję. Nad Sejmem znowu wisi pytanie, czy Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik spróbują podchodów z dostaniem się nie tyle do gmachu Sejmu, ile do swoich foteli w sali obrad. Po drugiej stronie sceny krąży natomiast pomysł dobrania się przez koalicję 15 października do Trybunału Konstytucyjnego pod przewodem Julii Przyłębskiej (chociaż nie wiadomo, czy naprawdę jest jeszcze jej), co wymagałoby sięgnięcia wstecz – uchwałowo, nie ustawowo – aż do początku poprzedniej kadencji parlamentu z listopada 2015 r. Aha, w porządku obrad znajdzie się jeszcze wniosek PiS o wotum nieufności dla ministra Adama Bodnara, który oczywiście przepadnie jak wszystkie takie wnioski w dziejach III RP.

Rada Ministrów obraduje regularnie, ale jej dorobek prawodawczy na razie przypomina pisanie na Berdyczów. Ten termin często bywa rozumiany opacznie – że korespondencja trafia do kosza – tymczasem w oryginalnej formule poste restante właśnie stuprocentowo docierała, tylko nikt nie wiedział kiedy. Obecnie urzędem pocztowym z kresowego Berdyczowa stała się Kancelaria Sejmu. Nieliczne rządowe projekty ustaw wpływają, ale nie są przenoszone do porządku obrad Sejmu. Wygląda na to, że wszystko przygasło w oczekiwaniu przed zaplanowaną na 13 lutego Radą Gabinetową (RG). Akurat tydzień przygotowawczy obaj wodzowie wojny na szczytach państwa spędzają daleko od kraju. Andrzej Duda na państwowym safari we wschodniej Afryce poluje na bardzo rzadkie w sawannie, występujące wręcz śladowo gatunki – polskie przedsięwzięcia gospodarcze. Donald Tusk zaś tradycyjnie w Dolomitach szusuje na całkiem prywatnych, familijnych nartkach.

Posiedzenie RG zapowiada się rzeczywiście bardzo konfrontacyjnie. Polakom naprawdę przydałaby się 13 lutego uczciwa, bezpośrednia transmisja telewizyjna. Wielokrotnie nowelizowana ustawa o Radzie Ministrów (RM) z 1996 r. – starsza od Konstytucji RP – od początku zawiera w art. 22 ust. 1 przepis „Posiedzenia Rady Ministrów są niejawne”. Konstytucyjny art. 141 rozstrzyga, że RG tworzy rząd obradujący pod przewodnictwem prezydenta, ale „Radzie Gabinetowej nie przysługują kompetencje Rady Ministrów”. W związku z tym bezdecyzyjnego posiedzenia RG absolutnie nie reguluje wspomniana ustawa o RM i naprawdę mogłoby być w całości transmitowane. Niestety, na całym świecie nawet w ustrojach najbardziej demokratycznych obowiązuje doktryna, że obrady organów kolegialnych pochodzących z wyborów bezpośrednich są całkowicie otwarte, natomiast od posiedzeń organów wykonawczych, wybieranych już pośrednio – społeczeństwu wara.

Posiedzenie RG ma teoretyczny program, ale jego faktyczną treścią stanie się skryta zmiana ustroju. Oto Andrzej Duda zapowiedział, że wszystkie ustawy, niezależnie od ich tematyki i treści, będzie z automatu kierował do organu Julii Przyłębskiej. Zamierza tak robić aż do zmiany statusu wspomnianych byłych posłów, Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Osobiście typuję, że konstytucyjny pat może potrwać aż do 9 czerwca, gdy obaj bohaterowie PiS zostaną wybrani do Parlamentu Europejskiego. Na partyjnych listach będą pewniakami stuprocentowymi, zaś takiej życiowej szansy na zgodne z prawem odkucie się finansowe w pięciolatce 2024-29 chyba nie przepuszczą.