PO, LiD, PSL, a nawet PPS otwarcie deklarują, że są za wprowadzeniem unijnej waluty w Polsce. Kurz opadnie po wyborach.
Wprowadzenie waluty euro w naszym kraju jest przesądzone i jest tylko kwestią czasu — wynika z wypowiedzi przedstawicieli partii politycznych. Takie deklaracje, cieszące przedsiębiorców, złożyli politycy podczas wczorajszej debaty „Rozwój przedsiębiorczości warunkiem dobrej gospodarki”.
Jednoznacznie za szybkim wprowadzeniem wspólnej waluty opowiada się Platforma Obywatelska (PO).
— Euro należy wprowadzić jak najszybciej, jednak przy tak dużym deficycie budżetowym oraz braku reformy finansów publicznych możemy o tym pomarzyć — mówi Andrzej Halicki, poseł PO.
Zalety wspólnej waluty wyliczał z zapałem Marcin Święcicki, reprezentujący Lewicę i Demokratów (LiD).
— Przyjęcie euro będzie dla Polski korzystne. Zniknie ryzyko kursowe, uzyskamy swobodny dostęp do inwestorów ze strefy euro, polskim firmom łatwiej będzie sięgnąć po zagraniczny kapitał. Nie ma też obawy, że po wprowadzeniu euro wzrosną ceny — uważa Marcin Święcicki.
Także Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL) jest za.
— Euro naszej gospodarce pomoże, a nie zaszkodzi — twierdzi Eugeniusz Grzeszczuk, poseł PSL.
Co ciekawe, poparcie dla wspólnej waluty zadeklarował Piotr Ikonowicz, założyciel Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), z ramienia Nowej Lewicy startujący w wyborach z I miejsca na warszawskiej liście Samoobrony.
— Euro w Polsce tak, ale nie na hurra — mówi Piotr Ikonowicz.
Była to już kolejna debata, na której nie pojawił się przedstawiciel PiS. O stosunek tej partii do euro w Polsce zapytaliśmy telefonicznie Maksa Kraczkowskiego, posła PiS, do niedawna szefa sejmowej Komisji Gospodarki.
— Generalnie popieramy wprowadzenie euro. Deficyt budżetowy mamy już okiełznany, pod koniec tego roku możemy spełnić konieczne warunki. Uważamy, że w 2008 r. powinna się w Polsce zacząć debata na ten temat i... wchodźmy do strefy euro — entuzjastycznie mówi poseł PiS.
Przypomnimy politykom te obietnice. W stosownym czasie.