Partnerstwo się poślizgnęło

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-11-29 00:00

Przygotowująca od dwóch lat szczyt partnerstwa wschodniego Unii Europejskiej prezydent Dalia Grybauskaite zupełnie inaczej wyobrażała sobie jego przebieg.

Miał to być spektakularny triumf nie tylko UE, lecz także prezydencji małej Litwy i zarazem cios zadany ambicjom Władimira Putina stworzenia na gruzach Związku Radzieckiego struktury gospodarczo-politycznej wzorowanej na naszej wspólnocie. Podczas wczorajszej kolacji szefów państw i rządów, wydanej w odtworzonym w Wilnie tzw. dolnym zamku, uśmiechy były jednak sztuczne ponadstandardowo. Prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi nikt niczego nie wygarnął, ale spojrzenia polityków unijnych nie pozostawiały wątpliwości — ktoś nas tu nieźle wystawił. Podpisanie gotowej umowy stowarzyszeniowej i handlowej UE z Ukrainą zostało odłożone, i to nie do następnego szczytu partnerstwa wschodniego w roku 2015, lecz na długie lata.

Rozwojem wydarzeń szczególnie wstrząśnięta jest Europejska Partia Ludowa. Trzymająca w obecnej kadencji stery UE międzynarodówka chadecka liczyła, że w wileńskim pakiecie zostanie wypuszczona — mniejsza o to, w jakiej formule prawnej — wielokrotna uczestniczka jej zjazdów Julia Tymoszenko. Dlatego kilka godzin przed pełnym szczytem zebrali się premierzy chadecko-ludowi, by wspólnie z przewodniczącymi Hermanem Van Rompuyem i Jose Manuelem Barroso polamentować i dać wyraz zawodowi. Ciekawe, że Donald Tusk sprytnie tego uniknął, ponieważ pierwszy raz od czasu, gdy skończyła się podwójna władza braci Kaczyńskich, a później wojna o fotele w Brukseli — szefem delegacji na szczyt UE jest prezydent, który od spraw partii co do zasady trzyma się z daleka. W stałym podziale kompetencji Bronisław Komorowski jeździ wyłącznie na szczyty NATO.

Błędem byłoby sprowadzenie niepodpisania umowy tylko do strachu władcy Ukrainy przed wypuszczeniem uwięzionej rywalki. Na plan pierwszy naprawdę wysunęła się fatalna sytuacja gospodarcza oraz gwałtownie rosnąca presja Rosji. Po wprowadzeniu w sierpniu embarga, ukraiński eksport do Rosji na tydzień przestał istnieć. Był to sygnał ostrzegawczy, który dokonał przełomu w świadomości siedzącego dotychczas okrakiem na barierze Wiktora Janukowycza. Kijów ma nadzieję, że odłożenie ad acta wpadnięcia w objęcia Brukseli zostanie przez Moskwę wynagrodzone renegocjacjami kontraktu gazowego oraz udzieleniem kredytu stabilizacyjnego niezrównanie większego od oferty unijnej. Paradoksalnie odwrót od UE osłabia, a nie wzmacnia pozycję negocjacyjną Ukrainy wobec Rosji. Produktem ubocznym odmowy podpisania umowy jest ruchawka społeczna, nie tak silna jak pomarańczowa z roku 2004, ale reelekcji prezydenta realnie zagrażająca.

Wymyślony przez Polskę, z pomocą Szwecji, program partnerstwa wschodniego UE będzie jakoś tam kontynuowany. Obejmuje nie tylko Ukrainę, lecz jeszcze pięć państw: Białoruś, Mołdawię, Gruzję oraz nienawidzące siebie wzajemnie Armenię i Azerbejdżan. Już sam ten zestaw dowodzi, jak trudny to projekt. Przygarnięcie Ukrainy byłoby postawieniem pierwszego, ale ogromnego wręcz kroku. Na razie wyszło jak w tytule.