Wyniki niedzielnych wyborów samorządowych są coraz dokładniejsze. W szczególności wyjaśniło się, gdzie wójtowie, burmistrzowie i prezydenci wygrali za pierwszym podejściem 21 listopada, a gdzie odbędą się dogrywki 5 grudnia. Bezpośrednie wybory włodarzy gmin i miast stają się szczególnie interesujące w kontekście dyskusji o ewentualnym powszechnym wprowadzeniu w Polsce większościowej, jednomandatowej ordynacji wyborczej.
Centralna klasa polityczna boi się jej niczym diabeł święconej wody. Najlepszy dowód, że świeża inicjatywa konstytucyjna prezydenta Bronisława Komorowskiego także jest bardzo ostrożnościowa i dotyczy jedynie Senatu. Głowa państwa zdaje sobie sprawę, że na początek tylko taka ma szanse przejścia przez parlament. Tknięcie proporcjonalnych wyborów do Sejmu napotka na ostrą blokadę we wszystkich partiach, z Platformą Obywatelską na czele. Powód jest oczywisty — przestałyby istnieć tzw. biorące jedynki na listach partyjnych, które realnie gwarantują z kadencji na kadencję wybór do Sejmu, a także do sejmików wojewódzkich. W okręgach jednomandatowych jedynym kryterium wpisu na kratce wyborczej byłaby alfabetyczna kolejność nazwisk kandydatów.
Niestety dla idei okręgów jednomandatowych, wybory samorządowe potwierdziły obawy aparatów partyjnych, iż taka ordynacja wytrąca im broń z ręki. Ba, oznacza wręcz śmierć partii w dzisiejszym kształcie, gdy dostęp do najbardziej lukratywnych stanowisk wybieralnych zależy przede wszystkim od stopnia zażyłości z dworem. Nie tylko PO szokuje przykład Wrocławia, gdzie Rafał Dutkiewicz rzucił wszystkim partiom wyzwanie w wyborach nie tylko prezydenta, ale również całej rady miasta. W niedzielę jego komitet wyraźnie wygrał przy ordynacji proporcjonalnej, ale w jednomandatowej ten sukces byłby nieporównanie większy.