Historia sukcesu: zaraza, dziesiątkująca górskie wioski w XVII wieku, dziś napędza gospodarkę miasta. Niemiec potrafi!
Na pół roku przed „godziną zero” mężczyźni zapuszczają wąsy i brody. Policjanci z puklami do ramion, wąsaci sprzedawcy, zarośnięci przewodnicy górscy... W Oberammergau rozpoczyna się sezon przedstawień pasyjnych. Miasteczko, leżące w górach Ammergau — w sercu Alp Bawarskich, między najwyższym szczytem kraju Zugspitze (2962 m) a bajkowym zamkiem Neuschwanstein — co dekadę wyrasta na największą atrakcję turystyczną Niemiec. W przygotowanie widowiska, grywanego przez 6 miesięcy co 10 lat, włącza się cała społeczność. Dwa spośród czterech tysięcy mieszkańców występuje na scenie, reszta pracuje przy obsłudze przedstawienia.
— Nie liczymy czasu według lat. Mówimy, że to czy tamto zdarzyło się między Pasją numer X a Pasją numer Y. Bo Pasja to nasze życie — przekonuje Helga Stuckenberger, rzeźbiarka z Oberammergau, która grała Marię Magdalenę w latach: 1984, 1990, 2000.
Dotrzymana przysięga
Ludzie wystawiają tu Pasję od 1634 r.
Niemal bez przerwy — wyjątek to rok 1940, kiedy w miasteczku zabrakło mężczyzn... Początki były skromne: religijne przedstawienia grywane na cmentarzu z okazji największych świąt katolickich.
— W 1633 r. w okolicy wybuchła epidemia. Czarna ospa! Choć miasto wystawiło czujki, by nikt zarażony nie przedarł się do Oberammergau, jednemu mężczyźnie to się udało. Przywlókł zarazę, na którą zmarło 85 ludzi. Wówczas 12 najtęższych głów w miasteczku naradziło się i złożyło przysięgę, że jeśli choroba wygaśnie, co roku będą wystawiać Pasję... No i nikt już nie zachorował, a wszyscy zarażeni wyzdrowieli — opowiada Helga Stuckenberger.
Pierwszą stałą scenę na potrzeby Pasji postawiono w 1900 r., kiedy to na widowisko zaczęli ściągać goście z całego kraju. Podczas ostatniego sezonu, od kwietnia do października 2000 r., sztukę zagrano 110 razy. Przedstawienia — w specjalnie wzniesionym teatrze na 4800 foteli — zobaczyło pół miliona widzów. Wstęp kosztował 50-75 euro, lecz sala zawsze była pełna. Ba! Wielu gości rezerwowało pakiety: bilety wraz z noclegami. Aktorzy amatorzy grali za symboliczne 25 centów za godzinę. Nic dziwnego, potrzeba ich wielu — tylko przy ukrzyżowaniu Chrystusa na scenie przebywa 700 osób!
— Dajemy pięć przedstawień tygodniowo, więc każda rola jest podwójnie obsadzona. Pierwszą część sztuki wystawiamy rano, drugą — wieczorem. W międzyczasie dorośli aktorzy wracają do pracy, a dzieci do szkół. Za parę godzin znów wychodzą na scenę — opowiada Helga Stuckenberger.
Żniwa golibrody
Widownię pasyjnego teatru zakrywa półkolisty dach, scena zaś wznosi się na świeżym powietrzu. Siedząc w fotelach, widzowie podziwiają nie tylko grę aktorską, ale też majestatyczne Alpy z ich wspaniałą przyrodą.
— Kiedyś przy ukrzyżowaniu padało, a przy scenie zmartwychwstania zaświeciło słońce. Widownia szeptała, że cuda wciąż się zdarzają... „Chrystus”, wiszący na krzyżu przez 20 minut, wyszedł z tego nawet bez kataru. Cóż, tę rolę powierzamy silnym mężczyznom pracującym w górach: krzyż, który ciągną przez całą scenę, waży 80 kg — dodaje Helga Stuckenberger.
Gdy zniesiono uchwałę, że aktorami Pasji mogą być wyłącznie ludzie urodzeni w Oberammergau lub żyjący tu od 20 lat, do przedstawień włączyły się sąsiednie miejscowości. W 1990 r. przestał obowiązywać inny nieżyciowy zakaz, dotykający aktorek amatorek. Przez wieki mogły grywać wyłącznie panny, nie starsze niż 35- -letnie...
— W końcu doszło do tego, że Maryja była o 20 lat młodsza od swego syna Jezusa — wspomina Helga Stuckenberger.
Co się dzieje, gdy kurtyna zapada po raz ostatni?
— Mężczyźni ruszają hurmem do fryzjera. I przez parę dni są nie do rozpoznania, bez śladu zarostu! — śmieje się Helga Stuckenberger.
Choć kolejną Pasję będzie można obejrzeć dopiero w 2010 r., i bez słynnego widowiska Oberammergau to urocze miasteczko. Kilkusetletnie domy o ścianach pokrytych freskami toną w kwiatach. Z balkonów zwieszają się różnobarwne festony pelargonii. Po kamiennych murkach przemykają spasione koty... Z kościołów, krytych cebulastymi dachami, rozlega się bicie dzwonów. Zabytkowy cmentarz przy najstarszej, XVIII-wiecznej świątyni w mieście, kwitnie kolorami niczym ogród. Oberammergau, chroniona przed zawieruchami dziejów, wabi historyków odkrywających na tutejszej nekropolii ciekawostki z życia regionu. Bo krewni dawnych burmistrzów, nauczycieli, poczmistrzów czy hotelarzy uwiecznili ich dokonania na pomnikach. Nagrobek proboszcza Josepha Aloisa Dai-senbergera głosi np., że w 1860 r. ksiądz napisał nowy tekst Pasji. Wykorzystywany w niezmienionej wersji po dziś dzień.
Dom Piłata
Zadziwia liczba krzyży — pięknie rzeźbione wieńczą wiele drewnianych dachów. Bo rzeźbiarstwo to druga pasja mieszkańców Oberammergau. Hobby uprawiane czynnie przez ponad 80 osób. Pracują w domu rękodzieła zwanym Pilatushaus. Jego fasadę zdobi fresk z 1784 r., przestawiający sąd nad Jezusem. Nie wiedziano wówczas, jak wyglądali Rzymianie, stąd powłóczyste szaty i brody legionistów. Tak wyobrażał ich sobie Franz Seraf Zwinck, słynny w XVIII w. malarz fresków.
— Pasja, wszędzie obecna, nałożyła się na inną tradycję regionu: nadawanie domom imion, by odróżnić rodziny noszące to samo nazwisko. Niegdysiejszy właściciel tego budynku grał Piłata, więc jego dom nazwano Pilatushaus i ozdobiono stosownym freskiem. Dom rodziny Zwincków, za życia malarza zwany Luftmaler, od dawna nosi nazwę Judashaus. Nietrudno się domyślić, że potomkowie artysty występowali w roli Judasza — wyjaśnia Helga Stuckenberger.
Dziś Dom Piłata to „żyjący warsztat”, w którym turyści mogą podglądać snycerzy przy pracy. Mieszkańcy Oberammergau uczą się rzeźby na kursach hobbystycznych, lecz dla niektórych pasja stała się źródłem dochodu. Konik z miękkiego drewna, nad którym Helga Stuckenberger pracowała 12 dni, kosztuje 2 tys. euro. To praca na zamówienie, jak wiele podobnych dzieł — Madonn, zabawek, bożonarodzeniowych szopek, rozmaitych figurek... Oko przyciąga też kolekcja masek karnawałowych, zwłaszcza paskudnych czarownic z haczykowatymi nosami, ozdobionymi wstrętnymi brodawkami.
— W dawnych czasach wierzono, że takie maski odstraszają złe duchy. Teraz, nosząc je w karnawale, można, będąc nierozpoznanym, wygarnąć sąsiadowi wszystko, co się o nim myśli! — żartuje rzeźbiarka.
Ikona popkultury
Tak jak mieszkańcy Oberammergau zarabiają na Pasji, Füssen — urokliwa miejscowość wypoczynkowa w paśmie Ostallgäu, 45 km od Oberammergau — kręci się wokół Ludwika II (1845-86). Król nie miałby nic przeciwko temu — zapewniają Bawarczycy. Był postacią tak barwną i medialną, że rozbuchany marketing wokół jego osoby tylko by go uradował. I, zgodnie z tym przekonaniem, popularyzują jego życie, skomplikowaną osobowość, fascynację sztuką oraz zamki, które po nim zostały. Najsłynniejszy z nich, bajkowy Neuschwanstein, i sąsiedni Hohenschwangau wznoszą się zaledwie 4 km od Füssen. W kapiącej bizantyjskim przepychem siedzibie ekscentrycznego króla zadziwiają nowoczesne wygody, m.in. funkcjonalna kuchnia. Zwiedzanie zamku warto jednak poprzedzić wizytą w teatrze — po obejrzeniu musicalu poświęconego życiu Ludwika inaczej odbiera się Neuschwanstein i jego twórcę (spektakl grany jest po niemiecku, ale przygotowano streszczenie w języku angielskim). W 2000 r., przed premierą pierwszej wersji musicalu, zbudowano teatr Festspielhaus nad jeziorem Forggen, w miejscu z pięknym widokiem na zamek. Obrotowa scena teatru jest drugą co do wielkości w Niemczech (po Operze Frankfurckiej), widownia zaś mieści 1,4 tys. ludzi.
Ale bawarski król i pamiątki po nim to tylko część atrakcji Füssen — alpejskiego miasta z 700-letnią historią. Obramowane imponującymi szczytami i idyllicznymi jeziorami leży na wysokości 800-1200 m n.p.m. Starówka, rozciągająca się ponad brzegami Lech — rzeki o fantastycznie jasnozielonych wodach, którą w XIX w. flisacy spławiali towary — harmonijnie łączy kilka epok. Wędrując labiryntem uliczek, dotrze się do starych placów handlowych. Na Schrannenplatz handlowano zbożem — późnogotycki Dom Zbożowy stał się dziś popularnym miejscem spotkań. Rynek Chlebowy zaś, z piękną fontanną, to kolebka miasta. Rozrosło się wokół niego w średniowieczu.
Tańczyć musisz
Inne ciekawe miejsca to kościół św. Sebastiana, ze skłaniającym do zadumy zabytkowym cmentarzem — do najsłynniejszych grobowców należy pomnik Dominika Quaglio, nadwornego malarza królów Bawarii. W pobliżu można też zobaczyć klasztor Franciszkanów. Mieszka w nim pięciu mnichów. Opiekują się chorymi w szpitalu przylegającym do siedziby zakonu. Füssen miało niegdyś inny szpital, dziś służący jako dom opieki. Mogą w nim zamieszkać — za darmo — samotni starsi ludzie.
— W XV w. bogate bezdzietne małżeństwo zapisało miastu spadek, z przeznaczeniem na budowę kościoła i szpitala. Wzniesiony w stylu gotyckim kościół i szpital św. Ducha dziś zachwyca bogatą, rokokową fasadą z charakterystycznym elementem: wielkim oknem w kształcie muszli — opisuje Silvia Beyer, przewodniczka po mieście Füssen.
Także benedyktyński klasztor z VIII wieku dziś pokazuje światu barokowe oblicze — dzieło lokalnego architekta, Johanna Jakoba Herkomera. Nosi imię św. Magnusa, wędrownego mnicha ze Szwajcarii.
— Przybył do Füssen około 740 roku. Nauczał i czynił dobro, zyskując rzesze wyznawców, którzy po jego śmierci pielgrzymowali do miasta. W końcu ówczesny biskup postanowił zbudować klasztor w miejscu modlitw Magnusa — opowiada Silvia Beyer.
Benedyktyni przebywali w klasztorze do czasów napoleońskich — opuścili go w 1802 r. Żyli sobie wcale wygodnie — świadczy o tym m.in. wspaniała barokowa biblioteka, zdobna marmurami, freskami, złoceniami i całą armią cherubinów wieńczących okazałe, drewniane szafy z książkami. Otoczona balustradą galeria pośrodku biblioteki otwiera ją na położoną niżej salę jadalną. Mnisi, czując zapach stojących już na stole potraw, wiedzieli, kiedy mogą zakończyć studiowanie uczonych ksiąg. Nie oddawali się jednak wyłącznie nauce i rozkoszom stołu — w kaplicy św. Anny zachował się najstarszy w Bawarii taniec śmierci, pędzla Jakoba Hiebelera (z 1602 r.). Kostucha prosi jednakowo: króla, mnicha, mieszczanina, piękną damę dworu, rolnika, małe dziecko... Nikt nie chce tańczyć, ale każdy musi... To i dziś skłania do modlitwy i zadumy. W pobliżu klasztoru usytuowano zaś bazylikę słynącą z prastarego fresku, datowanego na 980 rok. Warto jeszcze wspiąć się nieco pod górę — w miejscu dawnej rzymskiej fortecy, kontrolującej trakt handlowy Via Claudia Augusta, wznosi się późnogotycki Wysoki Zamek: dawna letnia rezydencja biskupów Augsburga z kaplicą i wieżą strażniczą. Dziś siedziba miejskiej galerii sztuki.
Zmęczony zwiedzaniem turysta odświeży się w salonach spa — Füssen, słynne ze swych walorów klimatycznych, jest także znanym ośrodkiem hydroterapii. Inne jego zalety to 180 km ścieżek do wędrówek pieszych, szlaki rowerowe, trasy wspinaczkowe... No i dobre warunki narciarskie. Ale sporty zimowe to już zupełnie inna bajka.
