Patent na dmuchanie

PIOTR GOZDOWSKI
opublikowano: 28-11-2014, 00:00

Oskar Zięta jest projektantem, jego tworzywo to metal. Z niego robi meble. W wyjątkowy sposób. Tak wyjątkowy, że opracowaną przez niego metodę objęto europejskim patentem.

Działalność pochodzącego z Zielonej Góry projektanta można kojarzyć z wieloma modnymi terminami: innowacyjnością, wynalazczością, ekspansją zagraniczną, więzią z tradycją, rzemiosłem albo design thinking (tworzenie innowacyjnych produktów i usług ze zrozumieniem problemów i potrzeb użytkowników). Wymieszane w tyglu tworzą nowoczesny produkt. To, co Oskar Zięta wytwarza, przynosi mu rozgłos także poza branżą — dowodem są choćby miecze wręczane przez Klub Twórców Reklamy: to Oskar Zięta zaprojektował tę nagrodę.

Kowal 2.0

Pasja wzięła się z domu rodzinnego — Zięta senior jest kowalem. W Zielonej Górze znajduje się zakład produkcyjny, a raczej warsztat, w którym Zięta junior… dmucha meble.

— Stal była obecna w mojej rodzinie od pokoleń. Mój dziadek był kowalem z prawdziwego zdarzenia, jego narzędziami były młot i kowadło. My, kowale 2.0, kujemy naszą stal precyzyjnymi procesami sterowanymi komputerowo — mówi Oskar Zięta.

To klucz do wyjątkowości jego mebli wytwarzanych innowacyjną, opatentowaną metodą FiDU (Freie Innendruck Umformung — formowanie ciśnieniem wewnętrznym). Polega to na tym, że wyroby z połączonych szczelnie blach są nadmuchiwane od środka powietrzem. Droga do wynalezienia tej technologii nie była ani prosta, ani szybka. Wszystko zaczęło się, kiedy Oskar Zięta rozpoczął dwuletnie studia podyplomowe na słynnej politechnice ETH w Zurychu. Świeżo upieczony absolwent szczecińskiej architektury dostał się do renomowanej pracowni CAAD (wspomagane komputerowo projektowanie architektoniczne).

— Początki technologii FiDU to 2002 r. i uczelnia w Zurychu. Celem prowadzonych przez nas prac badawczych było wynalezienie skutecznej, sterowanej komputerowo metody stabilizacji cienkich materiałów, w tym blachy. Prototypami były obiekty zdolne utrzymać swój własny ciężar. Obecnie nasze konstrukcje wytrzymują kilkutonowe obciążenie — przekonuje Oskar Zięta. Pobyt w szkole w Zurychu uformował go jako projektanta. — Studia w Szwajcarii nauczyły mnie wielu rzeczy: szacunku dla materiału, respektowania przemian technologicznych i społecznych oraz ich wpływu na współczesne wzornictwo, a także odpowiedniego podejścia do minimalizmu w sztuce i architekturze — mówi twórca.

Dwanaście krzeseł

Alpejski kraj stał się dla Oskara Zięty domem na dłużej. Tam pracował na uczelni, tam też otworzył centralę swojej firmy. Biuro pozostało w Zurychu, jednak od kilku lat projektant prowadzi działalność głównie w Polsce. — Przeprowadzka ze Szwajcarii do Polski była podyktowana nie tylko względami ekonomicznymi. Premiera stołka PLOPP (polski ludowy obiekt pompowany powietrzem) na Targach Designu w Mediolanie w 2007 r. zaowocowała wieloma zamówieniami, co zobligowało nas do zastanowienia się nad produkcją seryjną. Uruchomienie produkcji w Polsce z perspektywy czasu okazało się znakomitym pomysłem. Jako jedno z niewielu biur projektowych możemy się poszczycić własną linią produkcyjną. Większość europejskich projektantów realizuje swoje koncepcje daleko poza biurem, w wielkich azjatyckich fabrykach. Minusem takiego układu jest utracenie kontaktu z projektem, brak kontroli nad produkcją i wprowadzanie poprawek na gotowym już przedmiocie. My kontrolujemy nasze projekty na każdym etapie — począwszy od szkicu przez produkcję w fabryce na opakowaniu i sposobie transportu skończywszy — opowiada Oskar Zięta. Polak szybko został dostrzeżony. PLOPP — lekki, przypominający plażową zabawkę, lecz wykonany z wycinanej laserowo stali — przyniósł mu rozgłos i liczne nagrody, m.in. trafił do stałej kolekcji Centre Pompidou w Paryżu jako jedno z dwunastu krzeseł, które zmieniły współczesny design. Prestiżowy brytyjski magazyn „Wired” nazwał projekty Polaka „meblami przyszłości”.

— Premiera stołka PLOPP w Mediolanie w 2007 r. na pewno była ważnym etapem na mojej drodze. To, co się stało potem, przerosło nasze oczekiwania. Przez rok ukazało się niemal 3 tys. publikacji na temat mojego projektu. Często jednak przełomowe okazują się sytuacje mniej medialne, lecz równie ważne dla rozwoju firmy. Czasami więcej satysfakcji przynosi znalezienie rozwiązania konstrukcyjnego, nad którym pracowaliśmy od miesięcy — twierdzi designer.

Od 2007 r. wyroby sygnowane nazwiskiem Zięta cieszą się dużym powodzeniem.

— Nasze projekty zdobyły wiele nagród, jednak mnie najbardziej cieszą te mniej oczywiste. Choćby Audi Mentor Preis, czyli ukłon samochodowego giganta w stronę projektanta i innowacji. Ogromną satysfakcję przyniosła mi również Materialica, nagroda branży technologicznej. Rzadko się zdarza, że to wyróżnienie zostaje przyznane projektantowi kojarzonemu z wzornictwem — mówi Oskar Zięta.

Nic jednak dziwnego, że to środowisko doceniło Polaka — niegdyś inżynierowie, oceniający wytrzymałość PLOPPa, pomylili się o… 1940 kilogramów.

— Przy określaniu wytrzymałości usłyszeliśmy, że stołek zniesie bez odkształceń 60 kilogramów obciążenia. A wytrzymał ponad dwie tony. Miło było widzieć niedowierzanie inżynierów… — wspomina Oskar Zięta.

Design niedoceniony

Polskie wzornictwo często jest bardziej znane za granicą niż w kraju. Projekty naszych twórców — np. oprawa polskiej prezydencji w Unii — są bardzo wysoko oceniane przede wszystkim za kompleksowość, łączność z tradycją i naturą.

— W Polsce dużą przeszkodą dla projektantów jest podejście instytucji publicznych. Mimo wielu ciekawych inicjatyw wciąż nam brakuje zaangażowania i wsparcia państwa. Instytucje gospodarcze promujące Polskę na świecie muszą zrozumieć to, co dla innych krajów europejskich jest oczywiste od lat. Wzornictwo to jedna z najskuteczniejszych i najbardziej trafiających do odbiorcy form promocji kraju i jego osiągnięć w dziedzinie technologii i sztuki — dodaje twórca. Uznanie, którym cieszy się kilku polskich projektantów, przekuje się jednak — zdaniem Oskara Zięty — na przyszłe sukcesy adeptów trudnej sztuki designu. Twórcy docenieni za granicą wracają do Polski, tutaj prowadzą biznesy, wykładają na uczelniach, angażują się w popularyzację wzornictwa.

— W sferze edukacyjnej robimy niesamowite postępy — między innymi dzięki poznańskiej uczelni School of Form, na której mam przyjemność wykładać, a która jest ważnym eksperymentem edukacyjnym. Nowe pokolenie obecnie kształconych projektantów za kilka lat bez żadnych kompleksów wejdzie na europejski rynek. Wierzę, że wkrótce polski design będzie postrzegany w świecie szerzej niż tylko przez pryzmat kilku rozpoznawalnych nazwisk — mówi Oskar Zięta.

Marzenia o kosmosie

Projektant konsekwentnie rozwija metodę FiDU, produkując meble i przedmioty codziennego użytku. Obok stołków i krzeseł powstają też wieszaki i stojaki na ubrania, podstawki pod naczynia, drabiny, ławki i lampy. Wszystkie w wielu kolorach, z nadmuchanej, wypolerowanej i lakierowanej stali lub miedzi. Ale Oskar Zięta marzy, by technologia FiDU znalazła też zastosowanie w budowie większych obiektów. Uważa, że będzie użyteczna przede wszystkim w transporcie i energetyce. Gdy studiował na ETH, udało się już przecież zbudować z FiDU most i turbinę wiatrową. Zastosowanie tej metody w architekturze pokazuje też zaprezentowana na Stockholm Furniture Fair w 2010 r. instalacja Architonic Concept Space III, ukazująca nowe możliwości wykorzystania form z FiDU jako dopasowanych ultralekkich konstrukcji, efektywnych w produkcji i transporcie. — Technologia FiDU jest wykorzystywana w miniskali, lecz niedługo można będzie użyć ją w architekturze, przemyśle samochodowym, a także… w kosmosie — sumuje Oskar Zięta. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PIOTR GOZDOWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy