Patriotyzm mierzy się tempem wzrostu

Janusz Lewandowski
opublikowano: 27-03-2006, 00:00

Na europejskim balu przebierańców nacjonalizm i protekcjonizm występują w masce „ekonomicznego patriotyzmu”. Kto jest przeciw, ten nie patriota!

Pozbawieni patriotycznych uczuć są zwłaszcza Anglosasi. Mają wprawdzie najlepszą ekonomię i najniższe bezrobocie, ale pozwalają przybyszom z Egiptu i Rosji wejść w posiadanie magazynu Harrodsa i klubu piłkarskiego Chelsea, a gastarbeiterom ze Wschodu buszować na tamtejszym rynku pracy. Ostoją patriotyzmu jest za to Europa kontynentalna. Wiadomo, Francja, za nią zaś podąża lewicowy rząd Hiszpanii. A na wschodnich rubieżach Unii Europejskiej nikt oczywiście nie dorówna w patriotyzmie Polakom. Nic dziwnego, że szukamy bezpieczeństwa energetycznego wespół z odległą Hiszpanią, co może ciekawie wyglądać w praktyce.

I w ten sposób uformowała się europejska czołówka patriotów. Symboliczny jest prymat stagnacyjnej Francji wśród krajów starej Unii, Polski zaś, z jej rekordowym bezrobociem i najniższą stopą wzrostu, wśród nowych członków. Od razu widać, że sednem „ekonomicznego patriotyzmu” jest troska o zwykłego człowieka! Tenże gotowy jest znosić z uśmiechem monopolistyczne ceny energii i transportu, jeśli tylko ukoi go pewność, że obce łapy nie sięgają po narodowe banki i inne „rodowe srebra”. Woli brak pracy niż niedolę u obcego. A jeśli nawet nie woli, to „ekonomiczny patriotyzm” pozbawi go alternatywy...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Lewandowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy