W 2011 r. ceny domów w USA urosną o 10 proc. — twierdzi legenda funduszy hedgingowych.
Kryzys, który wyhamował amerykańską gospodarkę przed dwoma laty, przechodzi do historii. Przynajmniej tak twierdzi John Paulson, legenda funduszy hedgingowych, założyciel i prezes nowojorskiego Paulson Co.
— Jesteśmy coraz bliżej końca kryzysu kredytowego — uważa John Paulson.
Jego zdaniem, ryzyko, że za oceanem pojawi się drugie dno recesji, jest obecnie mniejsze niż 10 proc. Tłumaczy to dobrymi wynikami gospodarki w pierwszym kwartale 2010 r., kiedy urosła o 2,7 proc. Zdaniem legendarnego prezesa, teraz jest więc najlepszy czas, żeby zarobić.
— Załamanie, do jakiego doszło na rynku nieruchomości, spowodowało, że ceny mocno spadły. To najlepszy czas na zakup domu w USA —przekonuje John Paulson.
Jego zdaniem, taniej już nie będzie, bo według najnowszych danych indeks SP/Case-Shiller, który obrazuje zmiany cen nieruchomości w 20 największych miastach Stanów Zjednoczonych, wzrósł w kwietniu o 3,8 proc., licząc rok do roku. To najwyższa dynamika od września 2006 r.
— W przyszłym roku ceny domów wzrosną nawet o 10 proc. — twierdzi szef Paulson Co.
Jest przekonany, że ma racje, bo, jak podała agencja Bloomberg, niedawno kupił tereny budowlane na Florydzie i w południowej Kalifornii.
Zdaniem ekonomistów, John Paulson może się jednak przeliczyć.
— Choć inwestycje na rynku nieruchomości są obarczone mniejszym ryzykiem niż przed rokiem, to mało prawdopodobne, aby w krótkim czasie udało się na nich zarobić — uważa Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH.
Jego zdaniem, rynek nieruchomości w USA sięgnął już dna lub jest blisko jego osiągnięcia, więc ceny nie powinny już bardziej spaść. Na szybkie odbicie nie ma jednak co liczyć.
— Dostęp do kredytowania nie jest już tak dobry jak przed kryzysem, ponadto duża część Amerykanów jest mocno zadłużona, co nie skłania ich do kolejnych zakupów. W efekcie ceny nieruchomości mogą przez najbliższe kilka kwartałów pozostawać w stagnacji — mówi ekonomista Banku BPH.
Tym bardziej że dynamika PKB nie zostanie utrzymana w drugiej połowie roku.
— To pewne, że wzrost będzie niższy niż w pierwszej połowie roku, m.in. z powodu zakończenia procesu odbudowywania zapasów. Negatywny wpływ będzie miało również spodziewane spowolnienie w Europie — uważa Adam Antoniak.