Pawlak rozbił się o Rostowskiego

opublikowano: 10-10-2012, 00:00

Minister finansów zablokował ważne dla firm zmiany podatkowe. Rząd przyjął tylko 30 z 70 pozycji pakietu deregulacyjnego

Rada Ministrów niespodziewanie zajęła się wczoraj projektem tzw. trzeciej deregulacji opracowanej przez Ministerstwo Gospodarki (MG).

— To zaskakujące, że rząd zabrał się do projektu, który nie został jeszcze przyjęty przez Komitet Rady Ministrów. To wbrew regulaminowi pracy rządu. Taki przyspieszony tryb może oznaczać, że premier po prostu chce zdążyć pochwalić się przyjętymi zmianami w tzw. drugim exposé — mówi Katarzyna Urbańska, szefowa działu prawnego PKPP Lewiatan.

Jednak premier Donald Tusk w piątkowym wystąpieniu nie będzie miał zbyt wiele dobrego do powiedzenia. Rada Ministrów przyjęła tylko szczątkową wersję pakietu ministra Pawlaka. Nie ma w niej np. bardzo oczekiwanego przez przedsiębiorców skrócenia z 60 do 30 dni terminu zwrotu wszystkich podatków oraz rozliczania VAT od importu w deklaracjach zamiast płacenia żywej gotówki do urzędu celnego w ciągu 10 dni.

Liczyć każdy może

Korzystne dla firm zmiany podatkowe od dawna blokuje Jacek Rostowski, minister finansów. Na ubiegłotygodniowym spotkaniu poświęconym reformie wystraszył premiera Tuska, że tylko kilka najważniejszych propozycji Pawlaka może uszczuplić dochody budżetu na 10,5 mld zł rocznie. Minister gospodarki przedstawił jednak inne szacunki (patrz ramka). Według jego rachunków, koszty reformy byłyby o połowę niższe, niż twierdzi Rostowski, i nie można mówić o stratach budżetu, lecz tylko o przesunięciu niektórych dochodów w czasie. Niestety, tę batalię na razie wygrał minister finansów. Po wczorajszym posiedzeniu rządu premier poinformował o przyjęciu tylko jednej zmiany podatkowej — ułatwieniu stosowania tzw. kasowej metody rozliczania VAT.

— Wystawca faktury, któremu kontrahent nie płaci za towary lub usługi, nie będzie musiał odprowadzać VAT do czasu uzyskania zapłaty. Natomiast trzeba tych, którzy nie płacą, skłonić do tego, aby płacili. Temu będzie służyła sankcja za zwlekanie z zapłatą — mówił szef rządu. Tą sankcją ma być zakaz wrzucania w koszty uzyskania przychodów kwot z niezapłaconych kontrahentom faktur. Absurd polega na tym, że metoda kasowa jest dostępna od dawna i… prawie nikt nie jest nią zainteresowany.

— Mali podatnicy, osiągający rocznie przychody do 1,2 mln EUR, mogą stosować metodę kasową od początku istnienia ustawy o VAT, czyli od początku lat 90. Jednak mało firm ją wybiera, ponieważ jest ona niekorzystna. Z jednej strony pozwala nie płacić VAT do czasu uzyskania od kontrahenta zapłaty, lecz z drugiej nakazuje uiszczać podatek już w chwili otrzymania faktury, a nie dopiero po jej zapłaceniu. Ponadto faktur niezapłaconych nie można sobie wliczać w koszty — tłumaczy prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów. Jego zdaniem, rząd przecenia wagę metody kasowej.

— Jest fetyszyzowana przez rząd, mimo iż dla firm jest nieistotna. Rząd nie powinien udawać, że zamierza ją spopularyzować. To mydlenie oczu — dodaje prof. Modzelewski. Z danych resortu finansów wynika, że w 2011 r. metodę kasową wybrało tylko 9,2 tys. firm, czyli 0,6 proc. wszystkich podatników VAT.

Pakiet rozszarpany

Eksperci nie kryją rozczarowania decyzją rządu.

— Trudno zrozumieć, dlaczego Rada Ministrów nie zaaprobowała całego pakietu ministra Pawlaka, tylko przyjęła jego mniejszą część — mówi Katarzyna Urbańska.

— Sama metoda kasowa rozliczania VAT to drobiazg. Szkoda, że pakiet został tak bardzo okrojony. Jestem bardzo zawiedziony. Miejmy nadzieję, że pozostałe propozycje, które teraz nie weszły do projektu, nie trafią do kosza, lecz wrócą i wkrótce zostaną zaakceptowane przez rząd — mówi Piotr Rogowiecki, ekspert Pracodawców RP.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu