Payback uderzy głównie w krajowych wytwórców

Alina Treptow
opublikowano: 27-01-2011, 00:00

Przedstawiciele firm farmaceutycznych biją na alarm — projekt ustawy refundacyjnej przerzucą na nich całą odpowiedzialność za dopłaty do leków.

Ustawa o refundacji leków zamraża budżet na ten cel i wrzuca do niego dwa duże programy terapeutyczne

Przedstawiciele firm farmaceutycznych biją na alarm — projekt ustawy refundacyjnej przerzucą na nich całą odpowiedzialność za dopłaty do leków.

Zwroty, do których zobowiązani są producenci farmaceutyków, to jeden z instrumentów kontroli wydatków na refundację leków. Dotychczas stosowano je w kilku krajach UE — m.in. w Belgii, Francji i Włoszech, jednak w żadnym z nich nie były one tak restrykcyjne, jak te, które w myśl projektu ustawy miałyby być wprowadzone w Polsce.

Na czym właściwie polega system zwrotów, o którym w branży zwykło się mówić z angielska payback? W ramach umowy między regulatorem a producentami ci drudzy zobowiązywaliby się do zwrotu określonej kwoty (lub ustalonego jej odsetka), gdy wartość albo ilość sprzedaży danego leku (bądź grupy leków) przekroczy ustalony poziom. U podstaw wprowadzenia tego instrumentu leży założenie, że producenci mają duży wpływ na dynamikę sprzedaży swoich leków, a więc powinni być obciążeni kosztami ich nadmiernego rozpowszechniania. Producenci nie mówią systemowi "nie", ale…

— W innych krajach wprowadzono go w zupełnie inny sposób. I w żadnym z nich nie przewiduje się przerzucenia na producenta stu procent kosztów refundacji, zaraz po przekroczeniu progu. Tam jest to instrument dzielenia ryzyka, a w Polsce przerzucenia ryzyka. Bo cokolwiek się stanie, to i tak różnicę między limitem a faktycznym kosztem refundacji związanym z wielkością sprzedaży pokryją producenci — zauważa Cezary Śledziewski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

Skracanie kołdry…

Co ważne, budżet na refundację leków na najbliższe cztery lata został zamrożony na poziomie 12 mld zł. Oprócz tego w jego skład mają wejść również programy lekowe i chemioterapia, które dotychczas miały swoje własne budżety.

— Gdyby włączyć te dwa elementy do tegorocznego budżetu, w kasie zabrakłoby około 500 mln zł. A nie należy zapominać, że wydatki na chemioterapię i programy terapeutyczne nie są ograniczone żadnymi progami i w ostatnich latach przyrastały w błyskawicznym tempie — średnio o 50 proc. rocznie. Dlatego, naszym zdaniem, powinny być rozliczane osobno — mówi Cezary Śledziewski.

Ustalenie stałej kwoty jest również pójściem na łatwiznę. Zdaniem Andrzeja Cylwika, prezesa spółki Case Doradcy, budżet nie uwzględnia podstawowych trendów. Jego twórcy nie zastanowili się, co z demografią i starzeniem się społeczeństwa, co ze zwiększeniem zachorowalności na nowotwory. To są pytania, których nikt sobie nie zadał podczas prac nad ustawą. Wszystkie te elementy powinny być negocjowane, aby budżet mógł podołać przyszłym potrzebom. Tymczasem, jak podkreśla, cały ciężar finansowy wzrostu wydatków ma spaść na producentów.

— Oznacza to dla nich karę za sukces, ponieważ zbyt wysokimi zyskami będą musieli się podzielić z budżetem — dodaje prezes Cylwik.

Nawet jak będą chcieli tego uniknąć i zmniejszyć sprzedaż, nie mają jak. Po pierwsze reklamy leków w Polsce są zakazane, a po drugie, nawet gdy skorzystają z dostępnych narzędzi ich wysiłki też mogą okazać, się nieskuteczne.

…uderzy w polskie firmy

Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego alarmuje, że ofiarami ustawy będą głównie polskie firmy. Dlaczego?

— Po odjęciu z budżetu programów terapeutycznych, chemioterapii i rezerwy na innowacyjne leki zostanie rzeczywista kwota na refundację leków sprzedawanych w aptekach. Dopłaca się z niej przede wszystkim do leków generycznych, które dominują wśród produktów polskich firm — informuje Cezary Śledziewski.

Przemysł farmaceutyczny apeluje więc, aby leki te, jako będące źródłem największych oszczędności dla budżetu, zostały wyłączone z systemu zwrotów. Zresztą taka jest praktyka w krajach, które w paybacku mają już pewne doświadczenie.

Gdyby produkowane dziś w Polsce leki generyczne trzeba było importować, wydatki na farmakoterapię byłyby wyższe o 6,7 mld zł — wynika z raportu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

— Możliwość zakupu leków od krajowych producentów zapewnia nie tylko bezpieczeństwo zdrowotne, ale i tańsze leki. To dzięki tym producentom możemy pochwalić się jednymi z najtańszych leków w Europie. Gdyby nie to, jeszcze większa ilość wystawianych recept nie byłaby realizowana. Niskie ceny ratują złą sytuację chorych, która jest wynikiem małych wydatków na refundację (w Polsce na jedną osobę 95 USD, na Węgrzech 186 USD, na Słowacji 208 USD, w Niemczech 482 USD) oraz dużego wskaźnika współpłacenia przez pacjentów (w Polsce 30 proc., na Słowacji 13 proc., w Niemczech 7 proc.) — podkreśla Cezary Śledziewski.

Krajowy przemysł farmaceutyczny nie oponuje przeciwko systemowi zwrotów jako takiemu. Nie chce jednak ponosić — jako jedyny — finansowych konsekwencji wzrostu sprzedaży leków refundowanych. A przedstawiciele branży przewidują, że stratnymi mogą się okazać nie tylko producenci, ale i pacjenci.

12

mld zł Taki jest roczny budżet na refundację leków ustalony przez Ministerstwo Zdrowia na najbliższe cztery lata. W tej kwocie mieszczą się też wydatki na chemioterapię i programy lekowe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane