PBG nie chce iść na wojnę z państwem

Spółka Jerzego Wiśniewskiego do budowy dróg już się nie pali, ale stadiony ją interesują. Przede wszystkim jednak instalacje paliwowe i zamknięcie sporów z GDDKiA

Budowlane PBG szykuje nowe otwarcie. Pozwala na nie zakończenie formalnych przepychanek związanych z zawieraniem układu oraz ugoda dotycząca rozliczeń budowy Stadionu Narodowego. W ramach ugody dotyczącej stadionu PBG wzięło na siebie część odpowiedzialności za wady i usterki pozostawione przez podwykonawców, gwarant wypłacił część gwarancji, a skarb państwa część wynagrodzeń, których płacić nie chciał. PBG musi się jeszcze tylko rozwiązać zaszłości związane z budową autostrad. Według Jerzego Wiśniewskiego, prezesa i największego akcjonariusza PBG, spółka domaga się od GDDKiA 2 mld zł, GDDKiA od PBG — 1 mld zł. Jerzy Wiśniewski uważa, że po odjęciu „nadmuchanych” roszczeń spór dotyczy tylko kilkuset milionów złotych z każdej strony. Natomiast GDDKiA swoje roszczenia wobec PBG i Hydrobudowy wycenia na 1,8 mld zł. W drugą stronę ma to być 1,1 mld zł.

Wyświetl galerię [1/2]

Marek Wiśniewski

— Widzę szansę zamknięcia sporów z GDDKiA. Jestem do tego przygotowany. Mam pomysł na porozumienie. To jest do zrobienia. Sprawa stadionu pokazała, że można, a bardziej skomplikowanego sporu niż stadion nie było — uważa Jerzy Wiśniewski, prezes i największy akcjonariusz PBG. W 2009 r. przetarg na budowę stadionu wygrało konsorcjum niemieckiej Alpine Bau, PBG i zależnej od niego Hydrobudowy Polska. W pewnym momencie PBG zastąpiło Niemców w roli lidera konsorcjum.

— Zaproszono mnie do Warszawy i zapytano, czy polska firma weźmie na siebie ciężar liderowania budowie, bo inaczej może się okazać, że stadion nie będzie gotowy na EURO 2012. Zgodziłem się — wspomina Jerzy Wiśniewski. Stadion stanął. Mecze EURO 2012 się na nim odbyły, a potem wiele innych imprez. Tylko PBG okupiło budowę katastrofą.

— Bezzasadnie naliczono nam 600 mln zł kary, co uruchomiło efekt domina, odcinając możliwości finansowania. Oznaczało to zarazem konieczność przerwania prac na autostradach. Nie mam wątpliwości, że udało by się je dokończyć, podobnie jak ukończyliśmy budowę terminalu LNG. Przypomnę też, że ugodę w sprawie stadionu parafowano już w 2012 r., ale wtedy na najwyższym państwowym szczeblu zapadła decyzja, żeby jej nie podpisywać. Nikogo nie obchodził nie tylko los polskiej firmy i pracowników, ale również los innych kontraktów — mówi Jerzy Wiśniewski.

— Samo roszczenie skarbu państwa dotyczące Stadionu Narodowego bezpośrednio nie wpływało na przepływy finansowe spółki. Z drugiej strony, roszczenie wobec spółki tego rodzaju, zarazem tak duże i dotyczące tak medialnego tematu, obniża jej wiarygodność i powoduje, że każdy się dwa razy zastanowi, zanim powierzy jej prace — zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym. Trudno przy tym powiedzieć, czy gdyby nie stadion, to PBG poradziłoby sobie z budową autostrad. To była złożona sytuacja. Należy też pamiętać, że sytuacja płynnościowa PBG pogarszała się w tamtym czasie od kilku lat. Spółka zdobywała nowe kontrakty, ale gotówkowo wyglądało to słabo — komentuje Adrian Kyrcz, analityk Banku Zachodniego WBK.

Ropa, gaz i stadiony

Dzisiaj Jerzy Wiśniewski nie chce już rozpamiętywać przeszłości. Zamierza w podobny sposób zamknąć spór z GDDKiA i od nowa budować siłę PBG. Grupa zatrudnia obecnie 2,3 tys. osób. Na koniec 2011 r. było ich 8,5 tys. — Mógłbym złożyć w sądzie pozew o utratę wartości spółki na kwotę 3,9 mld zł.

Tylko jaki to ma sens? Czy mam jako Polak, szczery patriota, wojować z Polską? Wolę patrzeć w przyszłość. Jest inny czas, inny rynek i inne uwarunkowania. Trzeba w nich poszukać swojego miejsca — podkreśla Jerzy Wiśniewski. PBG chce wrócić do źródeł, koncentrując się na budownictwie przemysłowym związanym z energetyką i paliwami. W segmencie ropy i gazu ma ponaddwudziestoletnie unikalne doświadczenie. Paradoksalnie jednak nie chce rezygnować z działalności, która zaprowadziła je na skraj przepaści.

— To nie sama budowa Stadionu Narodowego, tylko decyzje polityków doprowadziły do naszych problemów. Budową stadionów jesteśmy zainteresowani. Zbudowaliśmy trzy w Polsce, w bardzo napiętych terminach i kosztorysach. Na stadionach w Gdańsku i Poznaniu odnotowaliśmy dodatnie marże. Wszystkie stadiony stanęły na czas. Potrafimy je budować — podkreśla Jerzy Wiśniewski. Do drogownictwa się jednak nie pali. — Budowa autostrad na dzisiaj jest niewykonalna, chociaż będę jeszcze o tym myślał. Jeśli kiedykolwiek podjąłbym taką decyzję, to będzie ona bazować na wnioskach z przeszłości — wyjaśnia Jerzy Wiśniewski.

Dobra zmiana

Swoje kompetencje PBG chce wykorzystywać nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Prowadziło już negocjacje dotyczące budowy instalacji do produkcji kondensatu dla rafinerii Siraf w Iranie. Myśli też o innych krajach. Nie tych zachodnich, ale „biedniejszych”. Spółka liczy przy tym na wsparcie polskiego rządu i instytucji finansowych.

— Prowadzimy bardzo konkretne rozmowy, ale nie mogę ujawnić szczegółów — ucina temat szef PBG. Jego zdaniem, rynek polski stanie się atrakcyjny dopiero za jakiś czas.

— Gdy worek z zamówieniami się rozsypie, PBG będzie gotowe — podkreśla Jerzy Wiśniewski. Zważywszy na to, że duże inwestycje bazują na zleceniach finansowanych z budżetu państwa lub spółek kontrolowanych przez państwo, liczy przy tym, że worek nie rozsypie się zbyt gwałtownie.

— Mam nadzieję, że obecni decydenci wyciągną wnioski z błędów poprzedników. Zarówno w kwestii wsparcia polskich firm za granicą, jak i lokalnego rynku. Chodzi o to, by w pewnych okresach nie było dziesięciokrotnie więcej robót niż zdolności przerobowych, a w innych pracy nie było wcale. To jest korzystne tylko dla firm zagranicznych, które otwierają tu swoje filie. Proszę zwrócić uwagę, kto przychodzi na debaty o autostradach: Bilfinger, Budimex, Skanska czy Strabag. Mówią, że są polskimi firmami. Nie przeczę, że mają tu oddziały, zatrudniają w Polsce pracowników, ale dywidendy transferują za granicę, a w Polsce są obecne tylko dlatego, że są u nas pieniądze na inwestycje infrastrukturalne — podkreśla Jerzy Wiśniewski. Przypomina, że firmy z polskim kapitałem — jak PBG i Polimex-Mostostal — mają spore doświadczenie i warto je wykorzystać.

PRZYCZYNY KOMPROMISU: Gdyby PBG było w likwidacji, nie byłoby ugody w sprawie Stadionu Narodowego. Jeśli jednak chcemy być uczestnikiem rynku, startować w przetargach, poszukiwać inwestorów, nie możemy tkwić w wieloletnich sporach sądowych z państwem — twierdzi Jerzy Wiśniewski, prezes i główny akcjonariusz PBG. [FOT. WM]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / PBG nie chce iść na wojnę z państwem