Obchody półrocznicy katastrofy smoleńskiej potwierdziły, że pęknięcie i polityczne, i w znacznym stopniu także społeczne
z każdym miesiącem upływającym od tej tragedii idzie coraz głębiej. Dlatego wspólne obchody półrocznicy w miejscu najbardziej właściwym, czyli na polu, gdzie 10 kwietnia spadł Tupolew, były absolutnie wykluczone. Sytuacja jeszcze się pogorszy, gdy zaczną ogłaszać swoje konkluzje organa badające katastrofę — komitet rosyjski, polska komisja rządowa, polska komisja PiS, prokuratura rosyjska, prokuratura polska…
Patologia na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie specyficznie się ustabilizowała. Konstytucyjny prezydent Bronisław Komorowski urzęduje w pałacu, przemawia, wręcza, podpisuje etc. Prawie prezydent Jarosław Kaczyński raz w miesiącu urzęduje zaś przy łańcuchu pałacowego ogrodzenia, tęsknie patrząc w okna Sali Kolumnowej. Jego uliczna kancelaria po przeniesieniu krzyża do pałacowej kaplicy osłabiła swą aktywność, ale będzie ożywać. Wyobraźmy sobie choćby obchody za miesiąc — przecież 10 listopada to będzie wigilia Narodowego Święta Niepodległości!
W tym kontekście nawoływania premiera Donalda Tuska do opozycji o współdziałanie podczas mitycznej ofensywy legislacyjnej to abstrakcja. Tym bardziej, że Prawo i Sprawiedliwość złożyło wielki pakiet własnych projektów. Iloczyn obu tych ustawowych zbiorów nie jest może zbiorem pustym, ale zaledwie kilkuelementowym. Obie strony widzą priorytety państwa, w tym również gospodarki, całkowicie inaczej. Symboliczną projekcją tej rozbieżności były pęknięte obchody półrocznicy Smoleńska.