Pełnoskalowa wojna na górze

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-01-07 20:00

Od wyłonienia składów Sejmu i Senatu upływają już trzy miesiące, ale pierwszy raz w dziejach III RP po wyborach nie bardzo wiadomo, kto sprawuje w Polsce władzę.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Zbiorowy werdykt suwerena z 15 października 2023 r. był jednoznaczny, po bardzo długim okresie sztucznego – chociaż dopuszczalnego konstytucyjnie – przeciągania fikcji Prawo i Sprawiedliwość wreszcie 13 grudnia zostało odpiłowane od rządowych stołków. Zaprzysiężenie koalicyjnej Rady Ministrów od pierwszej chwili zderza się jednak ze sprawowaniem urzędu prezydenta RP jeszcze przez półtora roku, aż do 6 sierpnia 2025 r., przez Andrzeja Dudę, wychowanka i nominata PiS. W minionych latach bardzo rzadko, ale czasami jednak okazywał on matce partii krnąbrność – w sytuacjach, gdy koledzy usiłowali ograniczać w ustawach prezydenckie uprawnienia lub bez wcześniejszego uzgodnienia wymuszać szybkie podpisywanie ustaw. Generalnie jednak jest synem wiernym, który w obecnej sytuacji stał się obrońcą matczynych interesów.

Konstytucja RP z 1997 r. nadała Polsce ustrój parlamentarno-gabinetowy z domieszką prezydencką. Głowa państwa ma funkcje głównie dekoracyjne, ale również formalne uprawnienia, których znaczenie skokowo rośnie w kontekście destrukcyjnym. Najważniejszy decyzyjnie oczywiście jest podpis, nie tylko pod ustawami, lecz wieloma innymi aktami państwowymi, w tym ratyfikacjami traktatów i umów międzynarodowych. Wypada przypomnieć, że ustawa upoważniająca prezydenta do ratyfikacji np. ewentualnego traktatu reformującego UE absolutnie nie nałoży na niego obowiązku złożenia podpisu ratyfikacyjnego! Mimo takich konstytucyjnych oczywistości premier Donald Tusk od pierwszych dni traktuje prezydenta Andrzeja Dudę jako zbędny balast. Takie podejście udziela się również marszałkowi Szymonowi Hołowni. W okresie świąteczno-noworocznym konfrontacja ograniczała się do sfery werbalnej, wystąpiła np. w sylwestrowych orędziach, ale w najbliższych dniach pełnoskalowa wojna na górze przeniesie się już na konkrety.

Rozpoczynające się w środę posiedzenie Sejmu ma ambitny program, w tym uchwalenie budżetu. Od początku zostanie jednak silnie skażone awanturą o mandaty poselskie Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Jej fundamentem jest spór doktrynalny, czy byli ministrowie zostali prawomocnie skazani i pozbawieni mandatów, czy jednak wcześniej w 2015 r. – jeszcze przed drugą instancją sądową – skutecznie ułaskawieni przez Andrzeja Dudę. Szymon Hołownia wygasił im ważność kart poselskich do głosowania, ale wstęp do gmachu Sejmu oczywiście zachowują, to przywilej wszystkich byłych parlamentarzystów. Teoretycznie powinni zatem zająć gościnne miejsca na galerii, ale oczywiście zechcą usiąść na swoich fotelach w sali posiedzeń. Jeśli im się nie uda, to PiS oznajmi, że izba nie może pracować w pełnym składzie 460-osobowym, zatem wszelkie głosowania 458-osobowe są niekonstytucyjne. Dla Andrzeja Dudy będzie to wystarczający pretekst do wetowania lub odsyłania do Trybunału Konstytucyjnego (TK) dosłownie każdej ustawy, co całkowicie sparaliżuje rządy koalicji 15 października.

W starciu między dwoma ośrodkami władzy państwowej ciekawie zapowiada się przesilenie budżetowe. Koalicja rządowa rozsądnie od samego początku pogodziła się z niekorzystnym kalendarzem i zrobi wszystko, by 29 stycznia ukończona – czyli po Sejmie i Senacie – ustawa budżetowa na 2024 r. trafiła do prezydenckiego podpisu. Wobec budżetu weto jest konstytucyjnie wykluczone, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by Andrzej Duda zamiast podpisania posłał ustawę prewencyjnie do TK. Powód będzie nieistotny, uzasadnienia wetowania czy kierowania do TK tak naprawdę zawierają osobiste oceny prezydenta, że coś tam mu się w danej ustawie nie podoba. Generalnie zatem rozpoczyna się na szczytach państwa epoka zdefiniowana w tytule.