Na terenie Polski nie ma wielu jaskiń, dlatego ich zwiedzanie jest praktykowane rzadziej niż inne aktywności górskie.
— Wiele osób czuje naturalny respekt, nawet strach przed ciemnością, wilgocią, czeluściami. Całkiem niesłusznie, bo podziemny świat jest bardzo malowniczy — tłumaczy małą popularność speleologii Piotr Konopka, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Wysokogórskich.
Ciekawe jaskinie znajdują się głównie w Tatrach, Sudetach i Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, często na obszarach chronionych: w parkach narodowych i rezerwatach. Na każdorazowe wejście do większości jaskiń trzeba więc uzyskać pozwolenie gospodarza terenu. Ze względu na ochronę przyrody zezwolenia te są limitowane. Środowisko jaskiń jest bowiem bardzo wrażliwe na obecność człowieka, często zamieszkują je rzadkie gatunki zwierząt, a w partiach przyotworowych występują chronione rośliny. Dlatego jaskinie nie przystosowane do ruchu masowego mogą samodzielnie eksplorować tylko członkowie klubów jaskiniowych, zrzeszonych w Polskim Związku Alpinizmu.
— Organizujemy dwa kursy jaskiniowe rocznie. Zgłasza się średnio 40 osób. Kurs rozbity jest na kilka etapów i trwa prawie cały rok. Rozpoczyna się zajęciami w bunkrach pod Warszawą, gdzie uczestnicy opanowują podstawowe techniki poruszania się po linach, tj. zjazdy i podchodzenie. Potem następuje 3-4-dniowy wyjazd w skałki pod Częstochową, gdzie kursanci uczą się podstawowych technik wspinania i asekuracji. Kolejny etap to dwutygodniowy pobyt w Tatrtach, gdzie pod okiem instruktora odwiedza się jaskinie o różnych stopniach trudności. Na ten etap kursanci powinni przygotować się kondycyjnie, ponieważ do wielu jaskiń trzeba podchodzić niełatwym terenem, nawet 4-5 godzin. Szkolenie jaskiniowe kończy dopiero kurs zimowy, czyli 4-dniowy pobyt w Tatrach zimą. Pełne szkolenie kosztuje około 1,8 tys. zł i jego efektem jest wszechstronne opanowanie technik górskich oraz uzyskanie karty taternika, uprawniającej do samodzielnego penetrowania jaskiń — informuje Stefan Stefański, prezes Speleoklubu Warszawskiego.
Większość grotołazów jest zrzeszona w klubach. Roczna opłata członkowska w klubie warszawskim wysokości 60 zł uprawnia m.in. do pobierania z magazynu klubu potrzebnego w jaskiniach sprzętu. Członkowie klubu organizują wyprawy nie tylko w polskie góry. Latem wyjeżdżają w Alpy austriackie lub francuskie, gdzie jaskinie są większe, ciekawsze i gdzie są duże możliwości eksploracyjne. Koszt dwutygodniowego wyjazdu wynosi około 1 tys. zł (klub ma sponsorów, zaopatrujących wyprawy w żywność i sprzęt).
— Czasami członkowie klubu jeżdżą na wyprawy w rejony egzotyczne. W tym miesiącu dwójka naszych kolegów przyłączyła się do francuskiej ekspedycji na Papuę Nową Gwineę. Jest to rekonesans zupełnie nowych terenów, czasem takich, gdzie wcześniej nie stanęła noga Europejczyka — opowiada Stefan Stefański.
Osoby, które nie są członkami klubów speleologicznych, muszą wynająć przewodnika — taternika jaskiniowego.
— Jaskinie rozwijają się w kierunku poziomym lub pionowym. Odcinki pionowe wiodą w górę i w dół, można też spotkać ciasne korytarze i szczeliny, przez które trzeba się przeciskać. Poruszanie się w tym środowisku obejmuje więc czołganie się, wspinanie, zjazdy. Dlatego zanim klient wejdzie do jaskini, przez kilka dni jest szkolony na powierzchni z technik wspinaczkowych i ratowniczych —informuje Piotr Konopka.
Dodaje, że oprowadza po jaskiniach kilkanaście osób rocznie. Komercyjna grupa, licząca maksymalnie 5 osób, wyprawia się pod ziemię z co najmniej dwoma przewodnikami.
— Nie zabiorę ze sobą nikogo, kto nie osiągnie samodzielności w niezbędnych manipulacjach — zaznacza Piotr Konopka.
Cena wyprawy komercyjnej do jaskini jest liczona w zależności od czasu jej trwania. Koszt dnia pracy członka Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Wysokogórskich wynosi w Tatrach 120-540 zł (za szkolenie i wypożyczenie sprzętu płaci się osobno).
Każdy grotołaz szuka czego innego pod ziemią. Pokonywanie trudności i związane z tym emocje są magnesem dla wielu osób. Jest to grupa sportowców, do których należą rekordy czasowe w przejściu wielu jaskiń. Najciekawsze pod ziemią jest jednak odkrywanie nowego.
— Każdego roku polscy grotołazi poznają kilometry nowych korytarzy i studni. Nawet w Tatrach odkrycia nowych partii jaskiniowych nie należą do rzadkości. Eksploracja to przyjemność, ale także ciężka praca. Nowe korytarze należy pomierzyć i narysować plany— mówi Stefan Stefański.
Dodaje, że są osoby, które chodzą po jaskiniach rekreacyjnie. Odwiedzają łatwo dostępne jaskinie, z małymi trudnościami technicznymi. Często pasjonują się fotografiką i godzinami siedząc pod ziemią dokumentują stalaktyty i stalagmity.
— Wielką przygodą są biwaki jaskiniowe. Jeśli jaskinia jest duża, są wręcz nieodzowne. Śpi się zazwyczaj w śpiworach puchowych, w hamakach rozwieszonych między ścianami. Posiłki przygotowuje się na kuchenkach benzynowych, a wodę czerpie bezpośrednio z podziemnej rzeki. Przy dłuższych pobytach pod ziemią zatraca się poczucie dnia i nocy. Niektórzy witają nawet Nowy Rok w jaskini — kontynuuje Stefan Stefański.
Największym zagrożeniem dla jaskiń są pseudogrotołazi, którzy zostawiają po sobie śmieci, obtłukują nacieki jaskiniowe i malują po ścianach.
— Przywiązujemy szczególną wagę by nauczyć młodych adeptów dbania o jaskinie. Organizujemy specjalne akcje oczyszczania jaskiń, wynosząc tony śmieci — zaznacza Stefan Stefański.
Najlepszym sezonem na zwiedzanie jaskiń jest jesień i zima (wtedy jest sucho, natomiast wiosną niektóre jaskinie są zalewane).
Taternictwo jaskiniowe jest niebezpiecznym sportem. Odwiedzanie jaskiń bez właściwego sprzętu i przygotowania może skończyć się wypadkiem, nawet śmiertelnym. Zdaniem Piotra Konopki, największe zagrożenie stwarza nieodpowiedzialne zachowanie.
— Nerwowość, niepewność, brak koncentracji są niedopuszczalne — ostrzega Piotr Konopka.
Do jaskiń nie wolno wyprawiać się samotnie. Każdy, nawet najdrobniejszy wypadek, może wiązać się z poważną akcją ratunkową. Tutaj nie nadleci helikopter, trzeba czasami godzinami transportować poszkodowanego przez pionowe progi i ciasne zaciski. Dlatego każdy, kto chce spróbować tego sportu musi przejść szkolenie.
