Pepco droższe, lecz atrakcyjne

Marcel ZatońskiMarcel Zatoński
opublikowano: 2021-07-15 20:00

O 30 proc. wzrósł od debiutu na GPW kurs akcji Pepco. Rosną też wyniki, a analitycy przychylnie patrzą na spółkę mimo widma dużej podaży akcji

Gorzej już było. W czwartek Pepco, które od 50 dni notowane jest na warszawskiej giełdzie, podało wstępne wyniki za ostatni kwartał, który w przypadku tej spółki jest trzecim kwartałem roku obrotowego. Pepco osiągnęło w nim 1,04 mld EUR przychodów (ok. 4,75 mld zł, wzrost o pond 46 proc. r/r). Za 54 proc. tego wyniku odpowiadała sieć pod szyldem Pepco, dla której największym rynkiem jest Polska, a za resztę – sieci Poundland i Dealz, w których sprzedaży najwięcej waży rynek brytyjski.

- W trzecim kwartale roku wykonaliśmy znaczące postępy. Poziom sprzedaży wszystkich trzech naszych marek wykazał się odpornością, gdy klienci Pepco, Poundland i Dealz powracali do sklepów, jak tylko obostrzenia związane z pandemią zostały poluzowane. Kontynuowaliśmy inwestycje, otwierając 117 nowych sklepów w trzy miesiące i 342 od początku roku - mówi Andy Bond, prezes Pepco, cytowany w komunikacie grupy.

Relatywna okazja

Pepco zadebiutowało na GPW pod koniec maja. W ofercie publicznej sprzedawano akcje po 40 zł za walor, a wartość IPO sięgnęła 3,7 mld zł. Początkowo liczono na więcej – widełki cenowe w IPO ustawiono na 38-48 zł. Od tego czasu kurs stabilnie szedł w górę. W czwartek 15 lipca za akcje Pepco płacono prawie 52 zł, czyli o 30 proc. więcej niż przy okazji debiutu. Przekłada się to na około 30 mld zł giełdowej kapitalizacji, czyli trochę więcej niż Dino i trochę mniej niż PKN Orlen i PZU. Dużo to czy mało?

- Mimo wyraźnego wzrostu kursu od debiutu Pepco wciąż wydaje się tańsze od spółek porównywalnych - np. w przypadku LPP jest wskaźnikowo wyceniane o 15 proc. niżej (EV/EBITDA). Notowania idą w górę, ale nie dzieje się to w próżni. Na GPW w ostatnim czasie rosną wszystkie spółki detaliczne: LPP, CCC, Allegro czy Dino. Na ich tle Pepco nie wypada drogo - ocenia Łukasz Wachełko, analityk Wood & Company.

Widmo podaży

Największym ryzykiem dla kursu Pepco jest to, że główny akcjonariusz spółki może szybko kierować w rynek kolejne znaczące pakiety akcji. Południowoafrykański Steinhoff International, który ma blisko 80 proc. akcji Pepco, musi do połowy 2023 r. spłacać swoich wierzycieli, którym jest winny ponad 10 mld USD – a Pepco to obecnie jego najcenniejsze aktywo. Obowiązujący go po debiucie na GPW lock-up wygasa w drugiej połowie listopada.

Podobnie sytuacja wyglądała z poprzednim dużym debiutantem, czyli Allegro. Kontrolujące platformę e-handlową trio funduszy private equity (Cinven, Permira, Mid Europa Partners) najpierw sprzedało w debiucie w październiku ubiegłego roku ponad 20 proc. akcji po 43 zł za walor. Jeszcze przed wygaśniecie 180-dniowego lock-upu za zgodą koordynatora oferty fundusze w marcu znalazły chętnych na kolejne 7,5 proc., walorów, tym razem po 60 zł, czyli po cenie wyraźnie niższej niż ówczesny kurs giełdowy i rekomendacje analityków.

- Na akcjach Pepco w krótkim terminie można spodziewać się sporych wahań, należy się też liczyć z podażą akcji ze strony głównego akcjonariusza. Długoterminowo to jest jednak moim zdaniem atrakcyjny cel inwestycyjny, pozwalający na grę na wzrost konsumpcji w regionie Europy Środkowej i Wschodniej - ocenia Adrian Kowollik, analityk East Value Research.

Pandemiczne ryzyko

Pod koniec czerwca wszystkie sklepy stacjonarne Pepco działały już pełną parą i na żadnym z rynków spółki nie było problemów z lock-downami. Sprzedaż porównywalna w stosunku do ubiegłego roku wyraźnie rośnie, ale pandemiczne ryzyko całkiem nie zniknęło.

- Największym czynnikiem ryzyka dla notowań Pepco - poza spodziewaną pod koniec roku podażą akcji - jest perspektywa kolejnego lockdownu. W przeciwieństwie do Dino, Biedronki czy spółek e-commerce'owych Pepco nie jest beneficjentem pandemii i nie jest traktowane przez regulatorów jako działalność, która w sytuacji zagrożenia wirusowego zapewnia produkty pierwszej potrzeby. Na rynku brytyjskim ponowne zamknięcie sklepów raczej spółce nie grozi, ale na polskim nie można tego wykluczyć: obecnie wskaźniki zakażeń i hospitalizacji są niskie, ale jesienią mogą pójść do góry. Wydaje się jednak, że już jest z górki - szczepionki działają, ryzyko lockdownu jest mniejsze, a ja stawiałbym tezę, że po wygaśnięciu pandemii konsumenci w jeszcze większym stopniu niż wcześniej będą zwracali uwagę na stosunek ceny do jakości, na czym Pepco powinno korzystać - mówi Łukasz Wachełko.

Szybkie odbicie:
Szybkie odbicie:
Pepco, którym kieruje Andy Bond, na wielu rynkach - w tym w Polsce - musiało czasowo zamykać sklepy w czasie pandemii, czego nie było w stanie zamortyzować sprzedażą w internecie, bo jej nie prowadzi. W ostatnich tygodniach wszystkie sklepy działają już jednak normalnie, a sprzedaż szybko rośnie.
STRINGER

Na inne ryzyko zwraca uwagę sam zarząd Pepco. Chodzi o problemy z łańcuchem dostaw i wzrost cen frachtu. Pepco dużą część towarów kupuje bezpośrednio u azjatyckich producentów i sprowadza do Europy.

- Globalne łańcuchy dostaw nadal pozostają pod wpływem zarówno ograniczonej dostępności surowców, jak i presji na koszty produkcji, potęgowanej przez braki w dostępności kontenerów, co również może potencjalnie prowadzić do znacznej inflacji kosztów, począwszy od sezonu jesień/zima 2021 r. Jednakże dzięki bezpośrednim relacjom naszej spółki PGS z dostawcami i wytwórcami na Dalekim Wschodzie, jesteśmy w stanie stale monitorować i szybko podejmować działania, by zapewnić najlepsze ceny na wszystkich naszych rynkach - mówi Andy Bond.