Perła Wschodu

Mira Wszelaka
28-03-2007, 00:00

reportaŻ Dubaj — miasto ogromnych możliwości, także dla polskich firm. Tym bardziej że za rok będzie można tam polecieć bezpośrednio z Warszawy.

Zamknij oczy. Puść wodze fantazji i pomyśl o czymś niemożliwym. Bardzo prawdopodobne, że za dwa-trzy lata znajdziesz to w Dubaju. Szejkowie Zjednoczonych Emiratów Arabskich spełniają marzenia z księgi tysiąca i jednej nocy. Dla nich nie ma rzeczy niemożliwych. Bo czy można wyobrazić sobie na przykład stok narciarski na pustyni czy wyspy w kształcie palmy z wieżowcami i pałacami tonącymi w zieleni i w kwiatach, nie mówiąc już o budowie dwóch linii metra (55 przystanków) w trzy lata?

W Dubaju wszystko musi być najlepsze, najwyższe, najbardziej okazałe. To także przedziwna mieszanka Wschodu i Zachodu, tradycji i nowoczesności. Bajeczne hotele, centra handlowe w stylu egipskim czy rzymskim, suki — tradycyjne bazary ze złotem, tkaninami czy owocami, miasteczka sportu i rozrywki, m.in. z kopiami największych zabytków świata, farmy wielbłądów, lustrzane wieżowce, safari, piękne plaże, turkusowa zatoka, a wszystko spowite zapachami pomarańczy i cynamonu oraz najsłynniejszej przyprawy regionu — garam masala. Nic dziwnego, że Dubaj przyciąga jak magnes nie tylko turystów, ale także biznes.

Raj podatkowy

Jeżeli ktoś myśli, że wszystkie te inwestycje powstają dzięki ropie, to nic bardziej mylnego. Wpływy z czarnego złota wynoszą nieco ponad 30 proc. dochodu narodowego brutto emiratu. Ropa stanowi podstawę bytu sąsiada, emiratu Abu Zabi — 77 proc. dochodu (miasto jest stolicą kraju). Dubaj swoją szansę na rozwój znalazł w doskonałej lokalizacji, którą rządzący nim szejk Mohammed bin Rashid al-Maktoum (jednocześnie wiceprezydent i premier Emiratów), wykorzystał do stworzenia z miasta zaplecza biznesowo-logistycznego łączącego Wschód z Zachodem.

Gospodarkę ciągną głównie usługi (około 50 proc. dochodu), finanse i handel. Aby przyciągnąć inwestycje, dokonano kolejnej niemożliwej — w oczach Polaków — rzeczy: zlikwidowano wszystkie podatki, w tym cło.

— Jesteśmy także konkurencyjni pod względem kosztów pracy i energii — przekonuje Talal Khalifa Ali al-Suwaidi, szef departamentu turystyki.

Takiemu wyzwaniu trudno się oprzeć. Do Dubaju ściągnęły m.in. największe firmy informatyczne, takie jak Microsoft, HP, Oracle, IBM, Dell, Sony czy Cannon.

Dzięki inwestycjom miasto rozwija się jak szalone. Pustyni wydzierane są kolejne przestrzenie pod budowę wieżowców i rozległych osiedli. Obecnie Dubaj przypomina wielki plac budowy. W mieście rośnie około 50 drapaczy chmur. Jakby tego było mało, na terenach pustynnych stworzono kilka specjalnych stref ekonomicznych.

Z ziemi polskiej do...

Czy firmy znad Wisły mogły pozostać obojętne na taką ofertę?

— Z dumą muszę przyznać, że dynamika polskiego eksportu do Emiratów w 2006 r. przekroczyła 152 proc. (295,5 mln dol.), a importu 142 proc. (217,8 mln dol.). Polski eksport jest największy w całym regionie. Do Emiratów wysyłamy więcej niż do Izraela, Indii czy Korei — mówi Roman Chałaczkiewicz, ambasador Polski w Emiratach.

Eksportują głównie małe i średnie firmy, które w ofercie mają blisko 300 różnych pozycji.

— Świadczy to o zdrowej gospodarce. Duże firmy musiałyby startować w przetargach, w których granicą jest około 300 mln dol. Duże polskie spółki w tutejszych realiach są małe. Żeby skorzystać z takiej oferty, musiałyby tworzyć holdingi, a z tym już gorzej — tłumaczy Roman Chałaczkiewicz.

Krajowe firmy budowlane przegrywają też przestarzałą ofertą.

— Nasi deweloperzy przyzwyczaili się do budowy pod klucz. Tymczasem w tutejszych realiach to się nie sprawdza. Przegrywamy, bo chcemy wszystko przywozić z kraju. Tymczasem siła robocza pochodzi głównie z Azji, sprzęt z leasingu, a kontrakt realizują eksperci — dodaje Tomasz Wysocki, radca ambasady.

Do Zjednoczonych Emiratów Arabskich trafiają z Polski głównie wyroby metalowe, takie jak rury, łączniki, podkowy, elementy dla IKEA, produkty rolno-spożywcze (głównie pszenica i cukier), papierosy, krówki, sezamki oraz tabor pływający.

— Mieliśmy nawet ofertę mebli gdańskich dostosowanych do tutejszych realiów — śmieje się Tomasz Wysocki.

Co odważniejsi uruchamiają tu produkcję. Trzy zakłady postawiła firma Can Pak, producent puszek aluminiowych z Krakowa, która w Emiratach funkcjonuje jako Arab Can.

Od półtora roku w jednej z 34 stref ekonomicznych produkcję uruchomiła tu także MDD, firma meblarska z Sępólna Krajeńskiego koło Bydgoszczy. Zaawansowane negocjacje prowadzi też zajmujący się czyszczeniem smarów Impuls z Pruszcza Gdańskiego.

— Aby założyć firmę poza strefą, trzeba zaakceptować pewną specyfikę wymagań. Podstawą jest wejście do spółki przedstawiciela szejka, który wnosi ziemię i obejmuje 51 proc. udziałów. To się jednak opłaca, bo ten rynek chłonie praktycznie wszystko — podkreśla Michał Słoniec, dyrektor Arab Can.

Polska ma też korzystne umowy z ZEA, m.in. o podwójnym opodatkowaniu, wzajemnej ochronie inwestycji i otwartym niebie. Roman Chalaczkiewicz podkreśla, że wzmacniają one zaufanie do polskich inwestorów.

Do Dubaju ściągają też Polacy uciekający przed podatkami.

— Mamy sporo rodaków, którzy rezydują tu po przenosinach m.in. ze Szwajcarii — mówi Roman Chałaczkiewicz.

Największym problemem jest brak bezpośredniego połączenia z krajem.

— LOT, który kiedyś tu latał, obliczył, że połączenie przyniosłoby 34 mln zł straty — żali się Tomasz Wysocki.

Takich obaw nie mają Brytyjczycy, którzy kierują liniami Emirates.

— Chcemy latać do Warszawy. To dobry, obiecujący rynek, zwłaszcza po przystąpieniu do Unii. Na razie niewiele o sobie wiemy, ale wszystko się zmieni, jak tylko pojawi się bezpośrednia możliwość komunikacji. Połączenie Dubaj — Warszawa chcemy uruchomić w pierwszej połowie 2008 r., jak tylko otrzymamy nowe airbusy — mówi Tim Clark, prezes Emirates Airlines.

W liniach nie brakuje polskich akcentów. Pracę w nich znalazło ponad 40 rodaków.

— Znalazłam ogłoszenie w „Gazecie Wyborczej”, wzięłam udział w konkursie, choć miałam już 29 lat. Udało się. Kilka miesięcy temu podpisałam kolejny trzyletni kontrakt. Dubaj to ziemia obiecana. Dobre zarobki, bez podatków, no i zwiedzam cały świat. Za każdym razem, gdy do niego wracam, już jest inny — konkluduje Magdalena Stachnik, stewardesa w Emirates. n

Emirates Airline

Uznane za najbardziej luksusowe linie świata, kierowane przez Brytyjczyków, z międzynarodową obsługą, w całości należą do rządu w Dubaju. Przewoźnik nie korzysta z pomocy rządowej. W 2006 r. linie obsłużyły 14,5 mln pasażerów (2 mln więcej niż w 2005 r.), notując rekordowe zyski 674 mln dol. (wzrost o 2,8 proc.). Najstarsze maszyny floty nie mają 95 miesięcy (przeciętna światowa — 187 miesięcy). Emirates oferują przeloty na 142 trasach na wszystkich kontynentach. W Dubaju linie zapewniają także usługi turystyczne, m.in. bazę hotelową i safari. W klasie business każdy pasażer ma rozkładany fotel z TV. Może obejrzeć jeden z kilkudziesięciu filmów, posłuchać muzyki, zagrać na komputerze lub porozmawiać przez telefon.

Wolność pod warunkiem

Pod względem wolności gospodarczej ZEA zajmują 77. miejsce na świecie. Mimo braku podatków wymagają, aby do spółki zakładanej przez cudzoziemca wszedł przedstawiciel szejka. Wymóg nie obowiązuje w specjalnych strefach. Tu handel z 8 krajami zatoki jest obłożony 5-procentowym podatkiem. Cena założenia małej firmy wynosi około 10 tys. dol.

Cyfry arabskie

60

tys. dol.

Taki prezent wręcza szejk każdej parze małżeńskiej, jeśli oboje są obywatelami Emiratów. Nowożeńcy nie muszą się także obawiać o lokum. Jeżeli nie są zbyt zamożni, mogą liczyć na darmowe mieszkanie, bo szejk nie toleruje bezdomności.

108

Tyle pięter będzie miał wznoszony w Dubaju najwyższy budynek świata — Burj Dubaj (482 m), wizytówka zatoki biznesu.

45

dol.

Tyle w najdroższym hotelu świata kosztuje zamówiona dwa tygodnie wcześniej kawa.

Nasi pionierzy na Wschodzie

Can-Pack, której w Emiratach szefuje m.in. dyrektor Michał Słoniec, ma tam trzy fabryki. Spółka zajmuje się produkcją opakowań metalowych, głównie dla przemysłu napojowego. Obecna na tamtejszym rynku od połowy lat 90. w 1999 r. założyła spółkę Arab Can z udziałem lokalnego partnera. Zakłady pracują przez 24 na dobę przez siedem dni w tygodniu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Perła Wschodu