Dostaje zaproszenia i wygrywa przetargi za granicą. W Polsce nie chce przywilejów, ale domaga się równego traktowania. To bydgoska PESA.
W czerwcu z bydgoskiej fabryki pojazdów szynowych PESA, jednej z nielicznych rentownych firm produkujących tabor kolejowy, wyjedzie pierwszy z trzech zamówionych dwuczłonowy autobus szynowy. Pojazdy kupują dwa regiony: Pomorze i Śląsk. Wszystkie zostaną dostarczone jeszcze w tym roku. Zamówienie jest niewielkie, bo takie są możliwości finansowe samorządów wojewódzkich, które odpowiadają za transport kolejowy w swoich regionach.
Litwa, Ukraina…i Łódź
Dlatego spółka nie stroni od przetargów za granicą. Interesuje ją budowa nowych i modernizacje istniejących pojazdów. Sprzedaż eksportowa sięga już 30 proc. z ponad 300 mln zł przychodów spółki w 2004 r.
— Cztery nowe autobusy szynowe zamówiła u nas Ukraina, a Litwinom modernizujemy ich pojazdy. Startujemy też w przetargu na remont pociągów pospiesznych dla PKP Przewozy Regionalne, a z różnych regionów w Polsce mamy zamówienia na 25 szynobusów. Jeden elektryczny zespół trakcyjny (EZT) zamawia Łódź — wylicza Tomasz Zaboklicki, prezes fabryki PESA.
W miarę możliwości
W 2004 r. firma wygrała 80 proc. krajowych przetargów na szynobusy i zamknęła rok 18 mln zł zysku brutto. Dzięki rosnącym zamówieniom w tym roku przychody mają wzrosnąć do 400 mln zł. 60 proc. generuje sprzedaż i modernizacja pojazdów pasażerskich, po 20 proc. produkcja wagonów towarowych i modernizacja lokomotyw.
— Zysk utrzymamy na zbliżonym poziomie, bo stale inwestujemy w zakład i nowe technologie. Żadna światowa firma nie udostępni technologii produkcji nowych pojazdów. Jeśli chcemy rozwijać się sami, musimy opracować pomysł. Na ten rok zaplanowaliśmy inwestycje 10-12 mln zł — wyjaśnia prezes.
Ostatnio PESA opracowała model elektrycznego autobusu szynowego. Łącznie cztery takie pojazdy mają dostać jeszcze w tym roku Małopolska i woj. świętokrzyskie.
Damy sobie radę
Spółka należy do ośmiu członków kadry zarządzającej. Nie szuka inwestora. Dwa lata temu współpracę zaproponował jej szwajcarski Stadler. PESA odmówiła. Jej szef nie chce dziś tego komentować.
— Propozycja była dla nas niekorzystna — ucina temat prezes.
Jest przekonany, że fabryka może się rozwijać samodzielnie, jeśli będzie miała szansę brać udział we wszystkich krajowych przetargach. Jego zdaniem, warunki, jakie Mazowsze stawia w największym do tej pory krajowym przetargu na 14 EZT (m.in. wymaganie dużego doświadczenia w produkcji takich pojazdów), są sprzeczne z zasadami uczciwej konkurencji, bo nawet nie pozwalają fabryce w nim wystartować.
— Dostaliśmy zaproszenie do wzięcia udziału w przetargu na produkcję aż 60 EZT dla niemieckich kolei, a do przetargu w Polsce drogę mamy zamkniętą — mówi prezes.