Sądzę, że takie głosy są warte uwagi, ale należy mieć do nich dystans, w bieżącej sytuacji ewidentnie przeważają czynniki cykliczne.
W lipcu produkcja w niemieckim przetwórstwie przemysłowym obniżyła się o 1,8 proc. miesiąc do miesiąca i 1,5 proc. rok do roku. Były to dane znacznie słabsze od oczekiwań i jednocześnie takie, które przerywają wielomiesięczny okres stabilizacji wolumenów produkcji. Zaskoczenie polega też na tym, że w przemyśle nie widać żadnych pozytywnych efektów znaczącego spadku cen energii – niższe ceny powinny w końcu przełożyć się na wyższą sprzedaż, ale tak się nie dzieje. Gdy porówna się Niemcy ze Stanami Zjednoczonymi, widać wyraźnie, że Niemcy od pewnego czasu odstają in minus (patrz wykres). W związku z tym trwa poszukiwanie przyczyn.
Wielu ekonomistów podnosi takie argumenty jak bank ING w czwartkowym komentarzu: „Wydaje się, że kraj w końcu obudził się i zrozumiał, że w ciągu ostatniej dekady utracił międzynarodową konkurencyjność z powodu niewystarczających inwestycji i prawie żadnych reform strukturalnych. Zarówno pandemia jak i wojna na Ukrainie pogorszyły problemy, nie będąc ich pierwotną przyczyną. Nie jest zaskoczeniem, że według niedawnego badania niemieckie firmy nigdy nie były bardziej pesymistyczne, jeśli chodzi o międzynarodową konkurencyjność kraju”.
Podobne zdanie wyrazili ekonomiści Commerzbanku. Ich zdaniem ostatnie negatywne zmiany w Niemczech można usprawiedliwiać dostosowaniami po 2020 r. i ciaśniejszą polityką pieniężną. Tym niemniej zaczęły się one wcześniej i wbrew pozorom nie chodzi tylko o przemysł. Inne sektory również odstają od całej strefy euro (cytat za ekonomistami mBanku, którzy na portalu X powoływali się na analizę CB).
Tygodnik „The Economist” napisał niedawno, że Niemcy znów są chorym człowiekiem Europy. Znów, bo tak mówiono o tym kraju w latach 90.
Wiele argumentów poruszanych w tych publikacjach jest słusznych, szczególnie te o niskich inwestycjach.
Warto jednak spojrzeć na problem z innej perspektywy. Gdy porówna się produkcję w Stanach Zjednoczonych i Niemczech za ostatnie 30 lat, to trudno dostrzec, by obecne problemy niemieckiego przemysłu świadczyły o jakimś silnym odejściu od długookresowych trendów. W latach 90. niemiecki przemysł rozwijał się wolniej niż amerykański, później przez kolejne dwie dekady rozwijał się szybciej. Teraz znów rozwija się wolniej, ale nie jest to drastyczna różnica. Widać rozbieżność, ale wyciąganie z niej długookresowych wniosków wydaje się nieco za wczesne.
Warto pamiętać, że jeszcze w zeszłym roku wśród komentatorów była masa głosów, że skok cen energii pogrąży europejski przemysł. Tymczasem w ciągu roku produkcja przetwórcza w Stanach obniżyła się o 0,6 proc., a w Niemczech o 1,5 proc. Trudno uznać to za przejaw dużą różnicę w bieżących warunkach, gdy amerykańskie firmy mają dostęp do dużo tańszej energii.
Faktem jest, że warunki cykliczne w przemyśle są wyjątkowo złe. Nakładają się bowiem na siebie dwa silnie negatywne zjawiska. Po pierwsze jest to ogromny cykl zapasów wywołany przez braki towarów i inflację z lat 2021-22. Po drugie jest to ogromny wzrost cen energii, który częściowo został odwrócony, ale może jeszcze zostawiać po sobie ślady w postaci niskiej produkcji branż energochłonnych i powiązanych z nimi. Dopiero gdy te efekty zaczną wygasać, będzie można dopatrywać się czynników strukturalnych.

