Pfeifer und Langen chce w arbitrażu doprowadzić do porozumienia z resortem skarbu i Krajową Spółką Cukrową. Niemcy domagają się podpisania aneksu do umowy prywatyzacyjnej, który może ich uchronić przed karą 6 mln EUR.
Niemiecka spółka Pfeifer und Langen (PuL), właściciel grupy krajowych cukrowni, wystąpiła do sądu przeciwko Ministerstwu Skarbu Państwa (MSP) i Krajowej Spółce Cukrowej, następcy prawnemu dawnej Poznańsko-Pomorskiej Spółki Cukrowej — w 2001 r. strony w umowie sprzedaży cukrowni kalisko-konińskich. Niemiecki inwestor chce przez sąd arbitrażowy doprowadzić do zawarcia porozumienia w sprawie zmian warunków umowy prywatyzacyjnej. Chodzi o zastąpienie inwestycji w majątek rzeczowy cukrowni podwyższeniem kapitału i o przedłużenie terminu wykonania tego projektu.
Zgodnie z umową prywatyzacyjną, termin realizacji inwestycji w kilku cukrowniach minął z końcem grudnia 2002 r. Janusz Pierun, który reprezentuje PuL w Polsce, tłumaczy, że inwestor zobowiązania nie wykonał, bo czekał na zawarcie aneksu, na który zgodziło się MSP.
— Chcemy, aby sąd stwierdził, czy przedłużenie terminu jest zasadne. Gdybyśmy rozpoczęli inwestowanie w styczniu 2002 r., w ciągu 12 miesięcy zrealizowalibyśmy plan. Jednak miesiąc wcześniej, w grudniu 2001 r., rozpoczęły się negocjacje z MSP i resort obiecał, że po przygotowaniu odpowiedniej treści aneksu podpisze zgodę na podwyższenie kapitału zamiast inwestycji w majątek, a także przedłuży okres inwestycji — mówi Janusz Pierun.
Umowa prywatyzacyjna wymiennie traktuje jako stronę sprzedającą cukrownie MSP bądź Poznańsko-Pomorską Spółkę Cukrową. Władysław Łukasik, prezes KSC, uważa, że podwyższenie kapitału zmieniłoby rozkład akcjonariatu, a o tym nie było mowy w czasie prywatyzacji.
— Podwyższenie kapitału w spółce jest częstym warunkiem prywatyzacji, ale skoro wybrano inną formułę, zrobiono to zgodnie z wolą obu stron. Na przedłużenie terminu inwestor może liczyć, ale pod warunkiem, że udowodni, że wykonał część inwestycji — uważa szef Polskiego Cukru.
PuL grozi kara wysokości 100 proc. wartości zobowiązania — 6 mln EUR.
— To nie jest wygórowana kwota dla wielkiego inwestora — uważa Władysław Łukasik.



