PGNiG chce oferować pakiet: prąd plus gaz

DI, PAP
opublikowano: 23-11-2010, 15:45

Dyrektor biura planowania strategicznego w  Polskim Górnictwie Naftowym i Gazownictwie Marcin Lewenstein zapowiedział, że  firma chce jak najszybciej zaoferować klientom prąd i gaz w jednym pakiecie. Nie sprecyzował, kiedy może to nastąpić.

"Chcemy jak najszybciej zaproponować klientom ofertę gaz plus prąd, czyli być w stanie złożyć jako pierwsi na rynku interesującą ofertę łączącą te dwa media" - powiedział we wtorek podczas spotkania z dziennikarzami Lewenstein.

PGNiG zamierza wraz z Tauronem wybudować w 2014 roku blok parowo-gazowy w Elektrociepłowni Stalowa Wola. Ma on kosztować od 1,6 do 1,9 mld zł. Elektrociepłownia będzie zużywać ok. 0,5 mld m sześc. gazu rocznie (dostarczanego przez PGNiG).

Lewenstein poinformował, że wpłynęło 12 ofert od wykonawców generalnych; spółka chciałaby wyłonić wykonawcę do czerwca 2011 r., a w drugim lub trzecim kwartale przyszłego roku wyłonić wykonawcę i zapewnić finansowanie. PGNiG jest zainteresowane pozyskaniem kredytów m.in. z Europejskiego Banku Inwestycyjnego oraz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Pytany przez PAP o inne projekty elektrociepłowni gazowych, Lewenstein odparł: "mamy nadzieję, że będziemy konkurencyjni i uda nam się zostać dostawcą (gazu-PAP) dla takich projektów". Zastrzegł, że nie musi to oznaczać joint-venture z firmami energetycznymi; jednocześnie nie wykluczył takiej możliwości w przypadku planowanej przez CEZ elektrowni w Skawinie.

CEZ chciał wybudować w Skawinie nowy blok gazowy o mocy 430 MW. Inwestycja warta około 1,58 mld zł miała być zakończona w drugiej połowie 2014 r. Niedawno został jednak wstrzymany przetarg na wykonawcę.

"Zastanawiamy się jak potoczą się losy projektu w Lotosie, gdzie wraz z Energą i Lotosem planowaliśmy takie przedsięwzięcie. Teraz Lotos zastanawia się, czy wybrać gaz (jako paliwo - PAP), czy zdecydować się na zgazowanie odpadów poprodukcyjnych, którymi będzie dysponował wraz ze zwiększeniem swoich mocy rafineryjnych" - powiedział Lewenstein.

Grupa Lotos informowała w kwietniu o podpisaniu umowy z Energa na opracowanie dokumentacji projektu budowy elektrociepłowni zasilanej pozostałościami po przerobie ropy naftowej, o maksymalnej mocy 250 MW. Jej uruchomienie wstępnie planowano na koniec 2014 roku; a wartość szacowano na 400 mln euro.

"Każda taka jednostka (elektrociepłownia - PAP), to jest rozwój rynku gazu. Mamy świadomość tego, że wejdzie konkurencja i że prawdopodobnie nie będziemy w stanie świadczyć dostaw wszystkim tym graczom, bo może ktoś będzie zainteresowany +przebiciem+ nas cenowo" - powiedział Lewenstein.

Pytany przez PAP o współpracę z Polską Grupą Energetyczną, zaznaczył, że PGE jest skoncentrowana na zmianie struktury wytwarzania w zespole Dolna Odra.

"To jest dobrze zlokalizowane od strony gazowej przedsięwzięcie, bo jest blisko gazociągu, który miałby łączyć polski system z niemieckim, terminala gazowego, a także niedaleko magistrali jamalskiej i punktu odbioru gazu w Lwówku. Jest także niedaleko regionu, gdzie wydobywamy gaz i gdzie być może pojawi się nowy gaz (niekonwencjonalny - PAP)" - wymienił.

Zastrzegł, że jego zdaniem, PGNiG powinien zaczynać elektrociepłowni, gdzie jest lepsze wykorzystanie gazu i "gdzie mogą być generowane żółte certyfikaty".

Lewenstein zwrócił uwagę, że na ocenę inwestycji w elektrociepłownie wpływa niepewność związana z systemem wsparcia dla wysokosprawne kogeneracji, czyli łącznego wytwarzania prądu i ciepła. Bazuje on na zbywalnych świadectwach pochodzenia energii, czyli tzw. żółtych certyfikatach. Został on przewidziany do 2012 r. i nie wiadomo, czy będzie kontynuowany.

"Kluczowe jest, żeby nie zmieniać gwałtownie warunków dla inwestorów, a wprowadzić stopniowe wygasanie np. malejący poziom wsparcia przez okres 5 lat tak, żeby nie następowała gwałtowna zmiana warunków prowadzenia działalności. To jest fundamentalne z punktu widzenia ubiegania się o finansowanie bankowe" - powiedział podczas spotkania menadżer w dziale doradztwa biznesowego Ernst&Young Aleksander Gabryś.

Utrudnieniem - jego zdaniem - jest także dowolność prezesa URE w ustalaniu opłaty zastępczej, która warunkuje wartość certyfikatów sprzedawanych na giełdzie albo w transakcjach. "To powoduje dużą nieprzewidywalność przychodów dla inwestorów. W przypadku energii żółtej ze źródeł gazowych jest to od 15 do 110 proc. sprzedaży energii na rynku konkurencyjnym" - dodał.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy