PGNiG zabiega o dostęp do złóż gazu na Ukrainie, w Kazachstanie i Turkmenistanie oraz możliwość jego tranzytu przez terytorium Ukrainy. To spora szansa na trwałe uniezależnienie się od dostaw rosyjskich.
Marek Kossowski, prezes PGNiG, szuka źródeł gazu także za granicą — na Ukrainie i w Kazachstanie.
PGNiG posiada już 37 proc. udziałów w spółce poszukiwawczej Dewon, działającej na Ukrainie. Jej współwłaścicielem jest ukraiński odpowiednik PGNiG — NAK.
— Zamierzamy rozszerzyć współpracę. Chodzi tu także o zainteresowanie ukraińskiej firmy naszym rynkiem. Nas interesuje zakup ukraińskiego gazu i uzyskanie możliwości jego przesyłu przez Ukrainę. Takie propozycje przedstawiliśmy NAK — mówi Marek Kossowski.
Nadal przecież jednym z najważniejszych celów zarządu PGNiG jest dywersyfikacja źródeł dostaw gazu do Polski.
— Potrzebuję jednego lub dwóch projektów, które połączą nas z infrastrukturą europejską, a będą relatywnie tanie. W grę może wchodzić m.in. gaz norweski, bo z tym partnerem jesteśmy najbliżej porozumienia. Może to być także gaz holenderski, bo stamtąd także mamy oferty sprzedaży. Jeżeli chodzi o kierunek południowo-wschodni, jest to Ukraina i Azja. Zakładamy, że na Ukrainie pojawią się nadwyżki gazu i będzie ona poważnym partnerem handlowym — mówi Marek Kossowski.
Trzeba jednak pamiętać, że już rozpoczęła się walka o dostęp do złóż gazu w Kazachstanie, Turkmenistanie oraz o kontrolę nad jego tranzytem. Gazprom robi wszystko, aby wyjść zwycięsko z tej rywalizacji.
— Klucz do sukcesu znajduje się na Ukrainie. Zgłosiliśmy akces do konsorcjum, które zamierza utworzyć NAK i Gazprom. Liczymy, że władze ukraińskie i zarząd NAK zgodzą się na nasz udział — mówi prezes gazowego monopolisty.
Decyzja ma zapaść w grudniu. Konsorcjum, które powstanie, będzie zarządzać rurociągami tranzytowymi na Ukrainie. Innym sposobem dywersyfikacji źródeł dostaw miał być rurociąg Baltic Pipe.
— Ten projekt z przyczyn ekonomicznych i technicznych nie wytrzyma próby czasu — przekonuje Marek Kossowski.
Nikłe są też szanse na budowę tzw. gazociągu norweskiego.
— Nasze zapotrzebowanie na gaz jest wciąż zbyt małe, aby ten projekt się opłacił. Poza tym możliwe jest wykorzystanie istniejącego projektu połączenia Bernau-Szczecin. Wiele zależy od tego, czy znajdziemy partnerów skłonnych współfinansować tę inwestycję. W grę wchodzi m.in. alians z IRB, czyli spółką Aleksandra Gudzowatego i Ruhrgasu — mówi Marek Kossowski.