Wyższa zmienność, większe zróżnicowanie stóp zwrotu (z szansą na dodatnie raczej w drugiej części roku) oraz inny charakter najważniejszego ryzyka, niż przewidywano pod koniec ubiegłego roku - takie są skutki szoku energetycznego będącego wynikiem wojny w Iranie, uważają analitycy z Domu Maklerskiego BOŚ, którzy zdecydowali się zaktualizować podejście do rynków akcji.
Scenariuszem bazowym, któremu przypisują 40-procentowe prawdopodobieństwo, jest miękkie lądowanie gospodarki światowej z opóźnioną konwergencją. Warunkiem jest zmniejszenie presji ze strony cen energii do połowy roku, co umożliwi umiarkowane złagodzenie polityki pieniężnej. Dzięki temu zyski amerykańskich spółek nie ucierpią, a Europa ustabilizuje się z opóźnieniem.
"W porównaniu z połową listopada 2025 r. scenariusz bazowy pozostaje aktualny, ale zmienia swój charakter: z szerokiej konwergencji przechodzi w stronę konwergencji opóźnionej, przy wyższej zmienności. Europa przesuwa się z rynku nadrabiającego zaległości do roli krótkoterminowego marudera. Rynki wschodzące pozostają regionem o najwyższej dodatniej becie, ale tylko selektywnie, a USA stają się w mniejszym stopniu historią o mnożnikach, a w większym o zysku na akcję, AI i przepływach pieniężnych" - głosi raport z 27 marca.
Eksperci spodziewają się, że o ile pierwszy kwartał był okresem absorpcji szoku energetycznego, to drugi będzie miał charakter defensywny, a trzeci powinien być najmocniejszy, jeśli presja energetyczna osłabnie.
W porównaniu z listopadem 2025 r. z 12 do 25 proc. zwiększono prawdopodobieństwo wystąpienia stagflacji, czyli połączenia niskiego wzrostu z inflacją.
Eksperci spodziewają się, że o ile pierwszy kwartał był okresem absorpcji szoku energetycznego, to drugi będzie miał charakter defensywny, a trzeci powinien być najmocniejszy, jeśli presja energetyczna osłabnie.
"Jeśli zakłócenia w Cieśnienie Ormuz będą się utrzymywać, a inflacja pozostanie wysoka, to USA spadają najmniej, Europa pozostaje w tyle, a eksporterzy surowców z rynków wschodzących przeważają zachowaniem importerów ropy" - napisano w raporcie.
Dezinflacyjnymu spowolnieniu przypisano 17-procentowe prawdopodobieństwo (do tej pory 25-procentowe). W takim scenariuszu jeśli szok na rynku ropy wygaśnie, ale popyt osłabnie, to USA wypadną lepiej od Europy, a ta z kolei lepiej od emerging markets. Najmniejsze szanse eksperci widzą na "gorący wzrost", czyli sytuację, gdy nakłady inwestycyjne na AI, ekspansja fiskalna w Unii Europejskiej i stabilizacja w Chinach zrównoważą szok energetyczny oraz tzw. goldilocks (8 proc.), jeśli deeskalacja konfliktu obniży ceny ropy, a dezinflacja ponownie nabierze znaczenia. Wtedy rynki wschodzące będą się zachowywać co najmniej tak dobrze jak USA i Europa.
