Piekielne pudełko

Monika Witkowska
opublikowano: 25-05-2007, 00:00

W zakręty wchodzi niby gokart. Przedni napęd, środek ciężkości nisko... Zauroczonych przybywa — och, jakich wrażeń dostarcza minisamochodzik!

Ikona popkultury.

— Mam do tego auta emocjonalny stosunek: jest jak niepozorna kochanka z dużym temperamentem. Nie powinno się w nim niczego zmieniać! To żywa klasyka, a w klasyce się nie grzebie. Nie poprawia się przecież partytur Chopina — uważa Kuba Wojewódzki, dziennikarz.

Jego przygoda z miniakami rozpoczęła się, gdy w rocznicę Rajdu Monte Carlo wsiadł do legendarnego modelu z lat 60.

— Tego nie da się z niczym porównać. Mini to tylko nazwa, bo doznania są maksymalne. Jechaliśmy słynną trasą, którą przemierzają uczestnicy rajdu: po jednej stronie skały, po drugiej — przepaść. Jazda ekstremalna! Ale mini doskonale trzyma się drogi. Od lat jeżdżę sportowymi samochodami, ale ten mnie zauroczył. Cudowna zabawka — wspomina.

Niepozorny triumfator

Mini Morrisem po górskich trasach szalał też słynny Enzo Ferrari. Specjalnie dla niego w 1959 r. konstruktor Mini Morrisa, Alec Issigonis, nieco przerobił ten samochód. Ferrari miał w swojej kolekcji aż trzy miniaki.

W tamtych czasach Mini Morrisa nazywano „piekielnym pudełkiem”, bo od 1964 r. owo niepozorne autko aż cztery razy z rzędu wygrywało w Monte Carlo (w sumie zwyciężało w 22 międzynarodowych rajdach). Za jego kierownicą zasiadali najsłynniejsi kierowcy rajdowi: Timo Makinen, Rauno Aaltonen, Sven Soederstrom i Paddy Hopkirk. Twórcą jego sportowej wersji był John Cooper, od nazwiska którego pochodzi nazwa Mini Cooper.

Lista zauroczonych tym autem ciągnie się i ciągnie — począwszy od królowej Elżbiety II, która odbyła — jako pasażerka — jedną z pierwszych jazd testowych, króla Jordanii Husajna, przez Beatlesów, Charlesa Aznavoura, Steve’a McQueena, po współczesne gwiazdy, jak Madonna, Dawid Bowie, Kate Moss, no i oczywiście Jaś Fasola — czyli Rowan Atkinson. U nas za kierownicą miniaków widziano m.in.: Monikę Olejnik, Kasię Cichopek, Kubę Wojewódzkiego właśnie , Huberta Urbańskiego i Monikę Brodkę.

— Szukałam niewielkiego, szybkiego samochodu z duszą — a takie jest Mini: 120 KM na tak mały samochód to naprawdę sporo. Podoba mi się jego design. Nie mam problemów z parkowaniem, a to dla kobiety dość istotne. Uroczy maluch… Idealny do jazdy po mieście i w samotną podróż w nieznane — opowiada Monika Brodka, piosenkarka.

Auto dla ludzi wyjątkowych. 90 proc. właścicieli tych samochodów to kobiety.

— Często mężczyźni kupują je ukochanej w prezencie. Proszą o przewiązanie kokardką i dostarczenie pod wskazany adres — mówi Daniel Sadowski, sprzedawca w Auto Fus.

Cudo na pamiątkę

— Marzyłam o zakupie tego samochodu, od kiedy obejrzałam film „Włoska robota”. Mam w pamięci brawurową scenę pościgu za przestępcami uciekającymi Mini Morrisem słynną Walk of Fame, potem tunelami metra i wąskimi drogami awaryjnymi, przez które tylko Morris mógł się przecisnąć. Mąż kupił mi ten samochód. Sama wybrałam kolor — oczywiście czerwony, a na specjalne zamówienie zrobiono skórzaną tapicerkę w barwie czerwono-czarnej. Za wszystko trzeba było ekstra dopłacić i czekać ponad trzy miesiące, ale — moim zdaniem — warto — przekonuje Iwona Poręcka, właścicielka PHUP Alex, firmy handlującej paletami.

Przez kilka lat jeździła Mini Morrisem — według niej, mankamenty to nieco za ciężkie drzwi i mały bagażnik. No i czuje się każdą dziurę w jezdni.

— Mini nadaje się na drogi równe jak stół, a o takie, wiadomo, w Polsce trudno. O miejscu na tylnej kanapie nie ma nawet co mówić. Nie jest to z pewnością samochód rodzinny. Kiedy urodziłam dzieci, zamieniłam go na terenówkę. Mam jednak do Mini duży sentyment i kiedy widzę mijający mnie na ulicy, to mi trochę żal — opowiada Iwona Poręcka.

Do kupna tego samochodu skłania głównie design — podobno na 200 tys. Mini, które zjechały z linii montażowej, tylko dwa są całkowicie identyczne.

— Do wyboru pozostaje ponad 250 opcji akcesoriów i cała gama kolorów. Najbardziej teraz trendy to Pepper White — przypomina Daniel Sadowski.

Ania Cisłowska, właścicielka Mini Coopera, długo nie mogła się zdecydować, jaki kolor wybrać.

— Gdy weszłam do salonu i zobaczyłam cudo w kolorze écru, z czarnym dachem, wiedziałam, że musi być moje. Nie ma chyba drugiego samochodu wykonanego z taką dbałością o szczegóły: chromy na lusterkach, klamkach, plastiki wokół nadkoli i na progach, oryginalny korek wlewu — to robi wrażenie. Jeżdżę nim przeważnie sama i uważam, że jest w nim dostatecznie dużo miejsca w środku, a w bagażniku mieści się pranie, które wożę do magla. Bawi mnie, że na światłach wszyscy zostają za mną daleko w tyle. Nie zamierzam go sprzedawać. Zostawię na pamiątkę — dodaje.

Coś dla ludu

Nie można zapominać, że Mini Morris miał być przede wszystkim samochodem ekonomicznym. Pod koniec lat 50., kiedy na rynku panował kryzys paliwowy i benzynę sprzedawano na kartki, koncern British Motor zlecił zaprojektowanie małego, ekonomicznego auta. Miało być odpowiednikiem Volkswagena garbusa i Citroena 2 CV, czyli samochodem dla ludu. Autorski pomysł Aleca Issigonisa o razu zaakceptował właściciel BMC, sir Leonard Lord. Konstruktor podjął się realizacji projektu — pod warunkiem „pozostawienia mu w pracy wolnej ręki”. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Mini zaprezentowano pierwszy raz w 1959 r. na targach motoryzacyjnych w Londynie. Zwracano wtedy uwagę bardziej na jego cenę niż wygląd. Kosztował niecałe 500 funtów. Sprzedawano go pod nazwami Morris Mini Minor i Austin Seven.

To, że auto mieści cztery osoby, jest zasługą zamontowanej niemal pionowo przedniej i tylniej szyby oraz prostej linii dachu. Kolejnym zabiegiem zwiększającym komfort jazdy było umocowanie zawiasów drzwi na zewnątrz i zastąpienie tradycyjnych wewnętrznych klamek metalową linką. Zbędne okazały się również korbki do otwierania okien, bo szyby przesuwało się na boki. Niemal całkowicie zrezygnowano też z deski rozdzielczej. Jej miejsce zajął prędkościomierz i kilka przełączników. Początkowo, by zaoszczędzić jeszcze więcej miejsca, silnik umieszczony był poprzecznie, a skrzynie biegów montowano w misce olejowej. Miejsce na chłodnicę znalazło się z boku. W wyposażeniu samochodu nie zabrakło natomiast popielniczki (Issigonis był nałogowym palaczem).

Wersja

Produkowany był przez 41 lat. Z taśm produkcyjnych zjechało niemal 5,5 mln egz. Auto powszechnie kopiowano na licencji lub bez niej. Po przejęciu produkcji przez BMW pojawiła się nowa odmiana (na wystawie w Paryżu w 2000 r.). Konstruktorom zależało na zachowaniu charakteru legendarnego modelu. I choć złośliwi twierdzili, że nowe Mini prócz kilku nostalgicznych szczegółów niewiele ma wspólnego z pierwowzorem, kształt nadwozia niewiele się odmienił. Diametralnie zmieniły się za to rozwiązania techniczne. Tani samochód stał się ekskluzywnym autem. Obecnie najszybszym samochodem tej marki pozostaje Mini Cooper S John Cooper Works, z silnikiem 1,6 o mocy 215 KM. Do setki przyspiesza w 7 sekund.

— Dziś Mini określane są jako małe auta z segmentu premium. Mają retro look, ale wyposażenie supernowoczesne: ABS, klimatyzacja, nawigacja, opony, na których można jeździć nawet po przebiciu, sześć poduszek powietrznych, wyszukany system hamowania, a nawet system zabezpieczający przed wypadnięciem z zakrętu — wylicza Piotr Berzyński, sprzedawca Inchape Motor.

Za wdzięk i nietuzinkowy charakter auta trzeba sporo zapłacić. No cóż, miłość — czasem bezkrytyczna — kosztuje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Witkowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu