Pieniądze idą z dymkiem w parze

Zaklejone tekturami i foliami okna. Wyciszone ściany, mocna betonowa wylewka na podłodze. To ważne, bo kilkutonowe maszyny są głośne, a nie można wzbudzać podejrzeń.

Tekst pochodzi z "Pulsu Biznesu Weekend", magazynu dla prenumeratorów "Pulsu Biznesu".

Tytoń się kurzy. Dlatego w hali powinno być puste pomieszczenie, które niczym komin zapewnia dobrą cyrkulację powietrza. Tony pokrojonego tytoniu przechowywane są w kartonach lub workach, a czasem po prostu leżą na ziemi i łopatami przerzuca się je do maszyn. Tak wyglądają nielegalne fabryki papierosów w Polsce. W 2011 r. wykryto ich sześć.

Brytyjski „Financial Times” twierdzi, że Polska — obok Ukrainy — to największe zagłębie nielegalnej produkcji papierosów, które trafiają na rynek Unii Europejskiej. Gazeta powołuje się na badania firmy konsultingowej KPMG — z Ukrainy pochodzi 13,6 proc., z Polski 11,7 proc. takiej produkcji.

Jak powstaje fabryka

Ludzie, którzy tropią nielegalne fabryki papierosów, proszą o nieujawnianie ich nazwisk.

— Bywa, że pracownicy nie opuszczają fabryki. Mieszkają w wydzielonych pomieszczeniach. Czasem są dowożeni codziennie rano. Niektóre fabryki wyposażone są we własny pełny monitoring — opowiada oficer Straży Granicznej (SG), który brał udział w likwidacji nielegalnych fabryk.

Zwykle fabryki powstają w pobliżu osiedli domów jednorodzinnych lub w dzielnicach fabrycznych. Najpierw pojawia się „inwestor” lub „grupa inwestorów”, która wykłada pieniądze na produkcję. Z reguły to ludzie powiązani z organizacjami przestępczymi. Tomek, ekspert rynku tytoniowego, tłumaczy:

— „Inwestor” znajduje odpowiednią osobę do uruchomienia fabryki — kogoś w rodzaju „menedżera zarządzającego” z kontaktami w branży i doświadczeniem w produkcji papierosów. Zdarza się, że to były menedżer któregoś z upadłych czy sprywatyzowanych zakładów tytoniowych. „Inwestor” dostarcza mu kontakty: gdzie i do kogo ma się odezwać, by załatwić tytoń, dystrybucję, półprodukty. Wszystko odbywa się przez polecenie.

Kiedy „menedżer zarządzający” ma już kontakty i kapitał, jeździ po Polsce i szuka miejsca na fabrykę. Fachowców do produkcji sprowadza często z zagranicy, np. z Bułgarii, gdzie niedawno w Płowdiw splajtowała duża fabryka papierosów i tysiące wykwalifikowanych pracowników zostało bez pracy. Pierwszą osobą, którą werbuje, jest „menedżer operacyjny”, czyli technik. Następnie razem zbierają resztę ekipy.

— Przy jednej linii produkcyjnej musi pracować co najmniej sześć osób. Nie mogą to być ludzie z łapanki. Żeby produkować papierosy, trzeba się dobrze znać na obsłudze maszyn. Papieros za długi o milimetr nie zmieści się w paczce. Podobnie opakowanie — ucięte o milimetr krócej, nie złoży się w paczkę. Dodatkowo tytoń musi być przechowywany w odpowiedniej temperaturze i wilgotności — tłumaczy Marcin, oficer pionu operacyjno-śledczego Centralnego Biura Śledczego (CBŚ).

— Najtrudniej złapać „inwestora”, który ściąga zyski. Chociaż wykłada pieniądze, to w żaden sposób nie da się go powiązać z nielegalną fabryką. Nigdy nie pojawia się w niej, nawet nie dzwoni. Całą jej działalnością zajmuje się „menedżer zarządzający” — mówi Tomek.

Po miesiącu zwrot inwestycji

Niektóre półprodukty są ogólnodostępne i mogą służyć do produkcji innych wyrobów. Marcin pokazuje niepocięty filtr papierosowy. Od znanego z gotowych produktów różni się tym, że jest biały i trochę dłuższy od papierosa.

— Wystarczy go nasączyć atramentem i równie dobrze może służyć jako wkład do flamastra. Łatwo wytłumaczyć, że przeznaczenie było inne niż produkcja papierosów — tłumaczy Marcin.

Półprodukty pochodzą z różnych źródeł. W przypadku fabryki, którą CBŚ zlikwidowało na Śląsku pod koniec 2011 r., przestępcy kupowali tytoń przez fikcyjne firmy. Pod eskortą pilotów trafiał do katowickiej fabryki, która produkowała krajankę.

Przewożono ją kilkanaście kilometrów dalej do Mikołowa, gdzie produkowano papierosy. Maszyny do produkcji papierosów także nie stanowią problemu. Obrót nimi nie jest reglamentowany ani rejestrowany. Jedyną barierą są pieniądze — jedna linia produkcyjna kosztuje około pół miliona złotych.

— Maszyny można kupić nawet na aukcjach internetowych. W wielu krajach wyprzedają je także upadłe zakłady tytoniowe. Nowy sprzęt produkują Chińczycy na bazie angielskich projektów z lat 70. — opowiada Tomek.

Urządzenia przyjeżdżają do Polski w częściach i są montowane na miejscu przez specjalistów. Bardzo rzadko fabrykę udaje się wykryć w pierwszym miesiącu jej działalności. Najczęściej pracuje przez kilka miesięcy. — Przestępcy uczą się na własnych błędach, niektóre fabryki uciekają nam nawet przez kilka lat — mówi Tomek.

— Prawnicy mają dostęp do akt sprawy, materiałów dowodowych. Nietrudno sprawdzić, na czym wpadli przestępcy. Mądrzejsi o tę wiedzę uruchamiają następną fabrykę — dodaje Marcin. Kiedyś nielegalne fabryki można było wykryć na podstawie zużycia prądu w okolicy — maszyny do produkcji papierosów są bardzo energochłonne.

Ale to już przeszłość, bo przestępcy przerzucili się na agregaty prądotwórcze. Zdaniem Tomka, inwestycja w fabrykę pochłania od 800 tys. do 2,5 mln zł zależnie od tego, jak dobrze będzie wyposażona i przygotowana. Ale inwestycja może się zwrócić już po miesiącu.

— Jedna nielegalna fabryka jest w stanie wyprodukować średnio milion paczek papierosów miesięcznie, czyli dwa tiry zapakowane od dołu do góry. Koszt produkcji jednej paczki to 80 gr. Fabryka sprzedaje ją hurtowo za 3 zł. Wynika z tego, że miesięczny zysk to 2,2 mln zł — oblicza Tomek. Wyprodukowane nielegalnie papierosy sprzedaje się na setkach polskich bazarów. Paczka kosztuje średnio 6,50 zł. Pośrednicy mogą zatem zarobić na marżach ze sprzedaży papierosów z jednej fabryki nawet 3,5 mln zł miesięcznie.

8 miliardów papierosów

Nieustanny wzrost ceny papierosów powoduje, że nielegalna produkcja opłaca się coraz bardziej.

— Akcyza i VAT to około 80 proc. ceny legalnej paczki. Łatwo policzyć, ile można zarobić na nielegalnym obrocie — tłumaczy Tomek, który zajmuje się także szacowaniem nielegalnej produkcji papierosów.

Ocenia się, że w 2010 r. budżet państwa stracił na nielegalnym obrocie papierosami od 3 do 5,7 mld zł (dla paczki w cenie 9 zł). Może to być nawet jedna czwarta tego, co odprowadza do budżetu państwa branża tytoniowa z tytułu podatków — prawie 20 mld zł w 2010 r. (8 proc. wpływów budżetowych).

Polska i inne kraje Europy Środkowej i Wschodniej: Czechy, Słowacja, a także Bułgaria, Ukraina, Białoruś i Rosja to największe zagłębie nielegalnej produkcji i przemytu papierosów. Policja i Straż Graniczna, które tropią u nas tytoniowe podziemie, są jednak przekonane, że nielegalne fabryki działają także w Europie Zachodniej.

— U nas udaje się wykryć najwięcej nielegalnych fabryk papierosów, ale nie wierzę, że nie ma ich w Niemczech lub innych krajach Europy — twierdzi Marcin.

W 2010 r. ujawniono w Polsce 744 mln papierosów nielegalnego pochodzenia (przemyt i produkcja). Szacuje się, że cała szara strefa dostarcza 8 mld sztuk. Od kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej, Policja i Straż Graniczna zlikwidowały ponad 40 nielegalnych fabryk papierosów i krajanki papierosowej. W 2011 r. wykryto ich w Polsce sześć. Dla porównania — na Słowacji wyśledzono dwie.

Eksperci oceniają, że obecnie działają u nas trzy nielegalne fabryki i, jak podkreślają, to bardzo optymistyczna wersja. Na rynku pojawiła się niedawno nowa tendencja — produkcja krajanki tytoniowej, czyli przetworzonego i pokrojonego tytoniu do produkcji papierosów. Tylko w 2011 r. zlikwidowano w Polsce pięć takich fabryk, podczas gdy kilka lat wcześniej ujawniano pojedyncze przypadki.

Od dwóch lat obrót liśćmi tytoniowymi nie jest kontrolowany. Wcześniej, kiedy plantacje tytoniu dostawały dotacje unijne na uprawę, legalny obrót był reglamentowany. Skąd ta popularność krajanki?

Powód jest prosty — 20-letnią, ale sprawną linię produkcyjną do przetworzenia krajanki można kupić już za 15-20 tys. zł. Krajankę pakuje się w torby foliowe pod markami znanych tytoniów i dystrybuuje w ten sam sposób jak papierosy. Cała inwestycja jest tańsza niż fabryka papierosów, a opłacalność podobna.

Niska szkodliwość społeczna

Policjanci uważają, że sądy, przed którymi stają producenci nielegalnych papierosów, wydają zbyt łagodne wyroki. — Na Zachodzie ludzie, którzy popełniają przestępstwa gospodarcze, idą siedzieć na długie lata, blokowane są ich konta, zabierany cały majątek. W jednej chwili bogaty człowiek może się stać biedakiem. W Polsce najwyższy wyrok, jaki pamiętam, to pięć lat więzienia. Jeśli ktoś zarobi miliony i nawet wpadnie, to gra jest warta świeczki — posiedzi, ale wciąż jest bogaty.

Powoli to się zmienia, ale to dopiero początki — mówi Marcin, oficer CBŚ.

Funkcjonariusze opowiadają, że polskie sądy lub prokuratorzy często uznają, że tego typu przestępstwa mają niewielką społeczną szkodliwość. — Duża akcja CBŚ w miejscowości niedaleko Góry Kalwarii. W nielegalnej fabryce złapano kilka osób w trakcie produkcji. Pani prokurator uznała, że nie ma podstaw do aresztowania ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu — wspomina Tomek.

— W ujawnionej fabryce złapano Bułgarów, którzy zarabiali 12 tys. zł miesięcznie. Tłumaczyli, że podpisali umowę i myśleli, że pracują legalnie dla jednego z koncernów tytoniowych. Nie zostali oskarżeni i powołano ich tylko w charakterze świadków — dodaje Marcin.

Według niego, problem polega na tym, że nielegalna produkcja papierosów jest społecznie akceptowana. — W końcu przestępcy „tylko” okradają państwo i dzięki temu biedniejszych ludzi stać na papierosy — komentuje.

Jeśli dojdzie do sprawy, najczęściej stawiane zarzuty dotyczą udziału lub kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Górne granice wyroków to do 5 i do 10 lat pozbawienia wolności. W praktyce sądy orzekają najczęściej grzywnę i 1-3 lata pozbawienia wolności — zwykle w zawieszeniu (mimo że w uzasadnieniach aktów oskarżenia eksperci szacują nawet kilkudziesięciomilionowe zyski z nielegalnej produkcji).

— Dla kogoś, kto zarabia miliony na nielegalnej produkcji, kilka czy nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych grzywny to niewiele. Stać go na dobrych prawników. W ostatnich latach percepcja tego przestępstwa na szczęście się zmieniła — sądy nie są już tak pobłażliwe jak jeszcze kilka lat temu. Przestępców mogłyby odstraszyć nie tyle wysokie wyroki, ale przede wszystkim wysokie kary pieniężne — uważa Tomek.

Twierdzi, że najwyższym wyrokiem dla szefa grupy przestępczej nielegalnie produkującej papierosy, który zapadł w Polsce, było 3,5 roku więzienia i 100 tys. zł grzywny. Dla porównania w Austrii za takie samo przestępstwo kary pieniężne wynoszą od kilkudziesięciu tysięcy do kilku milionów euro. To kolejny powód uruchamiania produkcji w Polsce.

Zagłębie papierosowe

Dlaczego Polska stała się dobrym miejscem do produkcji nielegalnych papierosów? Eksperci dopatrują się kilku przyczyn. Przed 1990 r. w Polsce działało kilkanaście wielkich zakładówtytoniowych. Część sprywatyzowano, inne nie wytrzymały konkurencji i upadły.

— Stworzyło to zaplecze dla nielegalnych fabryk. Przede wszystkim pojawiły się tysiące wykwalifikowanych pracowników do obsługi maszyn i produkcji papierosów — opowiada Marcin. W Polsce jest również łatwy dostęp do półproduktów. Można znaleźć wszystko, co jest potrzebne do produkcji: od liści tytoniu przez okleinę, folię po bibułę czy owijkę.

— Chociaż w praktyce półprodukty nie zawsze pochodzą z Polski. Zdarza się, że liście tytoniowe lub krajanka sprowadzane są z Dalekiego Wschodu, np. jako wyściółka dla gołębi, niby tranzytem przez UE — informuje Tomek.

Powstaniu nielegalnych fabryk sprzyjało również wejście Polski do strefy Schengen. Otwarte granice ułatwiają transport kontrabandy na Zachód.

— Skupiamy się na kontroli tras przy zachodniej granicy. Zwykle przed wyruszeniem tira z transportem przestępcy sprawdzają drogę. Z reguły przed tirem jedzie pilot. Liczymy się z tym, że gdy dojdzie do ujawnienia przemytu, jego organizatorzy będą poszukiwali innych szlaków — wyjaśnia oficer operacyjny SG.

Według statystyk podanych przez „Financial Times”, papierosy z nielegalnej produkcji i przemytu stanowiły w 2010 r. prawie 10 proc. całego rynku tytoniowego Unii Europejskiej. Większość papierosów z przemytu przechodzących przez Polskę lub produkowanych nielegalnie w naszym kraju trafia do Francji, Niemiec, Irlandii i Wielkiej Brytanii. W łańcuchu dystrybucji na Zachód każdy odcina dla siebie po kilka procent z paczki, ale i tak przebicie w innych krajach może być znacznie wyższe niż w Polsce.

W lipcu 2010 r. za najtańszą paczkę trzeba było zapłacić 7,75 euro w Irlandii, 5,57 euro w Wielkiej Brytanii, 5,10 euro we Francji i 3,88 w Niemczech. W Polsce kosztowała wtedy 1,95 euro. Nic dziwnego, że dystrybucja w kraju to tylko wierzchołek góry lodowej. O ile u nas można zarobić dużo, to za granicą znacznie więcej. &

Imiona bohaterów zmienione na ich prośbę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RAFAŁ FABISIAK

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Pieniądze idą z dymkiem w parze