ZUS do końca czerwca ma zdecydować, kto będzie zarządzać rezerwami na poczet przyszłych emerytur. Fundusze na razie spasowały.
Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma 30 dni na rozstrzygnięcie kwestii zarządzania pieniędzmi z Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD). Celem FRD jest gromadzenie środków, które pierwszy raz wykorzystane zostaną w 2009 r. Na konto funduszu ZUS odprowadza 0,1 proc. wartości płac, od których odprowadzane są składki na ubezpieczenie emerytalne. A jest czym zarządzać. Obecnie na koncie FRD zgromadzonych jest blisko 640 mln zł. Do końca 2008 r. kwota ta ma przekroczyć 4 mld zł. Na razie lokowaniem środków zajmuje się ZUS, ale jak twierdzą włodarze zakładu, nie po to został stworzony. Próbę oddania zarządzania podjęto pod koniec ubiegłego roku. Z trzynastu towarzystw funduszy inwestycyjnych, do których ZUS wysłał negocjacyjne zaproszenia, wybranych miało być siedem.
— Ostatecznie przetarg został odwołany. Po wstępnych negocjacjach ustaliliśmy, że towarzystwa, które w ciągu dwóch lat nie wypracują wymaganej stopy zwrotu, będą musiały dokonać dopłaty. Minimalny poziom stopy zwrotu został ustalony na poziomie 50 proc. średniej wyników wypracowanych przez wszystkie fundusze. To kryterium okazało się jednak zbyt rygorystyczne — mówi Marcin Sławiński, dyrektor departamentu finansów ZUS.
Teraz zakład poszukuje nowego rozwiązania. Ma dwie ścieżki. Jednym z rozwiązań jest rozpisanie nowego przetargu bez kryterium dopłaty. Ale jak twierdzi Marcin Sławiński, takie rozwiązanie może spowodować, że ZUS niewystarczająco zabezpiecza fundusze FRD. Drugie rozwiązanie zakłada, że zakład sam będzie zarządzał rezerwą.
— Stworzylibyśmy coś na kształt funduszu indeksowego, którego 30 proc. aktywów lokowanych byłoby w walory WIG20, a pozostałe w papiery dłużne — wyjaśnia Marcin Sławiński.
Drugie rozwiązanie jest o tyle lepsze, że przyniosłoby około 100 mln zł oszczędności z tytułu niepłacenia opłat i prowizji za zarządzanie.