Pierwszy milion mam w kasie

Trudno naciągnąć go na zwierzenia, drzemie w nim temperament wyważonego informatyka. Woli w cieniu robić swoje. Kiedy jednak pojawia się okazja, Piotr Nowak gra z refleksem rasowego przedsiębiorcy.

Listopadowe popołudnie 1999 r. Użytkownik Ricardo na forum Google Groups ma problem. Pisze: „Powiedzcie mi jak usunąć określoną stronę z indeksu Altavisty [była kiedyś taka wyszukiwarka — red.], czytałem ich stronę ale nie bardzo zrozumiałem, bo od 3 miesięcy próbuję usunąć część moich stron i ciągle tam są” [pisownia oryginalna — red.]. Odpowiedź nadchodzi szybko. Użytkownik NetArt Internet Provider fachowo radzi, co i jak zrobić, a na końcu pod podpisem Piotr Nowak wpisuje dane kontaktowe ówczesnego szefa serwisów z rodziny NetArtu (dziś już przechrzczonego na Nazwa.pl).

Zobacz więcej

Wydaje się, że czas szybkich fortun w internecie właśnie mija - mówi Piotr Nowak - twórca i szef Nazwa.pl Marek Wiśniewski

Przez lata znalezienie tego postu na forum było najlepszym sposobem na dotarcie do Piotra Nowaka. Część osób z okolic branży internetowej przez długi czas myślała nawet, że tak naprawdę Piotr Nowak to postać fikcyjna, no name, wymyślony niczym Jan Nowak ze wzoru kartki na skrzynkach pocztowych. Krakowianin nie szukał bowiem rozgłosu, sławy, poklasku. Zresztą do dziś nie szuka. OK, spotka się z dziennikarzem, ale zawczasu przesyła zdecydowaną prośbę o nieporuszanie wątku jego debiutu na listach najbogatszych Polaków, milionów na koncie czy marzeń o miliardzie. Gdzieś tam w głębi krzyżuje się w nim duch biznesmena z temperamentem nieco wycofanego informatyka. W biznesie od lat otacza się zastępami inżynierów, techników, programistów.

To jest jego naturalne środowisko. Humaniści? Dzieli ich na dwie grupy: na tych, którzy zdali jego krótki test, i tych, którzy go oblali. — To dwa proste pytania. Pierwsze: ile to jest dwa dodać trzy razy pięć? Drugie: ile to jest 1/2 razy 5/12*? Pierwsze zadanie oblewa 90 proc. humanistów. Drugie niemal wszyscy — zdradza Piotr Nowak.

Morze nieprzeciętności

Zapewne teraz część szanownych czytelników naprędce się głowi, czy dobrze kombinuje w obliczeniach. Piotr Nowak jest już kilka kroków dalej. Jako zapalony szachista potrafi prowadzić rozgrywkę bez patrzenia na planszę. Fotograficzna pamięć? — Nie zapamiętuję ustawień. Zapamiętuję procesy, zależności między pionami i figurami — tłumaczy właściciel Nazwa.pl, zarabiającej krocie m.in. na utrzymywaniu stron internetowych dla setek tysięcy klientów z Polski.

Siedzimy w obszernym gabinecie Nowaka w kamienicy w centrum Krakowa, gdzie wprowadził się stosunkowo niedawno. Przedtem pracował bliżej kilkusetosobowego zespołu Nazwy.

Teraz oddał stery, obrał rolę nadzorcy, inwestora i stratega. Za plecami prezesa lśnią wycięte z czarnego tworzywa litery, układające się w logotyp „Nowak Holding”. To nowe biznesowe dziecko twórcy Nazwa.pl. Bo choć fortunę zbił w branży komputerowej, swoją przyszłość widzi także w innych sektorach gospodarki. Na fali rozwoju nowych technologii 39-letni Nowak wskoczył do czołówki polskiego biznesu. Jednak nos inwestora podpowiada mu, że każda fala kiedyś przechodzi w fazę opadania.

— Wydaje się, że czas szybkich fortun w internecie właśnie mija — mówi krakowianin. Co zatem pozostaje? Zamknąć oczy i rozpocząć nową rozgrywkę na wyższe niż kiedykolwiek stawki, w której tylko jedną z atrakcji będzie pojedynek z Home.pl, kontrolowanym przez francuskiego inwestora. To m.in. na przejęcia w sektorze hostingu i nowych technologii krakowianin przeznaczy 50 mln zł. Tak, by Nazwa.pl nie rozpłynęła się w morzu przeciętności.

Prawda jest nudna

Pozycja Nazwa.pl na rynku już się umocniła. Od ponad roku spółka jest najsilniejszą marką pod względem liczby abonentów domeny z końcówką .pl. Według raportu NASK, obejmującego czwarty kwartał 2014 r., co trzecia domena zarejestrowana w tej instytucji jest tworzona za pośrednictwem krakowskiej spółki.

— Mamy największą bazę klientów i nadal w nią inwestujemy. Rynek hostingowy w Polsce powinien być w pełni uporządkowany za 2-3 lata — szacuje inwestor. Jeśli zrealizuje plany, to w nową dekadę wejdzie z całą paletą mocnych biznesów pozainternetowych — od designu po nieruchomości.

Motto na murach

Przez lata udowadnia, że w gałęzi gospodarki, w której nie liczą się legendarne już korzystne prywatyzacje, układy, szybkie strzały, najważniejsze są trzy rzeczy: zasady, konsekwencja i ciężka praca. Nudne? Ale prawdziwie. — Zasadowy facet — tak o Piotrze Nowaku mówią jego współpracownicy. Słowo „zasady” jest stale obecne w jego słowniku. Wymawia je z emfazą, łączy z kolejnymi pojęciami ze zbioru słów istotnych: sumiennością i samodyscypliną. Część wyniósł z rodzinnego domu. Część po prostu miał w sobie — ot, taki charakter.

Dlaczego nie poszedł do ogólniaka w rodzinnej Wieliczce tylko do szkoły w Krakowie? Właśnie przez zasady. Wybrał renomowane Technikum Łączności, nad którego wejściem od lat widnieje motto: „Łączność to przyszłość”, gdzie uczniowskie zaangażowanie jest doceniane. Stąd rekrutuje się wielu menedżerów branży telekomunikacyjnej i informatycznej. Nowak pilnością wyróżniał się już od pierwszej lekcji.

— Lubię efektywnie spędzać czas. Dlatego wychodząc ze szkoły, już miałem rozwiązane prace domowe. Pomagały mi też długie dojazdy z i do Wieliczki. Dzięki temu przeczytałem mnóstwo cennej literatury. Oczywiście raczej literatury fachowej, bo szybko zorientowałem się, że akurat w interpretacji wierszy asem nie jestem — śmieje się Piotr Nowak. Zasady ustalone przez dyrekcję były egzekwowane i przestrzegane. Ulubiona nauczycielka Nowaka powtarzała ściągającym swoją mantrę: nieuczciwością do Europy nie wejdziemy. Przyszły biznesmen potakiwał i wkrótce uświadomił sobie jeszcze jedno: że z dopiero raczkującym internetem nie wejdziemy nigdzie.

Sojusze z komórki

Teraz nie nastąpi wyliczanka komputerów, jakie mały Piotrek przerobił w swym nastoletnim życiu, by na zawsze się zarazić nowymi technologiami i zachłysnąć możliwościami maszyn. Nie będzie też litanii drobnych biznesików małoletniego adepta internetu. Taki etap przechodzili choćby Paweł Marchewka, twórca Techlandu (popularne na świecie gry komputerowe), czy Tomasz Czechowicz (dziś główny udziałowiec giełdowego MCI). Piotr Nowak mówi bez ogródek: — Pochodzę z biednej rodziny. Nie miałem komputera. Na to musiałem sobie zarobić, dlatego pierwszy komputer kupiłem dopiero jako student.

Pierwsze inteligentne maszyny poznał w wielickim klubie szachowym. W ich towarzystwie ćwiczył do znużenia otwarcia partii. Gry komputerowe? Lubił, ale nie miał okazji za nimi szaleć — trochę pograł u kolegi, w świetlicy, w bibliotece. — Komputer nie był dla mnie synonimem maszyny do rozrywki. Nie byłem też typem dzieciaka ślęczącego przy automatach z flipperami — zdradza biznesmen. Trudno uwierzyć. Dziś też nocy nie zarwie na dobrą grę strategiczną? — Nie mówię, że nie lubię gier komputerowych — oponuje Piotr Nowak i sięga po Iphone’a, by sprawdzić, w jaką to strategię gra. To nie żadna odmóżdżająca strzelanka czy graficzne cacko. Ot, Galaxy Life, rozgrywka, w której można budować własną ekonomię, armię, zawierać sojusze. Trochę jak współczesna wariacja na temat szachów.

7 cyfr

0202122 — ten ciąg cyfr zdecydował, że jednak nie szachownica, lecz komputery i tylko komputery. Początkowo nastoletniego Piotra Nowaka zafascynowało jeszcze uczenie maszyny — jej programowanie. To jednak był jedynie romans. — Programistą nie zostałem m.in. dlatego, że nasze technikum podpięto do internetu przez akademicką sieć komputerową we współpracy z Akademią Górniczo-Hutniczą. Byliśmy bodajże pierwszą szkołą średnią w Polsce z dostępem do sieci. To był sam początek transformacji, jeszcze nie znaliśmy przeglądarek graficznych — opowiada właściciel Nowak Holding.

Siedem cyfr z początku akapitu to oczywiście numer, pod jaki „wdzwaniało” się do sieci w początkach internetu w Polsce. Dźwięk łączącego się modemu, hałaśliwe piski, urywane trzaski to był miód na uszy entuzjasty zdobyczy techniki.

— Na całą szkołę był jeden modem, połączenie było bardzo wolne i kiepskiej jakości. Gdy wkroczył Netscape, pierwsza z prawdziwego zdarzenia przeglądarka graficzna, załadowanie jednej strony przytykało sieć na wszystkich komputerach — wspomina krakowianin.

Miał e-maila i swoją społeczność w komunikatorze IRC. Miał też obserwacje trochę bliźniacze z wyrytymi na murach szkoły: łączność przyszłości staje się teraźniejszością. Ale nie, to jeszcze nie był ten moment. Zanim w 1997 r. założył NetArt, musiał jeszcze odrobić kilka lekcji i inni — pod jego czujnym okiem — musieli się czegoś nauczyć. Piotr Nowak został belfrem.

Pan od WF-u

— Potrzebowałem pracy, praca potrzebowała mnie — tak w skrócie eksnauczyciel mówi o swojej oświatowej karierze. Zadanie postawił sobie ambitne: być niczym z amerykańskich filmów nauczycielem nowej fali, nowego pokolenia. Prowadził zajęcia z elektroniki, informatyki, dzieląc się wiedzą, jaką chłonął z zagranicznych publikacji. Zaskakiwał tym, że na klasówkach pozwalał korzystać z wszelkich notatek i pomocy naukowych. Warunek: samodzielna praca. Wymagał, wpajał zasady, egzekwował. Wytrzymał dwa lata, pokonany przez frustrację finansową i pedagogiczną.

— Łączyłem różne funkcje, żeby starczyło mi na coś więcej niż na chleb. Jako młody gość nie miałem łatwego zadania w klasie. Zachowywałem się poważnie, nad swój wiek, żeby wzbudzić autorytet uczniów. Z perspektywy czasu lepiej oceniam ten epizod. Robiłem, co należy, miałem wielką frajdę z uczenia tych, którzy chcieli się rozwijać. Wiadomo, większość uczniów wolałaby, żebym udawał, że coś robię i dał im święty spokój — ocenia Piotr Nowak.

Między słowami można jednak wyczytać, że od motywów finansowych silniejsze było zniechęcenie tym, że po wiedzę, którą on chłonął z wypiekami na twarzy, dzieciaki przychodzą zazwyczaj jak na nielubiany wf. Mając 800 zł miesięcznie na etacie, zrozumiał też, że rychło może mieć 800 zł dziennie. 14 kwietnia 1997 r. zarejestrował działalność gospodarczą.

Darmowy za kasę

— Po 18 latach wchodzę w biznesową dorosłość — mówi z dumą. Siła Nazwa.pl w początkach lat 90. miała inne źródło niż dziś. Hosting to gra, w której zarabia się na masach. A dawniej użytkowników internetu wciąż było mało. Owszem, Nowak z łatwością potrafił zarazić firmy wizją rozwoju sieci, zalet prezentacji własnej strony w wyszukiwarkach i przeglądarkach. Najpierw jednak inwestował miliony w masę. Dopiero po kilku latach, gdy udowodnił swoją jakość, stabilność, rzetelność, mógł zacząć zarabiać na rosnącej rzeszy klientów. O pierwszym milionie zwykł mówić: wciąż mam go w kasie.

W domyśle: wciąż go pomnażam przez inwestycje. Nie byłoby pierwszego miliona, gdyby nie Linux — rodzina bezpłatnych systemów operacyjnych. Okazało się, że jak ma się głowę na karku, to można zarabiać poważne kwoty i na darmowym oprogramowaniu. — Dystrybucja Linuksa na Polskę zbudowana była na założeniu, że sam program jest bezpłatny, ale już jego dystrybucja nie musi być za darmo. To były czasy, gdy ściągnięcie coraz to nowej wersji systemu operacyjnego z sieci było praktycznie niemożliwe.

Łącza były wolne, połączenia się zrywały. Wychodził miesięcznik, do którego dołączano linuksowe płyty, jednak ze względu na cykl wydawniczy były o kilka miesięcy przestarzałe. A właśnie nad Wisłą kto mógł, przenosił swoje serwery na Linuksa, rezygnując z bajońsko drogich wdrożeń od Sun czy Hewlett-Packarda. Zauważyłem rynkową lukę. Pozostawało znaleźć sposób na szybką dystrybucję aktualnych wersji systemu — opowiada Piotr Nowak.

Wytłoczone płyty przyjeżdżały do Polski z USA. W zbiorczych tubach, bo konfekcjonowanie było w Polsce dużo tańsze. Rozchodziły się w setkach sztuk miesięcznie, z niewiarygodnym przebiciem. Kolejnej okazji rynkowej również nie przegapił. Podobnie jak m.in. twórcy Onetu czy O2, postanowił powalczyć z monopolem Telekomunikacji Polskiej. Przesyłanie danych przez TP SA kosztowało horrendalne kwoty. Można jednak było ominąć monopolistę i obniżyć koszty działania firmowych serwerów o setki procent. Jak?

— Wystarczyło przenieść infrastrukturę informatyczną do Stanów — wyjaśnia szef Nowak Holding. Godzinami mógłby opowiadać, jak informacje śmigały po zagranicznych światłowodach i utykały na miedzianych kablach na tzw. ostatniej mili. Wystarczyła zmiana temperatury i serwery padały. Kontakt do zaufanego technika z TP był w pewnym momencie kluczowym aktywem firmy.

Skoczek zaczyna

Teraz lista kluczowych aktywów w Nowak Holding przesuwa się w stronę biznesów nie zawsze związanych z nowymi technologiami.

Pomysł na polskiego antywirusa — Filemedic — nie wypalił mimo milionowych inwestycji. Ostatecznie, zamiast wypracowywać zupełnie nową technologię, finalny produkt powstał we współpracy z liderem branży Bitfenderem. Świetnie radzi sobie za to hotel w Szczyrku (z klubem szachowym dla młodzieży — a jakże), coraz lepiej też rozwija się obrót nieruchomościami i spółki designerskie z portfela Nowaka.

Te ostatnie to Landor i Raptor, których lampy, fotele i stoły można spotkać w domach zamożniejszych Europejczyków. Nadzieją na duże zyski jest stół Raptor wykonany m.in. z chromowanego aluminium. Cena? 5 tys. EUR. Czy to też będą giganci w swoich niszach?

Piotr Nowak zaznacza, że nie ma przepisu na sukces rozpisanego w tabelkach. — Ulegam emocjom przy inwestowaniu, nie zawsze to jest coś rozrysowanego w Excelu. Decyzje biznesowe opierają się nie na generalnym pomyśle, lecz na wielu codziennych małych decyzjach. Przecież taki pomysł jak ja miało 18 lat temu mnóstwo ludzi. Ale niewielu udało się go rozwinąć — argumentuje przedsiębiorca. Jakie będą jego kolejne kroki? Takie jak w szachach. Piotr Nowak zwykle zaczyna partię białymi, przesuwając skoczka na pole f3. A dalej? Nie opiera gry na schematach, otwarciach zagranych przez wielkich mistrzów. Dalej gra tak, jak przeciwnik pozwala. &

* Dla humanistów: właściwe odpowiedzi z „Szarady Nowaka” to 17 i 5/24.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy