Pióra, brokat i ważne przesłanie

Agnieszka Rodowicz
opublikowano: 25-01-2018, 22:00

Trzy młode kobiety otworzyły na warszawskiej Pradze pierwszy w Polsce lokal burleskowy. W ciągu kilku miesięcy pokazały już gwiazdy światowego formatu.

Mała scena w czarno-białą szachownicę, fioletowa kurtyna, punktowe światło. Pojawia się w nim młoda kobieta w kremowym, atłasowym szlafroku. Na głowie stroik ze strusich piór. Z rękawów wyciąga dwa pierzaste wachlarze. Przechadza się po scenie, zdejmując powoli części ubrania. To Betty Q, pierwsza i najbardziej znana polska performerka burleski. Ta dziedzina sztuki w dzisiejszej wersji narodziła się w USA w latach 30. XX w. Była formą krótkiego wysmakowanego spektaklu, w którym kobiety rozbierały się na scenie, w finale zasłaniając piersi i łono. Złota era burleski przypadła na lata 30-50.

We współczesnej burlesce jest więcej performensu, teatralności i narracji niż striptizu.
Wyświetl galerię [1/4]

Ewolucja.

We współczesnej burlesce jest więcej performensu, teatralności i narracji niż striptizu. Marek Wiśniewski

Tancerki robiły wtedy kariery jak gwiazdy filmowe, a teatry burleskowe były oblegane. Pod koniec lat 50. XX w. wraz z pojawieniem się telewizorów, a potem coraz powszechniejszej nagości w kinie, teatrze i telewizji, burleska zaczęła znikać. Odrodziła się w latach 90. w rewiach i klubach Nowego Jorku. Niewyrobionemu widzowi burleska kojarzy się dzisiaj przede wszystkim z Ditą von Teese, która zrobiła międzynarodową karierę, w wyszukany sposób rozbierając się na scenie. Ale von Teese prezentuje tylko wycinek tego, czym jest burleska.

— Jest w niej więcej performensu, teatralności i narracji niż striptizu — mówi Betty Q (Anna Ciszewska). Dla niej burleska to przede wszystkim sposób wyrażania siebie. W numerze „Cykle” pokazuje na przykład cykl życia kobiety od dojrzewania, menstruacji, przez macierzyństwo po przekwitanie. W „Missed Me” mówi o przemocy seksualnej wobec dorastającej dziewczyny, a w „Leopard girl” o wyzwalaniu kobiecej seksualności. — Robię też numer inspirowany polskim folklorem, literaturą, ale z burleskowym twistem. Używam w nim malin, które w finale rozgniatam sobie na piersiach, po czym polewam się mlekiem w ekstazie — opowiada performerka.

Jak to rozumieć? — Nie tłumaczę moich numerów. To poszerza pole interpretacji — mówi Betty Q.

Z salonu fryzjerskiego na salony

Dla niej wszystko zaczęło się w salonie fryzjerskim mamy, w którym spędziła dzieciństwo. — Dbanie o ciało, strojenie się, podkreślanie kobiecości były dla mnie naturalne. Także dzięki babci, bardzo eleganckiej kobiecie — wspomina Betty Q, która od szkoły podstawowej występowała też w amatorskich teatrach. Lubiła tańczyć. Najpierw zafascynował ją taniec brzucha, potem tribal, który łączy taniec brzucha z flamenco, funky i breakdance’em.

— Kiedy zostałam zaproszona do zespołu tańca brzucha, okazało się, że jestem beznadziejna w zapamiętywaniu choreografii. Byłam za to świetna w solówkach. Prowadząca stawiała mnie w pierwszym rzędzie, wiedząc, że w razie wpadki będę improwizować — śmieje się Betty Q. Po maturze próbowała dostać się na reżyserię w Akademii Teatralnej w Warszawie. Ale na drugą część egzaminu nie mogła pójść z powodu powikłań po operacji kolana. Wybrała więc pedagogikę na Uniwersytecie Warszawskim. Nadal tańczyła w zespole, odbyła kurs instruktorski, zaczęła uczyć tańca brzucha w szkołach tańca i klubach fitness. A potem odkryła burleskę.

— Zawsze lubiłam modę retro, stare filmy i muzykę, a to wszystko spotyka się w burlesce — mówi. W 2010 r. Betty zaczęła występować na scenie. Pierwszy raz miał miejsce w nieistniejącej już Kawiarni Ogrody na warszawskim Mariensztacie. Opowiadał o subwersywnym pieczeniu ciasta (subwersja to zachowanie lub postawa, która przeczy normatywnym zapatrywaniom na płeć, role płciowe i seksualność). Potem były kolejne numery, kluby, teatry, kabarety, eventy firmowe. Występowała na festiwalach na całym świecie i na prestiżowych imprezach: Ernst & Young Entrepreneur of the Year Award, Opener Festival, OFF Festival. A także w coraz bardziej popularnych za Zachodzie lokalach burleskowych.

Akademia ciałopozytywności

Siedem lat temu Betty Q zaczęła uczyć burleski, która — według niej — jest nie tylko dobrą rozrywką, ale także uczy świadomości ciała, zauważania jego piękna, samoakceptacji, oswaja z nagością, seksualnością w bezpieczny i radosny sposób. — Ciałopozytywność, cieszenie się swoim ciałem to podstawowe założenia mojej akademii — deklaruje Betty Q. Performerka, która kształtami bynajmniej nie przypomina modelki, powtarza często, że każde ciało jest warte sceny. Najpierw Akademia Burleski Betty Q znalazła miejsce w wysokim lokalu po pracowni malarskiej. Po położeniu podłogi baletowej i pięciu metrów luster ruszyły kursy.

Z czasem wypracowała własną formułę nauki. Prowadzi kilkanaście różnych kursów burleskowych, każdy składa się z czterech 1,5 godzinnych zajęć. Na pierwszej „lekcji” jest więcej teorii, na kolejnych już głównie praktyka. Zajęcia są tak pomyślane, by można było wziąć w nich udział niezależnie od umiejętności. Kursy są rozmaite: „Burleskowe rękawiczki i pończochy” to zajęcia na początek. Kursantki uczą się, jak efektownie zdejmować długie rękawiczki i pończochy. Zajęcia są spokojne, odsłania się mało ciała. „Bumps & Grinds” to już wyższa szkoła jazdy. Styl powstał w latach 50. XX w., gdy telewizory odciągały ludzi od burleski.

— Tancerki, chcąc przyciągnąć z powrotem widownię, zaczęły poruszać się na scenie w jeszcze bardziej zmysłowy sposób — wyjaśnia Betty Q. Kręciły biodrami (grinds), wykonywały mocne pchnięcia miednicą w przód, w tył i na boki (bumps), sugerujące akt seksualny. „Kurs Tassels (and Assels) Twirling” pozwala z kolei opanować umiejętność kręcenia zawieszonymi na sutkach (i pośladkach) nakładkami zwanymi pasties i tassels (ciasteczka). Niektóre kursy kończą się przygotowanym przez uczestniczki pokazem. Publiczność, pozostałe kursantki, jest wyjątkowo wyrozumiała. Dodaje odwagi, oklaskując debiutantkę niezależnie od tego, jaki poziom reprezentuje. — Takie wsparcie jeszcze bardziej wzmacnia poczucie pewności siebie, które kobiety zyskują dzięki burlesce — wyjaśnia Betty Q. A to — jak twierdzi — przekłada się na ich życie. Uczestniczki kursów zdobywają się na to, by coś w nim zmienić. Ale wiele przychodzi na zajęcia tylko po to, by się poruszać.

Jak za czasów prohibicji

Tak też było z Mademoiselle Meduse (Danuta Gąssowska), która interesowała się scenicznym make’upem, chodziła do teatru, opery, brała udział w amatorskich przedstawieniach. Zawsze też chciała uczyć się jakiegoś tańca. Najpierw spróbowała dancehallu, ale z powodu kontuzji przestała. O burlesce dowiedziała się z internetu. Spodobało się jej. Oglądała coraz więcej numerów burleskowych w internecie, aż w końcu poszła na zajęcia do Betty Q. Studiowała wtedy inżynierię materiałową. Ale że był to bardziej pomysł rodziców niż jej, przestała.

Zaczęła pracować jako barmanka. Coraz częściej przychodziła też na pokazy burleski, pomagała przy nich, po pół roku pokazała swój pierwszy numer. Niewiele ponad rok temu Betty Q zapytała Mademoiselle Meduse, czy pomoże jej zorganizować burleskową imprezę „Speak Easy Cabaret”. Barmanka z ochotą przystała. — „Speak Easy” to rodzaj ukrytej imprezy kultywującej tradycje prohibicyjnych barów ze Stanów Zjednoczonych lat 20-30. XX w. Jest mało osób, przyćmione światło, stroje z epoki, goście są blisko artystów. Na taką imprezę można się dostać, tylko znając hasło, urządzana jest w jakimś ukrytym miejscu, co podkreśla ekskluzywny charakter zabawy — wyjaśnia Betty Q.

Drugą imprezę „Spek Easy Cabaret” performerki urządziły w salonie fryzjerskim. — Wtedy wpadłyśmy na pomysł, by zrobić wspólnie Madame Q, czyli klub i akademię burleski w jednym — mówi Betty Q. Pieniądze zebrane tego wieczoru przeznaczyły na ten cel. Kolejne zgromadziły podczas benefitowej burleskowej sceny otwartej, którą Betty Q organizuje od kilku lat.

— Udało się nam namówić artystów, którzy w tamtej edycji występowali, by zarobione pieniądze przeznaczyli na otwarcie Madame Q. Nie tylko się zgodzili, ale też przekazali rozmaite przedmioty na licytację, z której dochód także wsparł tworzenie lokalu. Wystarczyły na zarejestrowanie fundacji, notariusza, konsultacje prawne i księgowe, wpis do KRS-u, kaucję za lokal — opowiada Betty Q.

Wespół w zespół

Spadł im wtedy z nieba darczyńca, który od lat chodził na spektakle burleski. Postanowił pomóc finansowo w tworzeniu lokalu w zamian za stałe miejsce dla siebie i swoich znajomych.

— Dzięki temu mogłyśmy ruszyć z kopyta, mimo że same nie miałyśmy w zasadzie żadnych pieniędzy — mówi Betty Q. W fabryce z lat 30. na warszawskiej Pradze wynajęły salę o powierzchni 130 mkw. Przyjaciółka Betty Q, Vila Vanilla, także performerka burleski, zajmująca się hobbistycznie architekturą wnętrz, zaprojektowała eklektyczną przestrzeń z zielono-złotymi ścianami i pomalowanymi na złoto rurami centralnego ogrzewania. U sufitu zawisły żyrandole, które Betty przyniosła z domu. Lustra zrobił ojciec jednej z perfomerek. Kilkanaście stolików, kilkadziesiąt foteli vintage, obitą czerwonym pluszem kanapę z lat 30. dostały od różnych osób, którym zależało na powstaniu lokalu.

Scenę i bar zbudował tata Betty Q z palet, zużytej folii malarskiej, wyrzucanej podłogi z wystawy sklepowej, obić z zaprzyjaźnionego teatru. Większość szkła w barze pochodzi z dawnego lokalu Ciszewskiego na Służewcu, od 18 lat stało na strychu rodzinnego domu performerki. Ogrodowe metalowe krzesła z lat 70. wspólniczki znalazły na śmietniku. Śledziły też internetowe aukcje, na których ludzie wystawiali rzeczy, których chcieli się pozbyć. Niemal każdy wazonik, plakaty, lampki choinkowe, ramki dostały od kogoś. Największym wydatkiem było dociągnięcie wody, zrobienie pionów, zlewów w barze, zbudowanie łazienki i dostosowanie lokalu do wymagań Sanepidu.

— Zrobił to mój wujek — mówi Betty Q. — Teraz to już nasz wujek — śmieje się Mademoiselle Meduse. We wszystkich przeprowadzkach też pomogli im znajomi. — Bardzo wierzymy w ideę antykonsumpcjonizmu i kapitału społecznego. Nie chciałyśmy kupować tego, co już istnieje i co można wykorzystać — mówi Betty. Lokal, który w sumie kosztował około 60 tys. zł, z czego większość pochłonęła łazienka, wygląda świetnie. — A my mamy wielką satysfakcję, że zrobiłyśmy coś z niczego — mówi Betty Q.

Trzy muszkieterki

Klimatu prohibicyjnych barów można teraz doświadczyć w każdy weekend w Madame Q. Za czarnym barem Mademoiselle Meduse serwuje wegańskie drinki. Na scenie w czarno-białą szachownicę z fioletową kotarą odbywają się pokazy burleski w wykonaniu Betty Q i innych performerek z Polski i z zagranicy. W tygodniu odbywają się tu kursy burleski, hula-hop, wykłady, spotkania, spektakle i koncerty. Niedawno do zespołu dołączyła Pani Misia (Michalina Pietrzyk), która ponad dwa lata temu zobaczyła numer Betty Q i zaraz zapisała się na zajęcia w Akademii Burleski. A dwa miesiące temu usłyszała od Betty i Meduse pytanie, czy zechciałaby zająć się marketingiem i mediami społecznościowymi w Madame Q.

Zaczęła tańczyć z radości i z miejsca przystała na propozycję. Teraz jest współgospodynią lokalu i razem z Betty i Meduse sprawia, że goście i artyści czują się u nich jak w domu. Dba także, by przesłanie Madame Q dotarło do jak największej liczby osób. Jakie to przesłanie? Że każdy jest OK niezależnie od orientacji seksualnej, poglądów politycznych czy rozmiaru ubrania. Że każde ciało jest warte sceny.

Madame Q jest nie tylko barem, klubem i sceną, ale też centrum społeczności burleskowej. Odbywają się tu pokazy, warsztaty, wykłady, promocje książek związanych ze sztuką perfomensu, kabaretem, rewią, burleską. Na razie dochody pokrywają koszty utrzymania lokalu. Betty Q zarabia, układając i wykonując choreografie w filmach i spektaklach teatralnych. Występuje na prywatnych imprezach, wieczorach panieńskich i kawalerskich. Mademoiselle Meduse jest barmanką w dwóch innych lokalach. Pani Misia na co dzień pracuje jako senior project manager w domu mediowym. A praca w Madame Q daje jej siłę, by realizować tzw. targety w korporacji.

— Działamy jako organizacja pozarządowa. Zarobione pieniądze wspierają fundację, której celem jest rozwój burleski w Polsce, propagowanie ciałopozytywności, celebrowanie kabaretu w dobrym, przedwojennym wydaniu, czego mamy w Warszawie wspaniałą tradycję — wyjaśnia Betty Q.

Kiedyś być może będą chciały rozdzielić funkcję statutową fundacji od działalności gospodarczej. Na razie planują dodatkowe pokazy w walentynki, bo od otwarcia mają co weekend komplet gości. A Pani Misia już marzy o dniu, w którym złoży w korporacji wymówienie obsypane brokatem. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Rodowicz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Pióra, brokat i ważne przesłanie