PiS już wie, od czego zacząć

Bartek GodusławskiBartek Godusławski
opublikowano: 2015-10-27 22:00

Najpierw nowy rząd poszuka pieniędzy, później będzie je wydawać. Politykę gospodarczą przejmie superministerstwo, ale księgi zostaną w resorcie finansów

Powyborczych niewiadomych wciąż jest wiele, ale jedno jest już pewne — Prawo i Sprawiedliwość (PiS) może rządzić samodzielnie. Rynki finansowe wzięły to za dobrą monetę. Uznały, że dzięki stabilnej władzy polityka gospodarcza będzie spójna i nie grożą nam polityczne awantury. Politycy zwycięskiej partii, zdobywszy pewność, że zajmą większość sejmowych foteli, szykują się do realizacji obietnic z kampanii. Na początek chcą sobie stworzyć odpowiednie narzędzia.

KSIĘGOWY:
KSIĘGOWY:
To, czy Henryk Kowalczyk, poseł PiS, trafi do rządu Beaty Szydło i na jakie stanowisko, rozstrzygnie się w najbliższych dniach. Na razie pilnuje programu gospodarczego partii — zapewnia, że wszystkie liczby się zgadzają, a projekty ustaw są gotowe do złożenia w nowym parlamencie.
Grzegorz Kawecki

— Chcemy powołać nowe ministerstwo, które będzie odpowiadało za gospodarkę i rozwój. To nie oznacza okrojenia Ministerstwa Finansów (MF), bo wielu funkcji nie da się stamtąd zabrać, ale raczej skupienie się tego resortu na sprawach fiskalno-księgowych — mówi Henryk Kowalczyk, poseł PiS, który w kampanii odpowiadał za program gospodarczy.

Superministerstwo ma koordynować priorytety polityki gospodarczej rządu. Nie jest jeszcze pewne, jaki kształt przyjmie,ale z głosów płynących z partii wynika, że podstawą będzie resort gospodarki, do którego zostanie przeniesiona część kompetencji ministerstw infrastruktury i rozwoju oraz skarbu. Infrastrukturą zajmie się oddzielny resort. Kolejna koncepcja to pozostawienie resortu gospodarki bez zmian i stworzenie zupełnie nowego ministerstwa rozwoju, które wchłonęłoby również sprawy związane z cyfryzacją.

— Powstanie nowych ministerstw powinno zostać ogłoszone w chwili tworzenia rządu. To nie jest trudne do wykonania — podkreśla Henryk Kowalczyk.

Najpierw zarobić…

PiS jest świadome kosztów swojego programu. Zapewnia, że zanim przejdzie od słów do czynów, poszuka dodatkowych dochodów. — Priorytet to zmiany w ustawie o VAT i akcyzie, które pozwolą na uszczelnienie systemu i zwiększenie dochodów budżetowych — mówi poseł PiS.

Planowane jest uruchomienie centralnego rejestru faktur i podatników, likwidacja mechanizmu odwrotnego obciążenia podatkiem oraz płatności innych niż miesięczne. PiS chce również wprowadzić obowiązek faktycznej zapłaty w przypadku określonych towarów, np. paliw, oraz ruszyć z systemem podzielonej płatności na żądanie kontrahenta.

Razem ma to poprawić wydajność systemu ściągalności o 19 mld zł rocznie. Kolejne 8 mld zł PiS znalazło w zmianach w akcyzie. Partia zapewnia, że nie podniesie stawek, ale poprawi efektywność pracy służb celnych i skarbowych. Projekty są już gotowe, a politycy chcieliby, żeby zmiany ruszyły z początkiem przyszłego roku. Równie szybko ma pójść z podatkami bankowym i od supermarketów. Mają być gotowe do końca pierwszego kwartału 2016 r.

— Nie ma jeszcze decyzji, jak opodatkujemy instytucje finansowe, ale prawdopodobnie będzie to podatek od aktywów — informuje Henryk Kowalczyk.

Decyzję ma ogłosić nowy minister finansów. Dzisiaj wiadomo jedynie, że podatek, którego stawka wyniesie 0,39 proc., obejmie wybrane instytucje finansowe, dając fiskusowi 5 mld zł rocznie. Supermarkety wpłacą do kasy państwa 3,5 mld zł.

…później wydawać

Autopoprawka do projektu budżetu albo nowelizacja ustawy są już przesądzone. PiS na razie nie ujawnia, co chce zmienić, ale zapewnia, że deficyt w najmniejszym stop niu.

— Musimy dokładnie przyjrzeć się budżetowi. Na pewno nie chcielibyśmy ruszać deficytu, a jeśli już, to bez znacznego wzrostu — mówi poseł PiS. Partia twierdzi, że nie chce wrócić do unijnej procedury nadmiernego deficytu. To znaczy, że dziura w finansach nie może przekroczyć 3 proc. PKB, a jest już bliska tego po ziomu. PiS jest też świadome, że nie będzie w stanie zrealizować swoich pomysłów, jeśli nie poluzuje reguły wydatkowej. Finansowy gorset umożliwił wzrost wydatków w przyszłym roku zaledwie o 10 mld zł, z czego w budżecie zagospodarowano prawie 9 mld zł. Jeśli PiS nie zrezygnuje z części planów poprzedników albo nie zmodyfikuje reguły, praktycznie nie będzie miał pola manewru.

— Zgadzamy się z filozofią działania reguły wydatkowej, ale bez jej zmiany nie będziemy mogli zwiększyć wydatków nawet przy większych dochodach — mówi Henryk Kowalczyk.

A wydawać jest na co. Priorytety na pierwsze 100 dni nowego rządu to 500 zł na dziecko, co pochłonie ponad 20 mld zł rocznie, i powrót do wcześniejszego wieku emerytalnego. W kolejce czekają kolejne kosztowne obietnice, wśród nich najdroższa — podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł.