PKO BP wesprze projekty w formule PPP

Anna Pronińska
opublikowano: 2012-05-02 00:00

Tylko kilkanaście procent projektów w partnerstwie ma szansę realizacji. Można się łatwo o tym przekonać. Za darmo.

Podpisanie umowy w formule PPP między stroną publiczną i prywatną to oczywiście pretekst do symbolicznego toastu, ale na prawdziwe świętowanie jest wtedy jeszcze za wcześnie. Przed stronami pojawia się kluczowe wyzwanie — finansowanie. Do wsparcia tej formuły realizacji inwestycji gotów jest PKO BP, choć zastrzega, że tylko niektóre projekty się obronią.

— Na rynku pojawiły się inwestycje w partnerstwie publiczno-prywatnym, które mają duże szanse realizacji. To m.in. spalarnie (jak poznańska) czy parkingi (ale tylko te, gdzie jest na nie duży popyt). Do tego można doliczyć mieszkania komunalne, szkoły, szpitale i drogi. Te sektory są bardzo interesujące dla banków, bo niosą ograniczone ryzyko — są ściśle związane z zaspokajaniem podstawowych potrzeb lokalnej społeczności.

Trudno bowiem wyobrazić sobie, że nagle samorząd zamknie jedyny na jej terenie szpital — mówi Piotr Galas, dyrektor departamentu klienta sektora publicznego PKO BP. Jednak, jego zdaniem, ze wszystkich pomysłów PPP jedynie kilkanaście procent ma szansę na realizację.

— Przy czym należy zaznaczyć, że obecne projekty są o wiele lepsze niż te sprzed dwóch lat — mówi dyrektor w PKO BP.

Bank upatrzył sobie projekty w tej formule, a w jedno przedsięwzięcie już się zaangażował. To budowa podziemnego parkingu przy wrocławskiej Hali Ludowej. Kilka dni temu giełdowy Budimex podpisał umowę na jego realizację, wartą 43,3 mln zł netto. PKO BP przygląda się także postępowaniu na budowę drogi w Dąbrowie Górniczej i przygotowywanemu na budowę mostu wschodniego we Wrocławiu.

Bank jako doradca

Piotr Galas przestrzega stronę publiczną przed pochopnym sięganiem po formułę PPP.

— Czasem można odnieść wrażenie, że taka formuła inwestycji ma być lekiem na całe zło. Jeśli podmiot publiczny jedynie nie ma pieniędzy na inwestycję, to powinien skorzystać z alternatywnych form, np. realizacji poprzez spółki komunalne, a niekoniecznie w PPP, co wiąże się z całkowitą zmianą filozofii realizacji i eksploatacji inwestycji — mówi Piotr Galas. Jeśli PPP ma uzasadnienie, wówczas kluczowe staje się znalezienie finansowania.

— Już na początku postępowania bank jest co najmniej równie ważny jak partner prywatny. Jeżeli samorząd ma pomysł na PPP i pokaże go najpierw bankom, są one w stanie ocenić, czy inwestycje mogą znaleźć długoterminowe finansowanie i na jakich zasadach — mówi Piotr Galas.

Już obecnie sporo samorządów korzysta z tej możliwości. — To nic nie kosztuje — podkreśla Piotr Galas.

— W tym przypadku bank wchodzi w buty doradcy, ale rada, by pierwsze kroki kierować do niego, jest słuszna. Wówczas samorząd zyska odpowiedź na pytanie, czy jego pomysł na PPP da się przekuć w rzeczywistość — mówi Bartosz Mysiorski z Fundacji Centrum PPP.

Długa umowa, krótki kontrakt

Piotr Galas przestrzega jednak, że największe trudności powstają przy finansowaniu projektów sportowo-rekreacyjnych, które po prosu często są nierentowne.

— Są trudniejsze niż i tak niełatwe medyczne inwestycje — twierdzi Piotr Galas.

W tym ostatnim przypadku największym problemem jest sposób kontraktowania usług przez NFZ, m.in. długość kontraktów jest niewspółmierna do długości umów w PPP, zawieranych na kilkadziesiąt lat.

— Zagraniczni inwestorzy zainteresowani wejściem w polski sektor medyczny PPP wskazują też na inny problem. W ramach kontraktów NFZ nie są przewidziane środki inwestycyjne, gdyż jest to zwrot kosztów leczenia. Istnieje więc potencjalne ryzyko, że zainwestowane pieniądze nigdy się nie zwrócą — mówi Piotr Galas.

Dodaje, że bank będzie zainteresowany takim projektem medycznym, w którym zobaczy, że bardzo mocno stoją za nim właściciele szpitali i będą zainteresowani wspieraniem projektu, jeśli pojawią się trudności.