PKO BP zbuduje nową strukturę

Beata Tomaszkiewicz, Michał Kobosko
opublikowano: 2003-08-01 00:00

Rozpoczęcie sprzedaży obligacji skarbowych i bliskie już podpisanie umowy na dostawę systemu informatycznego to elementy wielkiego planu zmian w PKO BP. Jego finał będzie stanowić przyszłoroczna oferta publiczna akcji banku.

„Puls Biznesu”: Dziś rusza sprzedaż obligacji skarbowych w sieci PKO BP. Ile na tym zarobicie?

Andrzej Podsiadło: Nie chciałbym ujawniać naszych szacunków. Należy jednak pamiętać, że ta kwota zależy m.in. od wielkości emisji i atrakcyjności papierów oferowanych przez Ministerstwo Finansów.

Ale także od waszej sprawności organizacyjnej. Czy PKO BP, nie mając scentralizowanego systemu IT, poradzi sobie z tym zadaniem?

— Do dyspozycji emitenta postawiliśmy całą sieć oddziałów, Przygotowano system obsługi obligacji skarbowych SOBOS, który umożliwia odmiejscowioną obsługę obligacji. Prowadzimy sprzedaż przez internet oraz call-center. Przygotowujemy się do sprzedaży w bankomatach. Myślimy o wykorzystaniu w tym celu naszego banku internetowego Inteligo. Nasz poprzednik — Pekao SA — także nie miał scentralizowanego systemu IT, gdy rozpoczynał obsługę i sprzedaż obligacji.

A propos, ten lukratywny kontrakt dostaliście tylko dlatego, że Skarb Państwa postanowił ukarać Pekao SA, bo nie był wystarczająco uległy…

— Nie zgadzam się. Nie wiem, kto jeszcze zabiegał o sprzedaż obligacji, ale nam powierzono to zadanie. Sądzę, że naszym atutem była rozległa sieć placówek.

W przyszłym roku zacznie się prywatyzacja. Ile wart jest PKO BP?

— Do tej pory nie dokonano wyceny banku, ale wartość księgowa jest znana i zysk jest znany, więc stosując średnią łatwo ten przedział wyliczyć, porównując nas z innymi spółkami giełdowymi. Oczywiście powinna być brana pod uwagę cena bliska górnej granicy, gdyż jesteśmy liderem rynkowym.

Na jakich inwestorów Pan liczy, myśląc o ofercie publicznej akcji?

— Zależy nam, by jak najwięcej naszych detalicznych klientów zostało naszymi akcjonariuszami. Myślimy o preferencjach dla inwestorów indywidualnych, zwłaszcza tych obsługiwanych przez PKO BP.

Ale po co?

— Bo jesteśmy największym bankiem detalicznym i równocześnie najstarszym. Niektórzy nasi klienci są z nami od pokoleń.

Kiedy, Pana zdaniem, będzie rozpisany kolejny przetarg na doradcę resortu skarbu przy prywatyzacji PKO BP?

— Mam nadzieję, że szybko. Przykład pierwszego, unieważnionego przetargu pokazuje, że teraz warunki uczestnictwa trzeba zliberalizować. Próg był ustawiony zbyt wysoko.

Załóżmy więc, że do końca roku zostanie wybrany doradca. Co dalej?

— Prospekt emisyjny można będzie uzupełnić dopiero po audycie sprawozdania rocznego spółki za ubiegły rok, czyli pewnie pod koniec marca. Później prospekt złożony zostanie do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd i sądzę, że w drugiej połowie roku można oczekiwać giełdowego debiutu PKO BP.

Kolejne wyzwanie to informatyzacja PKO BP. Kiedy podpisana zostanie umowa z wybranym dostawcą systemu?

— Kończymy intensywne rozmowy z konsorcjum, w skład którego wchodzi Softbank. Chcemy jasno sprecyzować nasze oczekiwania i harmonogram dostaw.

Ile PKO BP zapłaci za zintegrowany system informatyczny? Spekulacje mówią o 400-500 mln zł.

— To się okaże po podpisaniu umowy. Musimy najpierw wiedzieć, za co mamy zapłacić.

Mówiło się, że wdrażanie systemu potrwa w PKO BP trzy lata, ale czy nie jest to zbyt optymistyczny scenariusz?

— Myślę, że wdrożenie w tak dużej sieci oddziałów może trwać więcej niż trzy lata.

Czy jesteście zadowoleni z zakupu banku Inteligo?

— Tak, gdyż razem z nim kupiliśmy czas. Inteligo pracuje na nowocześniejszej niż nasza platformie informatycznej, posiada też call-center, którego nie miał PKO BP.

Skoro jesteście zadowoleni, to dlaczego Inteligo rozwija się tak wolno?

— Być może nasze założenia do rozwoju spółki były zbyt optymistyczne. Pamiętajmy jednak, że w odróżnieniu od naszych konkurentów postawiliśmy nie na szybki wzrost udziału rynkowego, ale na dojście do opłacalności tego przedsięwzięcia. Do końca roku rachunki klientów internetowego oddziału PKO BP będą przeniesione na platformę Inteligo. Spółka zaoferuje też nowe produkty, m.in. kredyt odnawialny.

Rok temu akcjonariusze Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego PKO/Handlowy zatrudnili doradcę — Rothschilda, który miał przedstawić bankom możliwości wyjścia z inwestycji w PTE. I co?

— Warunki rynkowe nie pozwoliły dotąd na znalezienie rozwiązania satysfakcjonującego nas i Bank Handlowy.

Podobno był Pan bliski porozumienia w sprawie PTE z prezesem Stypułkowskim…

— …ale zmienił się zarząd Banku Handlowego i nowy prezes musi się zapoznać ze sprawą.

Który z partnerów wyjdzie z inwestycji?

— Niech to pozostanie naszą tajemnicą.

Jednak do tej pory tylko Handlowy publicznie zgłaszał chęć wyjścia z PTE. Brak funduszu emerytalnego w grupie największego banku detalicznego byłby zaskoczeniem.

— Może to i prawda...

Ile jest warte 50 proc. akcji tego PTE?

— Dwa lata temu było warte więcej niż teraz. Choć firma była mniejsza niż obecnie, to panowały lepsze warunki rynkowe. Można wiec było sprzedać udziały za wyższą cenę...

—... co oznacza, że teraz za lepszą cenę można kupić.

— Nie bardzo, gdyż ani nikt nie chce kupić po niższej cenie, ani nikt nie chce sprzedać. Ale dla kupujących sytuacja rzeczywiście jest wygodniejsza.

Mieli Państwo tworzyć bank hipoteczny z BGK i nagle zmieniliście zdanie. Dlaczego?

— Nie z naszej winy — z projektu wycofał się BGK.

A co wyniknie z umowy o współpracy z PZU?

— PKO BP jest największym bankiem w Polsce, a PZU największym ubezpieczycielem. Bardzo duża grupa klientów naszych firm pokrywa się. Musimy to wykorzystać, oferując tym klientom wspólne lub uzupełniające się produkty.

Czy PKO BP ma ambicje konsolidowania polskiego sektora bankowego?

— Nie jest to nasz strategiczny cel. Jeśli jednak zdarzy się okazja, to czemu nie? Wykorzystaną przez nas okazją była sprzedaż Inteligo przez Bankgesellschaft Berlin, więc niczego nie wykluczamy.

Wracając do emisji obligacji skarbowych. Wpływy z obsługi tej sprzedaży zwiększą Wasz tegoroczny zysk, a więc rosną szanse na to, że drugie półrocze będzie równie dobre jak pierwsze?

— Na pewno w tym półroczu nie uda się nam zarobić netto 722 mln zł. To wynika ze specyfiki banku, w którym na drugą część roku od lat przypadają niektóre koszty, nie występujące na początku roku.

Czyli?

— Zarobimy na pewno więcej niż 330 mln zł osiągnięte w drugiej połowie ubiegłego roku.

Gdzie Pan widzi możliwość zwiększania dochodów?

— Przede wszystkim w aktywności na rynku, większej sprzedaży kredytów i pozyskiwaniu depozytów, ale też w zmniejszeniu kosztów, głównie rzeczowych.

A co ze strukturą organizacyjną banku, której zarzuca się, że jest droga i niewydolna?

— Musimy ją uporządkować tak, by móc lepiej ocenić efektywność poszczególnych obszarów działania. Dlatego dokonamy klarownego wydzielenia pionów biznesowych banku i odłączymy od nich wszystkie funkcje wspomagające. Dokonamy wyraźnego oddzielenia detalu od działalności korporacyjnej, włącznie z wydzieleniem sieci obsługującej firmy. Stworzymy także jednostki specjalistyczne typu istniejącego już Bankowego Domu Maklerskiego, które zajmą się obsługą kadr, problematyką windykacyjno-restrukturyzacyjną, informatyką, zarządzaniem gotówką oraz zadaniami administracyjnymi.

Kiedy ruszacie z wdrożeniem nowej struktury?

— Na przełomie trzeciego i czwartego kwartału. A cały proces chcemy zakończyć w pierwszym półroczu przyszłego roku.

Ile będzie placówek korporacyjnych?

— Kilkadziesiąt, będą one zlokalizowane w placówkach detalicznych, których jest około 1200.

Ile zostanie w kasie banku po przeprowadzeniu tych porządków?

— Oszczędności w tym roku jeszcze nie będzie. Pojawią się w przyszłym roku i latach następnych. Precyzyjnie je poznamy po wprowadzeniu nowego systemu IT.

Czy restrukturyzacja będzie także pretekstem do zmniejszenia zatrudnienia?

— W związku z restrukturyzacją nie planujemy żadnych redukcji. Zgodnie z porozumieniem podpisanym ze związkami zawodowymi, realizujemy natomiast proces stopniowego zmniejszania — głównie naturalnego — zatrudnienia o kilkaset osób każdego roku.

Obecnie PKO BP zatrudnia ponad 37 tys. osób. Ile powinno być docelowo?

— Mniej, chyba że zwiększymy skalę naszego działania.

A jak jest z jakością portfela?

— Nieźle. Na koniec 2002 r. kredyty nieregularne stanowiły ponad 14 proc. portfela przy średniej w sektorze 22 proc. Obecnie ich udział spadł poniżej 14 proc.

W tym roku PKO BP udaje się zwiększać udział w rynku. Odzyskujemy to, co kiedyś straciliśmy. Przez rok nasz portfel kredytowy wzrósł o 13 proc. i obecnie jest to największy portfel na rynku.

Wspomniał Pan o efektywności. Jaki jest wskaźnik kosztów do dochodów?

— Obecnie wynosi on 61,7 proc. W planie strategicznym zapisaliśmy, że do 2005 r. wskaźnik ten spadnie poniżej 60 proc. Nie jesteśmy liderem, ale też nie jesteśmy najgorsi. Weźmy pod uwagę, że wpływ na ten wskaźnik mają też koszty płacowe, które u nas nie będą spadać, lecz raczej wzrosną.