Trzy lata temu w prospekcie emisyjnym PKO BP zapewnił akcjonariuszy, że chce wypłacać w formie dywidendy około 40 proc. jednostkowego zysku. Różnie potem bywało z podziałem rocznego utargu.
Wskazania zarządu to jedno, ale ostateczny głos i tak przecież należy do akcjonariuszy, którzy głębiej sięgali do kasy banku. W ubiegłym roku pojawiły się pogłoski, że PKO BP chce zmodyfikować zasady podziału zysku i zamiast 40-procentowegolimitu wprowadzić widełki dające kierownictwu większe pole manewru.
Ostatecznie przyjęto inne rozwiązanie. Zarząd zaproponował, na co zgodziła się wczoraj rada nadzorcza, by tak dzielić zysk, żeby trzymać się regulacyjnych wymogów dotyczących kapitałów.
Limity są dwa: po wypłacie dywidendy współczynnik wypłacalności grupy powinien utrzymać się powyżej 12 proc. plus niezbędny bufor kapitałowy, natomiast kapitał podstawowy banku i grupy (kapitał akcyjny plus zatrzymane zyski) — wymagane 9 proc.
— Zarząd zrobił to, by być w zgodzie z regulacyjnymi wymogami. Komisja Nadzoru Finansowego rekomenduje, by współczynnik wypłacalności wynosił minimum 12 proc. Europejski nadzór EBA wskazuje na 9 proc. jako minimalny próg kapitałów banku — mówi Tomasz Bursa, analityk Ipopema Securities.
Ostateczna decyzja w sprawie dywidendy należeć będzie do akcjonariuszy, którzy nie muszą sugerować się wskazaniami zarządu. Muszą się jednak liczyć ze wskazaniami nadzoru. W ostatnich dwóch latach bank wypłacił łącznie 4,85 mld zł w formie dywidendy, co stanowiło 84 proc. zysku netto za ten okres.