Złapał Kozak Tatarzyna... czyli wojny na kolei ciąg dalszy. Według tej samej taktyki: atakują PKP i kiedy już się wydaje, że złapały w pułapkę Przewozy Regionalne (PR), spółka samorządowa zręcznie robi woltę i już trzyma w szachu państwowych kolejarzy. Tym razem poszło o kasy biletowe. Przewozy dzierżawią je od PKP. I nie płacą za dzierżawę. Kilka miesięcy temu PKP powiedziały, że albo samorządowa kolej zapłaci, albo fora ze dwora. Termin wyprowadzki został ustalony na koniec marca. Kwota zaległości jest niebagatelna i wynosi 56 mln zł. Dla słabych finansowo PR, które mają zaległości nie tylko w PKP, ale też w PKP Polskie Linie Kolejowe (PLK zagroziły, że zamkną tory, jeśli przewoźnik nie zacznie płacić faktur), to duży wydatek.
Media przez ostatnie dwa tygodnie alarmowały, że na święta pasażerowie nie będą mieli gdzie kupić biletów, a jedna z gazet napisała, że samorządowa spółka zacznie je sprzedawać w kioskach z gazetami.
Przewoźnik uspokaja — nie będzie tak źle. W zasadzie będzie po staremu, spółka nie zamierza bowiem wyprowadzać się z dworców PKP.
— Trwają negocjacje z PKP w sprawie ustalenia salda wzajemnych rozliczeń — mówi Piotr Olszewski, rzecznik PR.
Więcej we wtorkowym Pulsie Biznesu
