Związkowcy PKP już protestują przeciwko ewentualnemu odwołaniu zarządu kolejowego przewoźnika. W razie zmian personalnych grożą nawet strajkiem.
Marek Pol jeszcze na dobre nie zdążył usadowić się w swoim ministerialnym fotelu, a już ma nie lada problem. Tradycyjnie kłopoty są związane z PKP. Po pierwsze, sytuacja finansowa przewoźnika jest nie do pozazdroszczenia. Po drugie, przedstawiciele SLD protestują przeciw reformom w przedsiębiorstwie, realizowanym przez obecny zarząd. Wreszcie — po trzecie — na zmiany w szefostwie PKP nie chcą się zgodzić związkowcy.
Pogłoski o wymianie zarządu pojawiły się tuż po zbudowaniu gabinetu Leszka Millera. Wątpliwości wobec działań zarządu, pod kierownictwem Krzysztofa Celińskiego, wyrażał na łamach „PB” m. in. Bogusław Liberadzki, wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Infrastruktury, poseł SLD, były minister transportu. Narzekał na nieskuteczność reorganizacji struktur przewoźnika, która miała prowadzić do chaosu w funkcjonowaniu wydzielanych spółek.
— Choć Marek Pol, minister infrastruktury, w wielu wywiadach mówi, że nie będzie żadnego zamachu na zarząd, to jednak chcielibyśmy od niego dostać wprost takie zapewnienie. Jeśli jednak ekipa rządząca zdecyduje się na taki krok, podejmiemy wszystkie przewidziane w statucie działania, żeby zaprotestować przeciw takim zakusom — mówi Stanisław Kogut, przewodniczący kolejowej Solidarności.
Choć przedstawiciele związku nie mówią tego wprost, to wiadomo, że pracownicy są na tyle zdeterminowani, że posuną się nawet do strajku generalnego.
— Nie będę komentował plotek — ucina Mieczysław Muszyński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury.
Sprzeciw związkowców budzą zarzuty o nieskuteczości działań zarządu.
— To pierwszy zarząd, który zechciał i któremu udało się cokolwiek zrobić. Wiadomo, że reorganizacja przedsiębiorstwa i stworzenie grupy holdingowej nie przebiegała bez zakłóceń, ale udało się ją w końcu przeprowadzić. Podobnie jest z restrukturyzacją zatrudnienia. Bezboleśnie udało się je zredukować z 460 do 165 tys. osób — mówi Stanisław Kogut.
Obawy związkowców budzą podnoszone przez zwycięzców wrześniowej kampanii wyborczej hasła powrotu do centralizmu w PKP.
— Obecnie spółki funkcjonują jako osobne podmioty. Idea finansowania przewozów pasażerskich z zysków wypracowanych przez sektor towarowy jest przeżytkiem i tego nie chcemy — mówi Stanisław Kogut.
Poza tym związkowcy traktują plany unieważnienia sposobu rozdziału akcji pracowniczych jako zamach na własne interesy. W miejsce Funduszu Własności Pracowniczej podobno szykowany jest powrót do rozdziału akcji zgodnie z zasadami ustawy o komercjalizacji przedsiębiorstw państwowych.
Tej sytuacji nie można pozazdrościć ministrowi infrastruktury: z jednej strony naciski koalicjantów, z drugiej groźba wybuchu społecznego, a z trzeciej sygnały instytucji finansowych o zakręceniu kurka finansowego z pieniędzmi dla PKP.
— Czekamy na decyzje ministra infrastruktury o zmianie zarządu PKP. Z tymi ludźmi już nic wartościowego nie uda się zrobić — mówi jeden z bankowców.