PB: Bezrobocie w Polsce od dłuższego czasu — mimo gospodarczych zawirowań — utrzymuje się blisko rekordowo niskiego poziomu. Regularnie w Barometrze ManpowerGroup badacie perspektywy zatrudnienia. Jak wyglądają one obecnie?
Marta Szymańska: Bezrobocie jest faktycznie rekordowo niskie. My w cyklach kwartalnych wydajemy Barometr ManpowerGroup i na najbliższy kwartał ta perspektywa to netto plus 11 proc. To mniej niż w poprzednich kwartałach, ale — co warto podkreślić — jest to niewielki wzrost rok do roku. To, co obserwujemy, to również bardzo niski odsetek firm, które nie znają planów personalnych na najbliższy kwartał — zaledwie 2 proc. Możemy więc powiedzieć, że pracodawcy mają jasno określoną politykę personalną na najbliższy kwartał, mają wiedzę na temat tego, czy planują zwiększać swoje zespoły. Zwiększać zatrudnienie planuje 31 proc., a redukować 21 proc. To, o czym jeszcze warto wspomnieć, to różnice w perspektywie zatrudnienia w zależności od regionu. Pewnie nie jest zaskakujące, że najwyższa perspektywa zatrudnienia jest w regionie centralnym, a następnie w północno-zachodnim. Tym, co może zaskakiwać, jest 8-procentowy wzrost notowany w regionie południowym, czyli na Śląsku i w Małopolsce, zwykle notowanych bardzo wysoko, jeśli chodzi o perspektywę zatrudnienia.
Czyli teraz południe radzi sobie słabiej? Tymczasem w tygodniu, w którym rozmawiamy, duże zwolnienia zapowiedziano na Mazowszu, a konkretnie w Płocku, gdzie blisko 700 osób zwolni Levi Strauss.
Takie pojedyncze sytuacje znajdziemy właściwie w każdym regionie. Jeśli jednak chodzi o trendy na poziomie regionalnym, to południowa część Polski — choć, co warto podkreślić, wciąż notuje wzrost — rośnie znacznie wolniej niż w poprzednich kwartałach.
Ekonomiści zwracają uwagę, że płace w Polsce rosną w dwucyfrowym tempie — znacznie szybciej niż wydajność, co może przekładać się na wzrost inflacji. Czy spodziewacie się utrzymania wysokiego tempa wzrostu płac i jakie są główne bodźce do podwyżek?
Jeśli chodzi o tempo wzrostu płac, to niemal każdy obszar i sektor mierzy się z dużą presją płacową. Wynika ona z rosnących oczekiwań pracowników. Pracownicy mają świadomość, że wartość ich pracy rośnie. Dodatkowo na co dzień spotykają się z rosnącymi kosztami życia, wzrostem cen mieszkania, żywności, energii... Oczekują więc niejako rekompensaty ze strony pracodawców. Te elementy ewidentnie wpływają na oczekiwania pracowników, podobnie jak sytuacja związana z niskim bezrobociem. W lutym, według Eurostatu, bezrobocie było na poziomie 2,9 proc. To bardzo niski poziom, co wpływa na niedobór talentów, a to z kolei pozwala pracownikom prosić o wyższe wynagrodzenie. Dodatkowo wpływ ma polityka rządowa: nie można zapominać o wzroście płacy minimalnej, który również ma odzwierciedlenie w sytuacji firm. Odpowiadając jednoznacznie: na pewno spodziewamy się wzrostu płac, natomiast myślę, że bardzo trudno będzie pogodzić oczekiwania pracowników i możliwości pracodawców.
W których branżach jest największe zapotrzebowanie na nowych pracowników i gdzie w związku z tym można spodziewać się największej presji płacowej?
W ostatnim czasie dużo mówi się — i to też widzimy — że rośnie zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się choćby sztuczną inteligencją, ale także optymalizacją procesów, pracy... To są niewątpliwie zawody, które teraz są w cenie i zapotrzebowanie na nie jest właściwie we wszystkich sektorach. Duże zapotrzebowanie widzimy też konkretnie w sektorze IT w zakresie specjalistów zajmujących się sztuczną inteligencją i cyberbezpieczeństwem. To są pracownicy, którzy na pewno mogą liczyć na wzrost wynagrodzeń, bo tu popyt wciąż jest bardzo wysoki. Widać go także w finansach i bankowości — nadal potrzebujemy specjalistów finansowych i analityków, którzy przede wszystkim mają wysoko rozwinięte kompetencje miękkie, a także umiejętności związane z analizą danych. To na pewno są grupy pracowników, które mogą spodziewać się wyższych stawek. Należy też wspomnieć o opiece zdrowotnej. To na dobrą sprawę długoterminowy trend związany ze starzeniem się społeczeństwa. Ostatnio obserwujemy też wzrost popytu w budownictwie i infrastrukturze ze względu na nieśmiałe, ale jednak widoczne obudzenie się branży budowlanej. Z tego powodu inżynierowie budownictwa, architekci, specjaliści infrastrukturalni to stanowiska, gdzie stawki w tym roku będą dość wysokie. Ostatnim obszarem, który można wymienić, jest zielona transformacja: wszystkie role związane z tzw. green skills.
A gdzie w tym roku może być gorzej? W których branżach spodziewacie się redukcji etatów?
Jest kilka takich obszarów, w których spodziewamy się redukcji. Nie będzie do nich oczywiście dochodzić w każdej firmie z tych branż. To na pewno kwestia związana z magazynami — mam tu na myśli również podstawowe stanowiska. Coraz częściej mówi się o magazynach bezobsługowych i bardzo wysokiej optymalizacji oraz automatyzacji procesu logistycznego. Liczba stanowisk pracy może więc maleć, a część zadań przejmą po prostu roboty. Nie stanie się to od razu i wszędzie, bo to jest bardzo droga technologia, wymagająca też czasu na wdrożenie, ale trzeba brać to pod uwagę. Spodziewamy się też redukcji etatów w miejscach przechodzących z produkcji tradycyjnej na tzw. Industry 4.0. Tu proces jest analogiczny do magazynów. Należy też spojrzeć na branżę IT — widzimy w niej mniejsze zapotrzebowanie niż jeszcze kilka lat, a nawet kilka kwartałów temu. Część zadań potrafi już przejąć sztuczna inteligencja, więc potencjalnie mogą być zagrożone klasyczne stanowiska programistów. Nie mam tu oczywiście na myśli kreatywnych stanowisk, lecz po prostu programistów piszących kod. Należy też wspomnieć o branży handlowej narażonej na presję ze strony sklepów internetowych.
Rozmawiał Marcel Zatoński
Szukaj Pulsu Biznesu do słuchania w Spotify, Apple Podcasts, Podcast Addict lub Twojej ulubionej aplikacji
w tym tygodniu: „Co się stało z inflacją”
goście: Ignacy Morawski — SpotData, Michał Sadecki — MSL Consulting, Weronika Szymańska — Bank BNP Paribas, Marta Szymańska — ManpowerGroup Polska

