Plany mamy bardzo ambitne, ale realne

Tadeusz Szylar
opublikowano: 2003-12-31 00:00

W ciągu 2-3 lat z Resbudu, ABM Solid oraz Hydro Solid ma powstać podmiot o rocznych przychodach wysokości 300 mln zł notowany na giełdzie.

„Puls Biznesu”: Ponad 500-osobowa załoga Resbudu, jednej z największych firm budowlanych na Podkarpaciu, odetchnęła z ulgą, po tym jak Sąd Gospodarczy w Rzeszowie przyjął wniosek o upadłość z możliwością układu. Pan też jest zadowolony?

Marek Pawlik, prezes Resbudu z Rzeszowa i ABM Solid z Tarnowa: Nie może być inaczej. Na taki werdykt czekali również wierzyciele, którzy w przypadku ogłoszenia upadłości z likwidacją majątku Resbudu nie mogliby liczyć na odzyskanie pieniędzy. Zdecydowana ich większość rozumie sytuację firmy i deklaruje, że na zgromadzeniu wierzycieli będzie głosować za zawarciem układu.

Co spowodowało, że firma z ponad półwiekową tradycją, realizująca kontrakty w Iraku, Libii, Niemczech, Rosji, na Węgrzech i innych krajach popadła w tarapaty?

— Gdy w Polsce zaczął się regres gospodarczy, lawinowo zaczęły narastać zatory płatnicze. Każdy opóźnia jak tylko może zapłatę za towary i usługi. Resbud, jako generalny wykonawca, utracił 13 mln zł, które mu się należały. Wielu zleceniodawców przestało istnieć i pieniądze są nie do odzyskania. Tego ciężaru nie jest w stanie udźwignąć najlepiej prosperująca firma.

Jakim więc biznesem była dla ABM Solid transakcja zakupu pakietu akcji bankrutującego Resbudu.

— Zajmując się generalnym wykonawstwem chcieliśmy wzmocnić nasz potencjał ogólnobudowlany. Zakup pozwalał nam na większą ekspansję terytorialną. Ważne dla nas znaczenie ma rynek ukraiński, na którym Resbud był już obecny, a ABM Solid musiał korzystać z pośrednictwa i okazjonalnych mariaży biznesowych.

Przejmując Resbud mieliście plan naprawczy?

— Przygotowaliśmy program restrukturyzacji, który zasadzał się na optymalnym zbilansowaniu zasobów ludzkich — materialnych, organizacyjnych i finansowych. W praktyce najtrudniejsze okazało się upłynnienie majątku nieprodukcyjnego za godziwą cenę. Dekoniunktura na rynku obrotu nieruchomościami spowodowała, że mieliśmy i mamy z tym nadal trudności.

Czy to zmusiło Was do złożenia wniosku upadłościowo-układowego?

— Zdecydowanie tak. W programie naprawczym nie zakładaliśmy takiego kroku. Liczyliśmy, że wierzycieli będziemy spłacać z pieniędzy uzyskanych z upłynniania majątku nieprodukcyjnego oraz z realizacji inwestycji.

Na brak tych ostatnich nie narzekacie?

— Obsługujemy blisko 70 kontraktów, a na 2004 r. portfel zleceń mamy zapełniony w 40 proc. Ważnym klientem dla spółki jest firma BRW z Biłgoraja, dla której Resbud wykonuje kilka zleceń, m.in. centrum handlowe w Lublinie za 9,5 mln zł. Szczególnie ważnym zleceniem będzie kontrakt, który mamy nadzieję pozyskać na Śląsku. W naszych planach jest też wejście na rynki zagraniczne. Prowadzimy rozmowy na temat realizacji zadań na terenie Rosji, Ukrainy i Libii.

Jakie są Wasze długofalowe zamierzenia?

— Plany mamy ambitne, ale realne. Przewidują one powstanie firmy z zatrudnieniem około 300 osób, generującej przychody na poziomie 100 mln zł rocznie, z wyselekcjonowana grupą podwykonawców. Jeśli rynek inwestycyjny się ożywi, to możliwe będą przyjęcia pracowników sezonowych. Dużą szansą dla tej polskiej firmy, z krajowym kapitałem, będą wspólne działania akwizycyjne i realizacyjne z ABM Solid. Po opanowaniu sytuacji powinno nastąpić połączenie Resbudu, ABM Solid i spółki zależnej Hydro Solid z Bochni w jeden podmiot, który po emisji akcji powinien wejść na parkiet podstawowy Giełdy Papierów Wartościowych i w ten sposób uzyskać dodatkowe środki. Wtedy powstanie spółka budowlana z rocznym przychodem około 300 mln zł, która będzie w stanie sięgać po duże, rentowne kontrakty. Taki scenariusz chcemy zrealizować w ciągu dwóch-trzech lat. Czy się powiedzie? W dużym stopniu zależy to od dobrej woli 500 wierzycieli Resbudu.