Play chce udzielać pożyczek on-line

opublikowano: 08-06-2015, 00:00

Podczas gdy konkurenci związali się z bankami, operator woli grać solo. Przymierza się do zakupu firmy pożyczkowej

Pierwszy był Polkomtel — w grudniu 2013 r. związał się z Invest Bankiem, który przyjął markę partnera i zmienił szyld na Plus. Potem T-Mobile podpisał kontrakt z Aliorem — miesiąc temu stuknęła im pierwsza rocznica wspólnego biznesu. Do Orange w konkury uderzyły trzy banki, a przyjęty został mBank, pokonując konkurentów hojnymi warunkami.

Play, którego prezesem jest Jorgen Bang-Jensen, wzorem konkurentów, bada możliwości wejścia na rynek usług finansowych. Ma na to jednak własny pomysł.
Zobacz więcej

DYSKRETNY UROK BANKOWOŚCI:

Play, którego prezesem jest Jorgen Bang-Jensen, wzorem konkurentów, bada możliwości wejścia na rynek usług finansowych. Ma na to jednak własny pomysł. Marek Wiśniewski

Play wciąż jest wolny, co nie znaczy „do wzięcia”. Właściciel operatora łamie zasadę, że nie trzeba kupować browaru, żeby napić się piwa. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, chce przejąć firmę pożyczkową i spić całą piankę.

Know-how z importu

Z naszych informacji wynika, że operator przez ostatnie miesiące prowadził rozmowy z bankami zainteresowanymi wspólnym biznesem, a potem również z firmami pożyczkowymi. Był już blisko, żeby związać się z partnerem finansowym, ale potem sprawa przycichła. Kilka tygodni temu pojawiła się informacja, że Play przymierza się do wejścia w usługi finansowe, ale inaczej.

W kilku źródłach potwierdziliśmy, że właściciel operatora rozgląda się po zagranicznych rynkach w poszukiwaniu odpowiedniego nabytku. Nasi rozmówcy sugerują, że chodzi o któryś z krajów skandynawskich, gdzie biznes pożyczkowy jest najlepiej rozwinięty i gdzie można pozyskać know-how i systemy informatyczne niezbędne do prowadzenia takiej działalności.

— Nie komentujemy planów naszych właścicieli. Robimy to, na czym się znamy, czyli sprzedajemy usługi telekomunikacyjne — mówi Marcin Gruszka, rzecznik Playa.

Operator od początku wyróżniał się tym, że angażował się tylko w usługi, które zapewniają mu konkretne zyski. Pomijał usługi wizerunkowe, np. telewizyjne, na których operatorzy nie zarabiają, ale utrzymują je po to, by trafić do szerszego grona klientów. Wchodząc w działalność pożyczkową, Play — w odróżnieniu od konkurentów — nie byłby pośrednikiem bankowym i z nikim nie musiałby dzielić się marżą.

— Pożyczki on-line przy odpowiednich nakładach finansowych, skali działania i właściwie zarządzanym ryzyku są wysokomarżowym biznesem. Play ma dostęp do taniego finansowania i potężną bazę klientów, do których może skierować ofertę, ograniczając ryzyko kredytowe — mówi przedstawiciel branży pożyczkowej. Operator ma już pewne doświadczenia w rozliczaniu „na kreskę” klientów pre-paidowych, gdyż od jesieni ubiegłego roku oferuje Kredyt w Play na Kartę, pożyczając do 5 zł na 24 godziny, odliczane od kwoty kolejnego doładowania.

Martwe dusze

Gdyby operator był zainteresowany sojuszem z bankiem, chętnych by nie zabrakło. O partnerstwo z Orange’em zabiegały m.in. ING Bank Śląski oraz Raiffeisen. Z Polkomtelem przed kilku laty blisko współpracował BZ WBK. Jednak przykłady istniejących aliansów telekomunikacyjno- -bankowych dowodzą, że nie jest to łatwy biznes, choć pytanie, czy mariaże są udane, czy nie, jest przedwczesne. Pierwsze wyniki sprzedażowe sugerują, że okres miodowy był nadzwyczajny.

T-Mobile podaje, że od maja ubiegłego roku pozyskał 515 tys. bankowych klientów (w tym ponad 200 tys. to klienci przejęci wraz z Alior Syncem). Orange, który wystartował pół roku później, miał na koniec I kwartału 90 tys. klientów. Plus nie podaje danych sprzedażowych, ale też na jego przykładzie widać, że w relacjach bankowo-telekomowych pojawiają się pierwsze kryzysy. W kwietniu został wymieniony prezes Plus Banku.

Z rady nadzorczej odszedł też Zygmunt Solorz-Żak, co może sugerować, że stracił nieco serce do biznesu, który jeszcze jesienią 2013 r. postrzegał jako przyszłość bankowości. U konkurentów też nie wszystko wygląda tak różowo, jak sugerowałyby statystyki, które pokazują zresztą tylko przyrost liczby rachunków, a nic nie mówią o transakcyjności czy dochodach z klientów bankowych.

Chyba nie jest z tym najlepiej, skoro od początku czerwca w T-Mobile obowiązuje karna opłata za kartę debetową, jeśli użytkownik nie wyda przy jej użyciu minimum 200 zł miesięcznie. Wcześniej była za darmo. Podczas konferencji wynikowej w maju, Orange, pytany o dochodowość biznesu bankowego oraz oczekiwaną liczbę klientów w tym roku, pierwsze pytanie zbył, a odpowiadając na drugie, stwierdził, że obecnie najważniejsze zadanie to skłonienie posiadacza rachunku do korzystania również z innych usług i produktów bankowych w ofercie.

Rozkręcanie klientów

Wygląda na to, że również T-Mobile przestanie walczyć o rekord Guinnessa w liczbie otwartych rachunków.

Wojciech Sobieraj, prezes Aliora, przed miesiącem na spotkaniu z analitykami powiedział, że oczekiwania nie dotyczą akwizycji klientów, lecz przychodów z klienta, a te pojawią się w związku z trwająca obecnie telewizyjną kampanią reklamową kredytów gotówkowych.

Szef banku uważa, że jedną z rzeczy przeoczonych w strategii współpracy z telekomem było wsparcie ATL dla projektu. Zapowiedział zacieśnienie współpracy z T-Mobile, czego owocem mają być mocne rezultaty finansowe, które ma nadzieję pokazać na kolejnej konferencji wynikowej. Z naszych informacji wynika, że w ciągu najbliższych dni operator zacznie oferować rachunki i usługi dla firm.

— Model bankowo-telekomunikacyjnych aliansów wykazał duży potencjał akwizycyjny. Dużo jest do zrobienia, jeśli chodzi o zaktywizowanie klientów — mówi przedstawiciel jednego z banków.

Problem w tym, że telekomy chciałyby to zadanie przerzucić na partnerów bankowych, a banki oczekują od operatorów, że poprzez system zachęt, np. obniżając koszt abonamentu, skłonią klientów do korzystania z rachunku bankowego. Praktyka pokazała, że niełatwe do przeprowadzenia są też wzajemne rozliczenia za pozyskanego klienta, bo banki nie chcą płacić za martwe dusze, a operatorzy oczekują wynagrodzenia za skuteczną sprzedaż. Wszystko to sprawia, że na razie współpraca nie przekłada się na wyniki. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Bankowość dla bankowców

ANDRZEJ POWIERŻA

analityk DM Citi Handlowego

Nie widzę wielkich szans rozwoju modelu telekomunikacyjno-bankowego. Jestem sceptykiem, bo nie wierzę, że telekomy będą w stanie z powodzeniem oferować dochodowe produkty finansowe. Alior stawia na wyspecjalizowanych doradców, umiejscowionych w placówkach T-Mobile. Być może strategia „wyłapywania” potencjalnych kredytobiorców z tłumu, który przewija się przez placówki telekomu, pozwoli zarobić na takiej współpracy, bo bardziej wierzę w sprzedaż produktów bankowych przez specjalistów od bankowości niż specjalistów od telefonów. O ile w przypadku aliansów bankowo-telekomunikacyjnych rozumiałem logikę modelu: bank ma swoje know-how finansowe, telekom bazę klientów, połączmy siły i niech bank spenetruje bazę telekomu produktami bankowymi, o tyle w przypadku Playa już nie. Firmy windykacyjne również próbowały wejść na rynek pożyczkowy, ale nie stał się on dla nich istotnym źródłem przychodów. Skala biznesu nie jest duża i nie wiem, czy gra jest warta świeczki. Jest to za mały biznes, żeby cokolwiek ważył w rachunku zysków Playa.

OKIEM EKSPERTA

Byle do przodu

PAWEŁ PUCHALSKI

szef działu analiz DM BZ WBK

W obliczu spadających przychodów z tradycyjnej działalności operatorzy szukają dodatkowych źródeł przepływów finansowych. Jedni oferują sprzedaż prądu, inni mogą udzielać pożyczek. Ważne jest, by biznes był rentowny i pomagał lepiej wykorzystać dotychczasowe zasoby operatora — takie jak sieć sprzedaży.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg, Magdalena Wierzchowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu