Od 1 kwietnia PLL LOT zredukuje prowizję podstawową dla agentów sprzedających jego bilety z 7 do 4 proc. wartości biletu.
— W tej chwili LOT nie ma innego wyboru i decyzja o redukcji prowizji dla agentów sprzedających bilety na rynku polskim była niezbędna dla dalszego sprawnego funkcjonowania spółki i jej konkurencyjności wobec innych przewoźników — mówi Maciej Wejroch, dyrektor regionalny PLL LOT na Polskę.
Polski przewoźnik oszczędza nie tylko na prowizjach: w 2002 r. przeprowadził zwolnienia grupowe i zmniejszył liczbę połączeń.
Zdaniem Ryszarda Posyniaka, prezesa zrzeszenia agentów IATA w Polsce, obniżenie prowizji spowoduje, że wielu agentów upadnie. Zrzeszenie proponowało PLL LOT wprowadzenie wynagrodzenia kwotowego, czyli stałej opłaty za wystawienie biletu. Niewykluczone, że w obecnej sytuacji organizacja spróbuje rozwiązać konflikt na drodze sądowej — wzorem swoich odpowiedników w Wielkiej Brytanii, Irlandii (tu Air Lingus obciął prowizje do 1 proc.) czy Danii.
— Nasi handlowcy są w trakcie przedstawiania dodatkowych prowizji biurom podróży, które są lojalne wobec LOT — mówi Maciej Wejroch.
Jednocześnie PLL LOT poinformował, że w przypadku umów trójstronnych między LOT, agentem a firmą (np. na określone trasy), LOT i agenci będą pobierać ustalane samodzielnie opłaty od transakcji.
— Nasz rynek nie jest jeszcze gotowy na całkowite zrezygnowanie z prowizji i wprowadzenie transaction fees w przypadku wszystkich rodzajów biletów, dlatego ten system będzie dotyczyć wyłącznie biletów korporacyjnych — mówi Maciej Wejroch.
Inni przewoźnicy działający w naszym kraju prawdopodobnie pójdą w ślady LOT.
— W tej chwili za wcześnie jeszcze mówić o tym, jaką strategię przyjmą British Airways (BA). Rozważamy różne możliwości — enigmatycznie tłumaczy Emilia Osewska, szefowa BA w Polsce.