Kolejne prasowe doniesienia sugerujące, że Europejski Bank Centralny zdecyduje się na duży skup obligacji, a także udana aukcja hiszpańskich bonów skarbowych, pobudziły apetyt inwestorów na ryzyko. Kurs EUR/USD po raz pierwszy od dwóch tygodni zagościł powyżej bariery 1,24. Mocno obniżały się również krzywe rentowności długu Włoch i Hiszpanii, rosła większość indeksów giełdowych Europy Zachodniej.
Co więcej, właściwie wszystkie waluty emerging markets umacniały się w stosunku do dolara amerykańskiego.
Złoty co prawda znalazł się w wąskim gronie walut zyskujących na wartości także do euro, ale skala umocnienia do najważniejszych walut była wyraźnie mniejsza niż w przypadku czeskiej korony, a zwłaszcza będącego liderem wzrostów węgierskiego forinta. Mimo że redukcja kosztu pieniądza przez Radę Polityki Pieniężnej jest nieuchronna, a koniunktura słabnie, to stosunkowo wysokie stopy procentowe oraz tempo wzrostu gospodarczego dalej wspierać będą złotego.
Wymieniając czynniki korzystne dla siły polskiej waluty, nie można pominąć głębokiego i płynnego rynku długu. Stan rodzimych finansów publicznych oczywiście daleki jest od ideału, ale korzystnie postrzegać należy zręczne zarządzanie długiem przez resort finansów. Co prawda ograniczenie deficytu budżetowego z 5,1 proc. PKB w 2011 r. poniżej 3 proc. na koniec jest mało prawdopodobne, jednak w regionie mocniej od Polski deficyt zmniejszą jedynie Węgry, które obrały przecież drogę bardzo kontrowersyjnych reform.