PLOTKI ZE ŚWIATA BIZNESU I OKOLIC
Siwe skronie nie dodają pewności siebie
Powszechny w kraju kult młodości, werwy i wigoru, zaczerpnięty prosto ze zbioru atrybutów zachodniego człowieka sukcesu, sprawił, że panowie z menedżerskiego topu pokazują w uśmiechu olśniewającą biel zębów, mniej doskonałą skrywając pod maską powagi. Niechętnym okiem patrzą na pierwszy siwy włos na swojej skroni. Naprzeciw ich marzeniom o zachowaniu włosów w naturalnym kolorze wyszła firma Schwarzkopf, wypuszczając na rynek nowy produkt pod nazwą Re-Nature Cream. Przywraca on naturalny kolor stopniowo tym wszystkim (paniom i panom), których natura obdarzyła odcieniami włosów od średniego blond, aż po ciemny brąz.
— Siwizna nieodmiennie kojarzy się ze starością, odbiera część szans. Ze swoim naturalnym kolorem czuję się pewniej — zwierza się Kazimierz Chendyński, dyrektor i współwłaściciel Akademii Ruchu Tańca i Mody Artim (na zdjęciu po lewej).
— Z naturalnym kolorem włosów czuję się pewniej, a to ma znaczenie w interesach — dodaje Marek Mitrowski, właściciel zakładu oferującego zabudowę wnęk.
Obydwaj panowie skorzystali z oferty Szwarzkopfa i twierdzą zgodnie, że są zadowoleni z efektów. RZ
PricewaterhouseCoopers stawia na fotografię
W warszawskiej Zachęcie otwarto już 10 edycję wystawy laureatów dorocznego konkursu World Press Photo. W tym roku wzięło w nim udział blisko 4 tys. fotografów ze 122 krajów — z Polski 89 osób. Tym razem mieliśmy także swojego przedstawiciela w jury. Do udziału w jego obradach został zaproszony Krzysztof Miller, fotograf „Gazety Wyborczej”. Mamy też własnego laureata, Tomasza Gudzowatego, który zajął drugie miejsce w kategorii przyroda i środowisko naturalne. Nie byłoby jednak tej wystawy w Polsce, gdyby nie hojność głównego sponsora, firmy PriceWaterhouseCoopers.
— Tylko dzięki nieustającemu wsparciu sponsorów możemy nadążyć za rosnącymi kosztami tej wystawy. Z naszym głównym sponsorem bardzo przyjemnie się współpracuje, łączy nas bowiem wspólny cel — zapewnia Anda Rottenberg, dyrektor Galerii Sztuki Współczesnej Zachęta.
A cel istotnie jest wspólny, bo jak zapewnia Barbara Pleban, PR Officer w PWC (na fotografii po lewej z panią Andą Rottenberg), za pomocą fotografii najłatwiej przekazać filozofię firmy i jej wizerunek. Posłużył temu m.in. unikatowy album prezentujący pracowników firmy sfotografowanych przez najsłynniejszych przedstawicieli tego zawodu. RZ
Figura godna Atlasa
Firma Atlas, producent chemii budowlanej, znana jest z niekonwencjonalnych pomysłów reklamowych. Niedawno prezentowała w reklamach telewizyjnych nieco zmodyfikowaną wersję Krzyżaków, a teraz podjęła się sponsorowania niecodziennego rejsu po Wiśle. Z Tyńca pod Krakowem wyruszyła bowiem niecodzienna jednostka pływająca. Jest nią stary samochód marki Syrena. Pomysł, by przerobić samochód na jednostkę pływającą, przyszedł do głowy dwóm dziennikarzom: Przemkowi Witkowskiemu i Radkowi Wilczkowi z Radia Łódź. Przedstawiciele Atlasa twierdzą, że doceniają oryginalne pomysły, więc podjęli się sponsorowania tej wyprawy. Matką chrzestną amfibii została Katarzyna Figura (stąd nazwa Syrenka Figurenka). Finisz eskapady przewidziano na 8 sierpnia w Gdańsku. RG
Ving i LOT wspomogły akcję ratowania piesków
Opiekuńczym skrzydłom, w sensie dosłownym i przenośnym, Biura Podróży Ving i LOT-u zawdzięcza życie mała suczka i sześcioro jej dwutygodniowych szczeniąt. Zgubiona badź porzucona przez poprzednich właścicieli na greckiej wyspie Kalymnos, została przygarnięta przez panią Beatę Czechowską z Wyszkowa, przebywającą tu z córką na wakacjach zorganizowanych przez Vinga. Zostawienie bez opieki suczki byłoby dla niej wyrokiem śmierci. Postanowiono więc zabrać całą siódemkę do Polski. Rozdzwoniły się telefony, ruszyła akcja ratowania zwierząt.
Pani Katarzyna Miller, rzeczniczka prasowa Biura Podróży Ving (na zdjęciu po lewej z Beatą Czechowską, jej córką i psią bohaterką wydarzenia), zebrała informacje dotyczące strony formalnoprawnej przedsięwzięcia i załatwiła liczne zezwolenia. Pani Beata uzyskała międzynarodową książeczkę zdrowia — swego rodzaju paszport dla suczki i jej potomstwa, a kapitan LOT-u Józef Wójtowicz wyraził zgodę na przewiezienie piesków (oczywiście w specjalnej klatce) na pokładzie samolotu. Wszystkie doskonale zniosły podróż, są już w Warszawie, w większości znalazły też przyszłych opiekunów. DO