Plus, minus - styczeń 2018

opublikowano: 28-12-2017, 22:00

Największe hity i kity minionego miesiąca, czyli dla kogo kciuk w górę, dla kogo w dół oraz sukces i porażka. Wskazuje Jacek Zalewski, wieloletni komentator "Pulsu Biznesu" i autor "PB Weekend".

W górę: Mateusz Morawiecki

Objęcie stanowiska prezesa Rady Ministrów zasługuje z automatu na górną strzałkę nie miesiąca, lecz roku. Ze względu na umocowanie decyzyjne w Konstytucji RP to właśnie premier, a nie prezydent jest realnie i na co dzień najbardziej wpływową osobą w kraju. Oczywiście pod jednym warunkiem — że stanowisko zawdzięcza sobie, będąc szefem partii wygrywającej wybory. W Polsce jednak od dwóch lat postępuje prywatyzacja ustroju, w którym panem politycznego życia jest prezes Jarosław Kaczyński. W historii III RP obsadził jednoosobowo już pięciu premierów — Jana Olszewskiego, Kazimierza Marcinkiewicza, siebie, Beatę Szydło i teraz Mateusza Morawieckiego. Długo rozważał ponowne osobiste przejęcie steru, ale jednak postawił na dotychczasowego wicepremiera gospodarczego i podwójnego ministra. Mateusz Morawiecki został szesnastym premierem III RP, jego poprzednicy średnio rządzili przez rok i dziesięć miesięcy. Trzeba trafu, że dokładnie taki horyzont czasowy ma nowy szef rządu, wszak wybory planowo odbędą się w październiku 2019 r. Sondaże na razie wskazują, że PiS utrzyma władzę — i właśnie pokierowanie rządem w sposób gwarantujący zwycięstwo jest głównym zadaniem Mateusza Morawieckiego. Dwa lata temu stał całkowicie poza kampanią. Oprócz nielicznych wtajemniczonych przez prezesa nikt z szeregowych polityków PiS, nie mówiąc już o szerokim elektoracie, nie miał pojęcia, że architektem polityki gospodarczej będzie „bankster”, którego udział w sukcesie wyborczym był zerowy. Premierostwo objął w trybie kuriozalnym — przedstawił do zaprzysiężenia jako własny cały zdymisjonowany gabinet Beaty Szydło i dopiero w styczniu zamierza nadać rządowi kształt bardziej autorski, oczywiście tylko na tyle, na ile pozwoli prezes. W pierwszym kroku obsadził nowymi ludźmi Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Sekretarzami stanu zostali posłowie PiS, co podkreśliło ścisły związek premiera z partią — bo warto pamiętać, że Mateusz Morawiecki nie jest posłem, co czyni jego pozycję psychologicznie słabszą. Siedzi w Sejmie na pierwszym miejscu w rządowym „tramwaju”, ale w ważnych głosowaniach jest tylko kibicem i sam guzika nie naciska…

W dół: Beata Szydło

Strzałka równie oczywista, co dla sąsiada z lewej, tyle że skierowana w dół. Premier tyle czasu opowiadała o reorganizacji jej rządu, że w końcu… sama została zrestrukturyzowana. Któregoś dnia dowiedziała się od partyjnego szefa, że właśnie złożyła dymisję. Głęboki szok Beaty Szydło można zrozumieć — przecież jednocześnie z podjęciem decyzji o usunięciu prezes Kaczyński wręczał jej kwiaty, całował po rękach, bronił przed wnioskiem o wotum nieufności... Druga rocznica jej gabinetu stała się zaś takim festiwalem samochwalby, że skołowany elektorat PiS powtarza pytanie — dlaczego? Czyż Beata Szydło nie stawiała na piedestale gospodarki, by silny wicepremier mógł realizować prorozwojowy plan? Czyż na forum unijnym nie broniła spraw beznadziejnych? Fakt, dała twarz największej klęsce wizerunkowej rządu, czyli głosowaniu 1:27 na unijnym szczycie nad reelekcją Donalda Tuska. Ale przecież tak rozkazał prezes, który zresztą witał ją na lotnisku niczym bohaterkę. Wypowiadając na początku kadencji bondowską frazę „Nazywam się Szydło, Beata Szydło”, zapomniała jednak, że jest na całkowitej łasce prezesa PiS. Dwa lata temu od niego się dowiedziała, że będzie twarzą kampanii i kandydatem partii na premiera, którym faktycznie została. Obecnie natomiast w identycznym trybie dowiedziała się, że jako flaga już się wyłopotała. Sprawdziła na sobie, co znaczy tzw. dobra zmiana, pożerana przez teoretycznie jeszcze lepszą. I pomyśleć, że we wrześniu na Forum Ekonomicznym w Krynicy-Zdroju w głosowaniu rady programowej nad tytułem Człowieka Roku pokonała obwołanego już laureatem Mateusza Morawieckiego stosunkiem 13:11, dzięki… trzem tajemniczym głosom korespondencyjnym. Po dymisji dostała na otarcie łez i dla załagodzenia nastrojów elektoratu fasadowe stanowisko wicepremiera. Bez jednoczesnego kierowania resortem lub choćby rządowym komitetem „goły” wiceprezes Rady Ministrów to atrapa. Stoi znacznie niżej od szeregowego ministra, wydającego rozporządzenia do ustaw. Dzięki stworzonej specjalnie dla niej fikcji Beata Szydło nie wypada jednak z obiegu medialnego.

Sukces: Lodowe cacko w Tomaszowie Mazowieckim

Finansowo ta sportowa inwestycja to żaden rekord — kosztowała prawie 48 mln zł, czyli w porównaniu choćby ze stadionami na EURO 2012 to pikuś. Natomiast w kategoriach decyzyjno-psychologicznych nastąpił przewrót niemal kopernikański. Polska wreszcie doczekała się krytego toru do jazdy szybkiej na lodzie, uniezależniającego panczenistów od kaprysów zimy. Pałaców hokejowych ci u nas dostatek, ale przykrycie choćby jednego toru okazywało się niemożliwe przez kilkadziesiąt lat. Dopiero triumfy łyżwiarzy szybkich w 2014 r. na igrzyskach olimpijskich w Soczi spowodowały pęknięcie decyzyjnego betonu. Tor jest wspólnym dorobkiem rządu poprzedniego i obecnego, przy czym nowy dokonał naprawdę dobrej zmiany lokalizacyjnej — z Warszawy na Tomaszów Mazowiecki. Efektowny architektonicznie obiekt na powierzchni prawie 1,7 hektara powstał w czternaście miesięcy. Tor od początku uznany został za szybki, zatem pomoże panczenistom w ostatnim szlifie formy w kraju — wszak igrzyska w koreańskim PyeongChang już w lutym 2018 r.

Porażka: Bezmyślne uderzenie władzy w wolne media

Usłużna wobec rządu Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) nałożyła drakońską karę 1,48 mln zł na nadawcę TVN 24. Powodem było obiektywne, czyli uwzględniające także racje zgromadzonych tłumów (czego absolutnie nie robiła rządowa TVP), relacjonowanie przez stację protestów 16-18 grudnia 2016 r. przed Sejmem, nazwanych przez władzę… puczem. W 2004 r. podobnie wysoko, kwotą 1,24 mln zł, KRRiT ukarała Polsat za komercyjny proceder nadmiernego przerywania filmów reklamami. W sprawie TVN 24 absurdalne jest uzasadnienie, jakoby uczciwa reporterka była „propagowaniem działań sprzecznych z prawem i sprzyjaniem zachowaniom zagrażającym bezpieczeństwu”. Kara zszokowała media nieidące na pasku władzy, ponieważ jest przejawem kneblowania niewygodnej prawdy. Wskazuje także, jakimi metodami będzie postępowała tzw. polonizacja mediów. Uderzenie w TVN 24 odbiło się szerokim echem międzynarodowym, dołując i tak już marny wizerunek rządu PiS w kwestii praworządności. Poza tym KRRiT nie wzięła pod uwagę, że TVN 24 należy do nadawcy amerykańskiego — kara wywołała ostrą reakcję Departamentu Stanu USA, który z założenia nie daruje krzywdy swoich firm. Po złożeniu przez stację odwołania do sądu będzie się toczyła długa batalia o karę, aż do zmienionego personalnie Sądu Najwyższego. Znając polskie realia, amerykańska spółka może jednak skierować sprawę do arbitrażu międzynarodowego, a także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Ta perspektywa świadczy, że odgrzewając po roku dawno zakończony wątek, władza bezmyślnie strzeliła sobie w stopę.  

Polacy nie gęsi. Modyfikując klasyka, wypada uznać „i swój kryty tor mają”. Panczeniści już nie będą musieli spędzać długich miesięcy na wyczerpujących psychicznie zgrupowaniach zagranicznych — wystarczy wpaść do Tomaszowa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Plus, minus - styczeń 2018