Pluszaki z USA atakują

opublikowano: 27-05-2014, 00:00

Są mięciutkie, słodkie i niedrogie. Zabawki wymyślone przez amerykańskiego ekscentryka idą na lidera w Polsce

Są tacy, którym chodzi o szybkie dolary. Mnie chodzi o długowieczność — twierdzi 70-letni Ty Warner, szef i właściciel Ty Inc., światowego lidera w produkcji pluszowych zabawek.

Zobacz więcej

MATERIAŁ NA MIŁOŚĆ: Plusz nie potrzebuje elektroniki ani nowinek technicznych. Potrzebuje jakości, dobrej dystrybucji, ceny i wyjątkowego designu. Polacy pokochają Ty — uważa John F. Plys, wiceprezes Ty Inc. Fot. Marek Wiśniewski

Od tego roku plan Warnera obejmuje także Polskę. Amerykańska firma, której roczne przychody liczone są w miliardach dolarów, nie zamierza jednak rozpętywać kampanii marketingowej ani specjalnych promocji. Sukces przyjdzie sam. No, może nie do końca, bo z pomocą dzieci.

— Nigdy nie wyemitowaliśmy reklamy w telewizji i nie zamierzamy tego zmieniać. Nasza reklama to marketing szeptany wśród dzieciaków, które kochają nasze zabawki — mówi John F. Plys, wiceprezes Ty Inc.

Strategia na Polskę jest prosta: w kilka lat Ty Inc. ma być liderem w najpopularniejszym z zabawkowych segmentów. Co roku Polacy wydają na zabawki 2 mld zł, z czego na pluszowe co najmniej 200 mln zł. Ty Inc. uznał,że gra zaczyna być warta świeczki i w przyszłym roku kopa pluszakom zza oceanu dać ma paneuropejska kampania z McDonald’sem. Ale — jak twierdzi John F. Plys — już na starcie zabawki Ty będą miały przewagę nad pluszakami innych producentów.

— Plasujemy się jako wytwórca zabawek z najlepszego pluszu w najlepszym designie, ręcznie zszywanych i malowanych. Jednak zamiast sprzedawać je za 10 EUR za sztukę, jak konkurencja, sprzedajemy je za 5 EUR. Dlaczego? Bo jesteśmy najwięksi na świecie i korzystamy z tego pełnymi garściami w negocjacjach z dostawcami i dystrybutorami — tłumaczy John F. Plys.

W USA Ty nie współpracuje zatem z największymi sieciami handlowymi typu Walmart czy Target. Charakterystycznych pluszaków, projektowanych osobiście przez właściciela firmy, nie ma też w amerykańskiej części największej globalnej sieci sprzedaży zabawek, czyli w Toys R Us.

— Mamy ten luksus, że sami możemy wybierać kanały dystrybucji. Target oferował nam 22 mln USD rocznie za dołączenie do sieci. Nie przyjęliśmy tej walizki pieniędzy, bo nie o nią chodzi, lecz o cel długofalowy. Nie jesteśmy na giełdzie, więc nie goni nas żądza szybkiego zysku. Chcemy chronić markę — twierdzi wiceprezes.

Ochrona marki oznacza, że pluszaki Ty trafią m.in. do polskich sklepów Toys R Us pod kilkoma warunkami, z których najważniejszy brzmi: sprzedajecie zabawki w takich cenach, w jakich my chcemy. Żadnych promocji czy zawyżania cen. Taka strategia dała Ty pozycję lidera we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii.

— Od niemal dekady nie podnosiliśmy cen i nie mamy takich planów — twierdzi John F. Plys. Przyznaje, że takie podejście stawia Ty Inc. w roli biznesowego dinozaura. Bardzo bogatego i kochanego przez dzieci.

Oczy ekscentryka

Ty Warner to syn wieloletniego sprzedawcy zabawek z Chicago. Po nieudanych próbach podbicia Hollywood w latach 80. wrócił do biznesu zabawkowego. Zebrał oszczędności i za 100 tys. USD otworzył Ty Inc. Pierwsze modele wyszły w całości spod ręki Warnera. Zabawki były miękkie, tanie i miały wyjątkowo duże, słodkie oczy oraz metkę z imieniem i nazwiskiem. Można je kupić na serwisach aukcyjnych za co najmniej kilkaset dolarów za sztukę. Dziś Warner to ekscentrycznie ubrany inwestor, którego nowym hobby stało się rozwijanie hoteli w sieć luksusową. Czy sprzeda kiedyś Ty Inc.? Wykluczone. — Nie sprzedam. Sprzedałbyś swoje dziecko? — rzucił w twarz szefom Mattela, gdy oferowali mu miliardowe kwoty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy