Płynny gaz zaleje rynek

Prognozowana nadpodaż LNG to dobre wieści dla polskiego PGNiG. Europejska ofensywa Gazpromu może jednak ten obraz zakłócić

O potencjale rynku LNG, czyli skroplonego gazu ziemnego, świadczy dykteryjka, którą w trakcie debaty na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach opowiedział Piotr Woźniak, prezes PGNiG. — Przy okazji naszego pierwszego zakupu LNG na rynku spot [z natychmiastową dostawą — red.] do złożenia oferty zaprosiliśmy sześć firm. Ofert dostaliśmy jedenaście. Widać, że to rynek kupującego — mówił Piotr Woźniak.

GROŹNA OFENSYWA:
Zobacz więcej

GROŹNA OFENSYWA:

Piotr Woźniak, prezes PGNiG, z niepokojem przygląda się ofensywie handlowej Gazpromu w Europie. Kluczem do niezależności dla polskiej firmy jest w tej sytuacji rynek LNG, a w przyszłości — gaz z Norwegii. RAFAŁ KLIMKIEWICZ-EDYTOR

Efekt Australii i USA

Co szef PGNiG widział w liczbie ofert, Boston Consulting Group przedstawił w liczbach dla całego rynku. — Nadchodzi era LNG, co wynika z pojawienia się dwóch nowych i olbrzymich eksporterów, czyli Australii i Kataru. W ciągu 8-10 lat ilość LNG na globalnym rynku wzrośnie o 30-40 proc. Będziemy mieć do czynienia z nadpodażą — szacował Jacek Libucha, dyrektor w zespole energetycznym BCG. Podobne oczekiwania co do przyszłości LNG ma Mirek Topolanek, były premier Czech, dziś pracujący w sektorze gazowym członek zarządu Eustream).

— W ciągu 20 lat moce terminali LNG się podwoją — ocenia czeski polityk i menedżer. Wygląda więc na to, że decyzja PGNiG o otwarciu biura tradingowego w Londynie była dobra.

— Nabieramy doświadczenia na tym rynku. Biuro ruszyło w marcu, pierwsza transakcja już za nami — podkreśla Piotr Woźniak. O ryzyku związanym z nadpodażą LNG przypomniał jednak Piotr Kasprzak, członek zarządu Hermes Energy Group.

Nadpodaż oznacza raj dla traderów i rozrost rynku spot. — Największy problem będą miały te firmy, które mają sztywne i długoterminowe kontrakty na dostawę surowca — zauważył Piotr Kasprzak.

Gazprom straszy

Przykładem firmy, o której wspomniał Piotr Kasprzak, jest PGNiG. Ten kontrolowany przez polski rząd sprzedawca gazu jest do 20202 r. związany kontraktem z rosyjskim Gazpromem. Kontrakt jest jak sól w oku polskiego rządu. Dlatego pomysłowi uniezależnienia się od dostawcy ze Wschodu już od kilku lat podporządkowana jest polityka inwestycyjna PGNiG. Terminal LNG w Świnoujściu już działa, a flagowym projektem są teraz przygotowania do budowy połączenia gazowego, łączącego Polskę z Norwegią, poprzez Danię.

— Wtedy będzie można mówić o Polsce jako prawdziwym hubie gazowym. Nie będziemy już mieszać w gazie rosyjskim, ale będziemy mieć realnych alternatywnych dostawców, czyli Norwegię i gaz LNG z całego świata — deklaruje Piotr Woźniak. Sukces ucieczki ze strefy wpływów Gazpromu nie jest jednak przesądzony. Piotr Woźniak w alarmistycznym tonie przypomniał, że Gazprom prowadzi wielką ofensywę w Europie i udało mu się niedawno wygrać aukcje na rezerwację przepustowości w kluczowych z polskiego punktu widzenia europejskich gazociągach.

— To pokazuje, że z europejskimi regulacjami jest coś nie tak — uważa Piotr Woźniak. Wygrana Gazpromu w aukcjach w Europie niepokoi też Piotra Kasprzaka. — Lubimy mówić, że Gazprom jest straszny, ale jego strategia jest zrozumiała. Broni się ten sposób przed konkurencją z amerykańskim LNG — przypomina Piotr Kasprzak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ / Płynny gaz zaleje rynek